„Na początku był Chaos”
Kultura internetowa od samego początku związana była z tekstem i grafiką. Czym przecież są w najprostszej definicji memy, jak nie obrazkami z zabawnym dopiskiem? Wielu ludzi zajmujących się tą tematyką, pierwszego internetowego trendu doszukują się w pisaniu przy pomocy cyfr i przeróżnych znaków – ochrzczonego nazwą leet speak. |_OR3M 1P5UM – dzisiaj raczej dość nieczytelne, jednak była to kiedyś norma na przeróżnego rodzaju forach i chatach.

Wraz z tym jak rozwinęła się technologia i zwiększyła się przepustowość łącz internetowych, pojawiła się możliwość zamieszczania materiałów audio i wideo. Był to zdecydowanie ogromny krok, dający ludziom gamę nowych sposobów na twórczość i wyrażanie siebie w sferze cyfrowej. Internet zalały parodie piosenek, filmiki ze szkoły nagrywane Sony Ericssonami w zawrotnej rozdzielczości 144p czy autorskie animacje, często okraszane samodzielnie napisanymi piosenkami.
I to właśnie na tym muzycznym, twórczym aspekcie skupiać się będzie ten artykuł. Przyjrzymy się kilku spośród setek najbardziej rozpoznawalnych w internecie utworów, które wzbudziły kreatywność milionów ludzi na całym świecie. Warto przy tym od razu zaznaczyć, że dobór naprawdę nie był prosty i posiada indywidualny charakter. Jeżeli, drogi czytelniku, uważasz, że jakaś piosenka zasługiwała na swój własny spotlight a nie dostała się do artykułu, czuj się zaproszony do podzielenia się swoimi sugestiami w strefie komentarzy.
Jabłko wielkości globu
Przenosimy się w czasie i przestrzeni o kilkanaście lat do Japonii w 2009 roku. To właśnie tam, w serwisie internetowym Niconico użytkowniczka Anira publikuje swoją animację do piosenki „Bad Apple!!„ zakomponowanej na potrzebę czwartej odsłony japońskiej serii gier Touhou Project (Japonka nota bene nie była w żaden sposób wcześniej powiązana z projektem). Praca Aniry niemal z dnia na dzień podbija portal Niconico, wplasowując się na pierwsze miejsce w rankingach popularności.
Wystarczy kilka sekund po wciśnięciu play, by samemu się przekonać, co tak urzekło ludzi w jej animacji. To genialnie napisana w czerni i bieli historia, równie niesamowita pod kątem warsztatu plastycznego. Animacja jest bowiem płynna i dynamiczna, a przejścia ze sceny w scenę są niezwykle płynne – wykorzystując naszą nieuwagę, postacie zmieniają się w przedmioty, one zaś spowrotem w inne bohaterki. Całe uznanie za dobrą pracę oraz prawo do autorstwa przysługuje oczywiście Anirze, ale należy wspomnieć, że animatorka oparła swoje dzieło o prowizoryczny storyboard, przygotowany przez użytkownika o nazwie Μμ.
Animacja „Bad Apple!!” stała się inspiracją dla całego internetu. Ludzie postawili sobie za cel, by stworzyć możliwie najbardziej kreatywną wersję oryginalnego dzieła. Nie chodzi mi tu jedynie o standardowe muzyczne covery – choć tych istnieją setki, zagrane już chyba na absolutnie wszystkim. Mówię tu też o różnych odsłonach animacji – wykonywanych przy pomocy, jak się wydaje, każdego narzędzia poza długopisem. Za moją ulubioną uważam „Bad Apple!!” odtworzone na… prawdziwych jabłkach!

Na dzień pisania tego artykułu, film ma już ponad 15 lat – powstał więc około dwa lata po publikacji oryginalnego filmu Aniry. Podobnego typu filmy pojawiają się w całym Internecie aż do dzisiaj. Najczęściej są one tworzone przy pomocy komputerowych programów i symulacji, pozwalających na łatwe odtworzenie animacji chociażby przy pomocy śladów balistycznych na ścianie w grze Counterstrike.
To tylko pokazuje jak nieskończenie wielki twórczy potencjał drzemie w internautach oraz jak nieśmiertelne potrafią być niektóre trendy internetowe.
Japoński podbój
„Ievan Polkka” (tłum. pl. „Polka Ewy„) to słynna, fińska piosenka, napisana w 1928r. przez Eino Kettunena do melodii tradycyjnej fińskiej polki. Ten niezwykle pogodny utwór opowiada historię młodej, wiejskiej dziewczyny, która wbrew zakazom matki wymyka się na zabawę organizowaną w jej wsi. Tam poznaje przystojnego faceta, z którym porywa się w tany, a następnie stawia opór czekającej na nią w domu rozgniewanej matce.

