Igła w gramofonie wymieniona, wieża i lampy nagrzane, czerwone ledy włączone — możemy więc wejść w świat, który będzie nam opowiadał, śpiewając: Paul Banks. Aurę stworzy Carlos D. swoim klimatycznym, lecz ostrym basem. Przeszywające, mroczne i surowe gitary zapewni Daniel Kessler. A to wszystko razem zepnie Sam Fogarino ze swoimi dudniącymi i atakującymi bębnami.
Płyta już na talerzu gramofonu? W takim razie zaczynamy.
Interpol — album Turn On The Bright Lights. Absolutne dzieło sztuki, trzymające w napięciu od początku do końca. To jeden z tych albumów, na których nie ma utworu do pominięcia — po prostu na to nie pozwala. Może i nie można go nazwać „rewolucyjnym”, lecz jak na czas, w którym został stworzony, był całkowicie odmienny. Czwórka chłopaków nie przejmowała się trendami muzycznymi we wczesnych latach dwutysięcznych — zrobili po prostu to, co chcieli.
Album został nagrany w listopadzie 2001 roku w Tarquin Studios w Connecticut, niedaleko Nowego Jorku. Studio było obskurne, surowe i klaustrofobiczne, co w pewnym stopniu pomogło ukształtować klimat samego albumu. Za nagranie i klimat sesji odpowiadał Peter Katis, a przy miksie dołączył Gareth Jones, który współpracował m.in. z:
– Depeche Mode
– Nickiem Cave’em
– Einstürzende Neubauten
Ciekawym paradoksem było to, że album, który dosłownie brzmiał jak Nowy Jork nocą, powstał poza miastem, w pewnym odosobnieniu. To właśnie ta izolacja wzmocniła uczucie alienacji i pozwoliła „zamknąć się” w emocjach.
Opisane uczucia i emocje idealnie zobrazowane są w utworze NYC…
Często porównuje się brzmienie tego albumu do klasyków, takich jak Joy Division, ze względu na atmosferę i emocjonalną głębię. Banksa zestawiano z Ianem Curtisem — legendarnym wokalistą JD — co dodatkowo podkreśla refleksyjny charakter tej płyty.
Już od momentu wydania album był niemożliwie dobrze oceniany przez krytyków. Wielu recenzentów podkreślało, że Interpol stworzył nie tylko album, ale opowieść o przestrzeni miasta, samotności i napięciu emocjonalnym. Debiut zespołu Interpol nie tylko potwierdził ich miejsce na muzycznej scenie XXI wieku, lecz także stał się jednym z kluczowych elementów indie rocka tamtych czasów. Album był wielokrotnie wyróżniany w zestawieniach najlepszych płyt dekady, a jego utwory do dziś uznawane są za klasykę gatunku.
W 2024 roku miałem okazję zobaczyć zespół na żywo podczas koncertu Smashing Pumpkins, gdzie Interpol występował jako support. Bez dwóch zdań wciąż utrzymują klasę, klimat i brzmienie — a nawet mogę powiedzieć, że wypadli lepiej niż sami Smashing Pumpkins.
Na koniec pozostaje powiedzieć jedno: album był, jest i pozostanie legendą, a dla kolejnych pokoleń słuchaczy wciąż będzie odkryciem.

