Riff gitary nie fanfary. Jak rock zmienił brzmienie Marvela? 

To że filmy Marvela rockiem stoją wiadomo nie od dziś, ale w zasadzie jak to wszystko się zaczęło? Kiedy w 2008r. na ekrany kin wchodzi „Iron Man” z Robertem Downey Juniorem w roli głównej, widzowie nie usłyszeli klasycznych fanfar czy orkiestry. Zamiast tego wybrzmiał utwór zespołu AC/DC „Back in Black”, po którym wiadome stało się że kino superbohaterskie Marvela będzie zupełnie inne. 

Rock jako osobowość.

Od samego początku produkcje Marvela, wykorzystują rocka do stworzenia tożsamości i charakteru bohatera. Tony Stark, absolutnie nie jest klasycznym herosem, któremu przyświecają wielkie idee. Przeciwnie, jest ekscentrycznym miliarderem i geniuszem, prowadzącym rockandrollowy styl życia. Zarówno muzyka jak i wykonawcy to nie przypadkowy wybór, bowiem AC/DC wzmacnia wizerunek Starka jako buntownika działającego według własnych zasad. 

Po wielkim sukcesie i pozytywnym odbiorze Back in Black w filmie o superbohaterze, w kolejnych częściach również zdecydowano się na utwory AC/DC. Tony Stark otwiera następny film utworem „Shoot to Thrill”, który nie tylko nadaje nastrój, ale także idealnie podkreśla charakter i sposób bycia bohatera. 

Rewolucja w kosmosie 

Tym czasem, nieco dalej bo w galaktyce, rozgrywa się prawdziwa rockowa rewolucja. „Strażnicy Galaktyki” w reżyserii Jamesa Gunna, nadają muzyce nowego znaczenia. Rock przestaje być tłem lub podkreśleniem, staje się osią narracji i dynamizuje sceny. Składanka Petera Quilla zawiera ziemskie przeboje takie jak, „Hooked on a Feeling” czy „Cherry Bomb”. Ziemska muzyka staje się symbolem więzi bohatera ze zmarłą matką, jednocześnie jest też źródłem ironii i humoru. Sceny walki nabierają teledyskowego charakteru i kompletnie innego rodzaju dynamiki. 

Co ciekawe ścieżki dźwiękowe promujące film, ponownie wskoczyły na szczyty list przebojów, przyciągając tym samym nieco starszych widzów do kin. Druga i trzecia część, również nie zawiodły fanów, obok wzruszających historii dostaliśmy hity takie jak „No Sleep Till Brooklyn”.

Nordycki Bóg w rytmie Rocka.

Thor jako produkcja posiada wiele ikonicznych kawałków, takich jak „Immigrant Song” Led Zeppelin w „Ragnaroku”. Utwór inspirowany mitologią nordycką nie mógł być lepszym wyborem. Dzięki dynamicznym riffom, sceny walki mają klimat bliższy koncertowi rockowemu niż klasycznej walce dobra ze złem. 

Ostania część filmów o Thorze, nie przyniosła aż tak spektakularnego sukcesu jak poprzednie, zdania co do fabuły są dosyć mocno podzielone. To co wiadomo napewno, to to że „Miłość i Grom” nie istniałby bez utworów Guns N’ Roses. Solo gitarowe z November Rain, użyte w scenie walki przyprawia o ciarki 

Film domyka z kolei „Sweet Child of Mine”, które idealnie podsumowuje produkcje. Zdanie na temat ostatniej części, można mieć różne, bez wątpienia jednak Marvel nie zawiódł jeśli chodzi o dobór muzyki. 

Dlaczego to działa? 

Marvel dzięki połączeniu klasycznej orkiestry z rockowym brzmieniem, uzyskał coś czego nikt przed nimi. Unikalne brzmienie, klimat, a przede wszystkim charakter, to coś więcej niż tylko produkcja. Wprowadzanie humoru i personalizowanie postaci, poprzez muzykę stworzyło coś niespotykanego – Most międzypokoleniowy. Dzięki odświeżeniu klasyków z lat 70, 80 i 90 oraz połączeniu nowych technologii, Marvel uzyskał unikalną kompozycję zbliżającą do siebie starszych i młodszych widzów. Co poza wielkimi zyskami dla studia, przyniosło za sobą również gigantyczny rozrost środowiska fanowskiego. Dzięki temu, kino Marvela nie jest tylko opowieścią o superbohaterach, to przede wszystkim historie o ludziach, który w prawdzie są wyjątkowi, ale zanim uratują świat mogą liczyć na swoją ulubioną piosenkę.