Wiele osób zna piosenkę – jedynie garstka wie o czym właściwie jest i skąd się wywodzi. Wszystko to przez kilkusekundową, zapętloną, japońską animację, w której to w akompaniamencie melodii Polkki uśmiechnięta dziewczyna (postać Orihime Inoue z anime Bleach) kręci w ręku łodygą czosnku dętego (niepoprawnie ochrzczonego przez Internet porem). Podobnie jak „Bad Apple!!„, od momentu publikacji w 2008r. filmik zrobił furorę na całym świecie, rozsławiając piosenkę poza Finlandią.
Nie sposób mówić o „Ievan Polkka” bez wspomnienia o równie popularnym coverze autorstwa japońskiej wirtualnej piosenkarki – Hatsune Miku.
Hatsune Miku to piosenkarka, która swój żywot i karierę zawdzięcza firmie Yamaha – producentowi programu Vocaloid. Technologia pozwala na komputerowe syntezowanie głosu na bazie wpisywanego przez użytkownika tekstu. Co zaczynało jako prosty lektor – taki jak nasza słynna Ivona – zostało wykorzystane przez firmę Crypton Future Media i wyprowadzone na szczyt popularności jako światowej sławy, pierwsza, wirtualna diva Hatsune Miku.
Internetowy renesans
Muzyka jest niezwykle ważnym elementem życia wielu ludzi. Dla niektórych jest na tyle integralną częścią ich egzystencji, że towarzyszy im na dosłownie każdym jej etapie, tworząc ścieżkę dźwiękową dla każdego z nich. Na takiej właśnie zasadzie muzyka niemieckiego DJ’a TheFatRat stała się w moich wspomnieniach soundtrackiem na lata 2014-2016.
To w zasadzie nic dziwnego – jego twórczość była w tamtym czasie na niemal każdym kroku wielu internautów. Kawałki TheFatRata wykorzystywano w internetowych poradnikach, często służyły jako podkłady do intro/openingów do filmików na Youtubie oraz jako nielicencjowane (kogo by w końcu było na to legalnie stać) ścieżki dźwiękowe w wielu trybach rozgrywki oferowanych przez społeczność gry Roblox. Zresztą, jakkolwiek dzisiaj by się tego nie zapierali, spora część młodszej generacji Z zwyczajnie uważała jego utwory za kawał świetnej muzyki i wdrażała je do swoich playlist między inne muzyczne tytuły, m.in. równie popularnego w tamtych czasach DJ’a – Alana Walkera.
Stwierdzenie, że twórczość TheFatRata jest dużym elementem kultury internetowej jest wcale nieuzasadnione. Potwierdzenie tego odnaleźć można w obecnym trendzie „2026 is the new 2016” opartym na nostalgii. Pod wpływem presji wywieranej przez lokalnej i globalnej skali kryzysy, internauci zapragnęli w 2026r. cofnąć się o dziesięć lat do czasów, gdy życie było „prostsze”, jaskrawsze, pozbawione sztuczności i przede wszystkim niskiej jakości contentu AI, którym Internet jest dzisiaj zalewany. W ten sposób zarządzono rewind, wielki reset. Popularność odzyskał filtr „Rio de Janeiro„, tak często utożsamiany z klimatem ubiegłej dekady. W łaskę modowych trendów ponownie wkupiły się slim-fit, potargane jeansy, oversize’owe koszulki i trampki. Podobnie z sympatią i tęsknotą niektórzy odświeżyli sobie piosenki m.in. Justina Biebera, Ariany Grande czy właśnie TheFatRata.

