Piosenka, która ratuje życie

„Stayin’ Alive” – absolutny hit lat 70., który zapisał się na stałe nie tylko na listach przebojów i filmie. Ten utwór od lat pełni też rolę… nieoficjalnego narzędzia medycznego. Oto historia o tym, jak kultura popularna potrafi wyjść daleko poza swoją rozrywkową rolę i stać się czymś realnie użytecznym. Czymś, co może pomóc w ratowaniu życia.

W rytmie serca

Podczas resuscytacji krążeniowo-oddechowej kluczowa jest częstotliwość, ilość oraz tempo wykonywania uciśnięć klatki piersiowej poszkodowanego. Według obecnej wiedzy medycznej tempo uciśnięć powinno wynosić między 100-120 na minutę. Kiedy uciska się za wolno, przepływ krwi jest niewystarczający, z kolei kiedy za szybko – osoba udzielająca pomocy zmęczy się, co oczywiście pogorszy jakość pierwszej pomocy. Tymczasem lekarze od dawna zastanawiali się w jaki sposób skutecznie nauczyć ludzie odpowiedniego tempa ucisków. Samo liczenie ich w tak stresującej sytuacji jaką jest ratowanie czyjegoś życia to już wyzwanie, ale z muzyką jest inaczej – rytm zapamiętujemy intuicyjnie. I tu na scenę wchodzi kultowa piosenka. „Stayin’ Alive” ma dokładnie 103 uderzenia na minutę co mieści się idealnie w zalecanych normach.

Spotkanie popkultury z medycyną

Autorem niecodziennej metody resuscytacji jest Alson Inaba, hawajski lekarz, który przedstawił piosenkę na spotkaniu amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego podczas jednej z kampanii edukacyjnych. Na potrzeby kampanii nagrano krótki film z udziałem komika Kena Jeonga przebranego w strój Johna Trevolty z „Gorączki sobotniej nocy”, w którym to filmie również leciała kultowa piosenka.

Śladem amerykanów poszli również Brytyjczycy, którzy w 2012 roku nakręcili własną wersję filmu z Vinnim Jonesem we współpracy z Brytyjską Fundacją Kardiologiczną. Co ciekawe, czasami wspomina się też o innym utworze pasującym tempem – „Another One Bites the Dust” zespołu Queen, ale ze względu na dość niefortunnie brzmiący tytuł ratownicy wolą polecać jednak „Stayin’ Alive”, choć faktycznie według jednego z badań z 2023 roku stwierdzono, że to jednak przebój Queen jest skuteczniejszy – przynajmniej w reanimacji psów.

Muzyka jako narzędzie pierwszej pomocy

Historia „Stayin’ Alive” udowadnia, że muzyka nie jest jedynie rozrywką czy sztuką, ale może też być narzędziem, które pomaga ludziom skuteczniej działać pod silną presją. W przypadku nagłego zatrzymania krążenia liczą się pierwsze minuty. Często to nie profesjonalny lekarz, tylko przypadkowy przechodzień decyduje, czy ktoś przeżyje. I właśnie wtedy, kiedy przypomni on sobie rytm znanej piosenki może uniknąć paniki i skupić się maksymalnie na tempie resuscytacji. Bee Gees prawdopodobnie nigdy nie planowali kariery w medycynie ratunkowej, a jednak ich przebój stał się jednym z najbardziej niezwykłych przykładów tego, jak muzyka może realnie wpływać na ludzkie życie.