Her’s – dwa głosy, jedna niedokończona historia. 

Niektóre zespoły zapisują się w historii liczbami: miliony odsłuchań, platynowe płyty, trasy koncertowe po całym świecie. Inne – emocjami.  Zespół Her’s należał właśnie do tej kategorii. Duet, który w zaledwie kilka lat zbudował własny, rozpoznawalny muzyczny świat, którego historia zakończyła się tak nagle i tragicznie, że  pozostawiła po sobie tylko pytanie, na które nikt nie zna odpowiedzi: co by było, gdyby mogli grać dalej?

Her’s tworzyli Stephen Fitzpatrick, wokalista i gitarzysta zespołu oraz Audun Laading odpowiedzialny za bas i wokal wspierający. Poznali się w 2015 roku podczas studiów na Liverpool Institute for Performing Arts, uczelni założonej przez Paula McCartneya. Od początku łączyło ich podobne podejście do muzyki – harmonijne, unikatowe, łączące ze sobą elementy rożnych melodii, które połączone w całość tworzyły coś niesamowitego. 

Nie byli zespołem, który próbował gonić za trendami. Wręcz przeciwnie – Her’s wydawali się podążać za własnym nurtem, tworząc przy tym własną wersję indie popu i dream popu, która była przesiąknięta nostalgią, lekkością i subtelnym humorem.

Muzyki Her’s nie dało się zamknąć w jednej kategorii. Łączyli indie rock, jangle pop i taneczne, funkowe linie basu. Ich utwory brzmiały jak ciepłe, nocne rozmowy albo przejażdżki samochodem bez celu – takie intymne i lekkie.

Charakterystyczny był wokal Fitzpatricka: miękki, nieco senny, pełen emocji. Teksty głównie skupiały się na osobistych relacjach, tęsknocie za kimś lub za czymś, niepewności i młodzieńczym zagubieniu – to tematy, które dotykają setki osób na świecie, dlatego ich muzyka szybko stała się popularna w kategorii alternatywnej muzyki, bo na swój sposób pomagała fanom zrozumieć siebie i swoje emocje.

Choć dyskografia Her’s nie jest obszerna, wiele ich piosenek zyskało status kultowych wśród fanów:

  • „What Once Was” – najbardziej rozpoznawalny utwór zespołu, opowiadający o tym co było kiedyś, ale już tego nie ma, a życie kręci się dalej. Jest nostalgiczna i melancholijna. 
  • „Cool With You” – ciepła, niemal taneczna kompozycja opowiadająca o skomplikowanej bliskości i poczuciu zagubienia przy wielkich uczuciach.
  • „Marcel” – jeden z pierwszych singli, dzięki któremu zwrócili na siebie uwagę w świecie muzyki, poprzez lekkość i chwytliwą melodię.
  • „She Needs Him” – bardziej dynamiczny numer, opisujący o nieprzemijających uczuciach do partnera, który jest już w nowej relacji.

W 2018 roku wydali swój debiutancki album „Invitation to Her’s”, który został bardzo dobrze przyjęty przez krytyków i słuchaczy. Rok później ukazała się płyta „Songs of Her’s”, będąca podsumowaniem ich dotychczasowej twórczości.

Na początku 2019 roku Her’s byli w trakcie swojej pierwszej większej trasy koncertowej po Stanach Zjednoczonych. Ich popularność rosła, koncerty przyciągały coraz więcej ludzi, a przyszłość wydawała się otwarta.

13 marca 2019 roku, po koncercie w Phoenix, zespół wyruszył nocą do Santa Ana. Nad ranem doszło do tragicznego wypadku samochodowego w pobliżu Tonopah w Arizonie. W wyniku zderzenia zginęli Stephen Fitzpatrick, Audun Laading oraz ich menedżer Trevor Engelbrektson.

Informacja o ich śmierci wstrząsnęła fanami. Media społecznościowe wypełniły się nagraniami z koncertów, wspomnieniami i słowami wdzięczności za muzykę, która, choć tworzona tak krótko, zdążyła stać się ważna dla tysięcy ludzi.

Trudno dzisiaj słuchać muzyki  Her’s bez myślenia o tym, co mogli by jeszcze stworzyć. Czy zmieniliby swoje kultowe rytmy? Czy staliby się wielkimi gwiazdami? A może ich muzyka stałaby się bardziej odważna, głośniejsza i dojrzalsza?

Tego się nie dowiemy. Jednak mimo tragicznej historii, wiemy że Her’s zostawili po sobie coś wyjątkowego, dowód na to, że nie ilość, a wrażliwość i podążanie za własnym rytmem potrafi sprawić, że muzyka zostaje z nami na długo. Ich piosenki wciąż brzmią jak zaproszenie, do wsłuchania się w emocje, do bycia „tu i teraz”.

I może właśnie w tym sensie Her’s nadal istnieją. W każdej osobie, która po raz pierwszy włącza „What Once Was” i wczuwając się w melancholijny rytm myśli o tym co by mogło jeszcze być.