Kto zabił Laurę Palmer, czyli o najlepszym soundtracku w historii.

Uwaga! Tekst może zawierać spoilery do trzech sezonów Twin Peaks, oraz do filmu Twin Peaks: Fire walk with Me.

(Polecam włączyć sobie soundtrack z serialu podczas czytania. Nie ważne jakbym się starał, tej muzyki nie da się opisać – trzeba ją poczuć.)

Davida Lyncha chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Malarz, muzyk a przede wszystkim mistrz kina. Nikt nie był w stanie tworzyć takich filmów jak on. Mimo tego że (moim skromnym zdaniem) jego geniusz najbardziej objawiał się w filmach pełnometrażowych, to jednak wśród polskich widzów, najbardziej znany jest z miasteczka Twin Peaks. Starsi widzowie pamiętają je jeszcze z czasów emisji telewizyjnej, młodsi natomiast, z zaciekawieniem chłoną to arcydzieło ponad 35 lat po premierze.

Niewątpliwie, jedną z najważniejszych rzeczy w tym serialu jest muzyka. Melancholijna, tajemnicza a czasami – przerażającą. Wydaje się mówić więcej niż to co widzimy na ekranie. 

Powstawanie muzyki, jak i cała relacja między Angelo Badalamentim i Davidem Lynchem, jest bardzo intrygująca. Współpracowali oni wielokornie, przy takich arcydziełach jak Blue Velvet (1986), Lost Highway (1997) czy Straight Story (1999). Ich współpraca rozpoczęła się podczas kręcenia tego pierwszego, Angelo miał udzielić Isabelli Rossellini lekcji śpiewu, a dokładniej to miał ją nauczyć śpiewać tytułową piosenkę (co jak wiemy wyszło fenomenalnie). Potem poroszono go o stworzenie muzyki, i tak o to rozpoczęła się jedna z najlepszych współprac na lini reżyser-kompozytor w historii. Proces powstawania muzyki do serialu był dosyć niespotkany, polegał on na opisywaniu sceny przez Lyncha, i jednoczesnej grze na pianinie przez Badalamentiego, który to starał się spełnić wizję reżysera. Myślę że nikt nie opisze tego lepiej niż sam muzyk.

Badalementi opisuje tu proces powstawania chyba najbardziej ikonicznego utworu (zaraz po intro) – czyli Laura Palmer’s theme. Dotyczy on postaci tragicznej, czyli młodej, zamordowanej licealistki. Utwór idealnie opisuje jej dualistyczną naturę, pod płaszczykiem miss szkoły i pilnej uczennicy z dobrego domu, kryła się jej mroczna strona… Za każdym razem kiedy słyszymy ten utwór w serialu, czujemy coś w rodzaju niepewności czy niepokoju. Zupełnie jak Laura…

Z bardziej znanych utworów mamy jeszcze Audrey’s dance. Ekscentryczną naturę tej postaci bardzo dobrze oddaje scena ,w której to tańczy do tej piosenki jak w transie. No i nie możemy zapomnieć o ikonicznym tańcu „człowieka ze snów”.

Piękno w tym soundtracku tkwi w tym, jak wszytsko pięknie tworzy wspólną całość. Muzyka pięknie opisuje nam otoczenie, fabułę jak i same postacie.

W filmie Twin Peaks: Ogniu krocz za mną (będącym prologiem całego serialu, czyli ostatnimi dniami życia Laury), muzyka lekko się zmienia w porównaniu do poprzednich dwóch sezonów. Mamy tu więcej mroku, jazzu i ostrych gitarowych riffów. Ścieżka dzwiękowa wydaje się jeszcze bardziej gęsta i tajemnicza. Jako ciekawostkę można dodać, że swoje cameo w tym filmie zalicza sam David Bowie, jako agent FBI Phillip Jeffries. W 3 sezonie, mamy lekką zmianę w muzyce. Utwory są już raczej współczesne, występuje wiele różnych gatunków. W tym sezonie możemy na przykład usłyszeć i zobaczyć zespół Nine Inch Nails ( z którymi Lynch już współpracował wcześniej, podczas Zagubionej Autostrady). Wyjątkiem jest tutaj natomiast 8 odcinek…

Mimo zmiany muzyki w tym uniwersum na przestrzeni lat, w każdym odcinku odgrywa ona ogromną rolę. Buduje klimat i prowadzi nas po labiryncie tajemnic. Myślę że śmiało można powiedzieć, że Twin Peaks ma najlepszą ścieżkę dzwiękową w historii.

I pamiętajcie, sowy nie są tym czym się wydają…