Przeczytać można opinie ludzi, którzy uważają ten trend za przykre zjawisko. Ludzie nie patrzą już bowiem z nadzieją na świeżo rozpoczęty rok i zamiast cieszyć się i otwierać na nowe możliwości, które proponuje przyszłość, wolą wygodnie rozmarzać się na temat przeszłości. O ile ktoś w pełni nie odrzuca przyszłości, trzymając się kurczowo tego co było, osobiście nie uważam tego za coś złego. Każdy może walczyć z przeciętnością codziennego życia na swój sposób, a odrobina eskapizmu przecież nigdy nie zaszkodzi.
Fenomen Shreka
Shrek to chyba najpopularniejsza w skali globalnej animacja, którą kochają zarówno dzieci jak i dorośli. Miłość, którą Internet obdarzył tytułowego, zielonego ogra jest zaś tak wyczuwalna, że z abstraktu, mogła by się zmienić w fizyczny byt.
Shrek, jego ikoniczne teksty oraz utożsamiana z nim piosenka „All Star” zespołu Smash Mouth od lat są elementami wielu internetowych memów. Nic więc dziwnego, że gdy w końcu ogłoszono piątą część serii, cyfrowy świat oszalał. Powstało wiele spekulacji na temat tego, co będzie głównym motywem kolejnego filmu oraz jak będą wyglądały postacie w nowej, odświeżonej odsłonie. Fani stworzyli też szereg autorskich trailerów do nadchodzącego filmu, takich jak ten:
Żartowałem, tak naprawdę ta sekcja nigdy nie miała być poświęcona Shrekowi (choć seria rzeczywiście odcisnęła spore piętno na kulturze internetowej). Tak naprawdę chciałem zadedykować ją utworowi „Never Gonna Give You Up” Ricka Astleya. Taka zmyłka, która ostatecznie sprowadza się do przesłuchania przez odbiorcę tego kawałka nazywana jest w Internecie rickrollem.
Tego typu zdradliwych filmików znajdziemy w sieci tysiące. Ponadto na bazie tego jednego trendu powstały dziesiątki kolejnych, jak na przykład ten z patyczakiem.
Swoją drogą to naprawdę ciekawe, jak silne właściwości konserwujące posiada Internet. 39 lat – tyle bowiem ma piosenka „Never Gonna Give You Up” a wciąż ma się bardzo dobrze w sferze medialnej. Co więcej, jestem silnego zdania, że to właśnie dzięki internetowemu trendowi rickrollowania teledysk doczekał się oficjalnego remake’u (odświeżenia) w ramach reklamy kalifornijskiego koncernu ubezpieczeniowego CSAA Insurance.
Wirtualne Szaleństwo

Skoro już odkopałem jedną starszą piosenkę, chciałbym poruszyć temat kolejnej, czyli konkretnie „Virtual Insanity” zespołu Jamiroquai.
Naprawdę długo mógłbym dywagować na temat tego kawałka – chociażby dlatego, że Jamiroquai należą do topki moich ulubionych zespołów i to pierwotnie im (Jamiroquai nie zespołom) miał być poświęcony artykuł.
Jeżeli jednak trzeba by się było streścić i wziąć na tapet jeden konkretny aspekt „Virtual Insanity„, byłby to jego genialny teledysk, wyreżyserowany przez Jonathana Glazera.
Film przedstawia Jay Kaya – wokalistę zespołu – śpiewającego i tańczącego w trakcie gdy meble, ściany pomieszczenia i podłoga na zmianę znajdują się w ruchu. W połączeniu z godną podziwu kontrolą, jaką piosenkarz posiada nad własnym ciałem, tworzy to porywający wręcz uwagę efekt, którego nie sposób doszukać się w żadnym innym teledysku.
Efekt ruchu uzyskano bez wykorzystania technologii cyfrowych. Zastanawiając się nad tym, jak go uzyskano, można sobie przysporzyć niezły ból głowy. Odpowiedź jest jednak zaskakująco prosta – jedyne co w rzeczywistości jest ruchome, to ściany pomieszczenia.
Bądź co bądź zabawny ruch i ostateczna pozycja, w której zastajemy wokalistę w pewnym fragmencie teledysku (2:33 w filmie), zainspirowały internautów do tworzenia memów, fanowskich interpretacji i animacji. A propos właśnie animacji, nie mogło by się obejść bez wspomnienia o nawiązaniu do teledysku Jamiroquai w serii Family Guy.
Witam w Internecie
Internet to niezaprzeczalnie miejsce pełne wrażeń i absurdów, na dodatek będące przestrzenią, w której spotkać się możemy z absolutnie każdym typem człowieka. Świetnie przedstawia to amerykański komik Bo Burham w swojej piosence „Welcome to the Internet„.
Szybkie zmiany kadru z rogu pokoju w róg, słowotok artysty oraz jego szaleńczy śmiech świetnie tworzą obraz niezdrowego i niezrównoważonego Internetu, którego tę właśnie stronę artysta chciał wykazać w swojej piosence.
Wiele ze scenariuszy przedstawionych w tekście piosenki jest doskonale znanych co bardziej zanurzonym w sferze internetowej ludziom. To właśnie tragikomizm słów piosenki oraz jej skoczna, wciągająca melodyjka sprawiły, że kawałek Burnhama zjednał sobie ogrom fanów z całego globu.
Nie minęło dużo czasu od wydania piosenki, a zaczęły powstawać jej fanowskie covery i tłumaczenia. Oto dwa z nich, w tym polska edycja „Welcome to the Internet„, która została wykonana na zeszłorocznym, 45. Przeglądzie Piosenki Aktorskiej:

Poza coverami, które możliwie kropka w kropkę oddają sens oryginalnej piosenki, powstały także tuziny wyjątkowych, niesamowicie kreatywnych wykonań, w których muzycy wykorzystują „Welcome to the Internet” wyłącznie jako pewien szablon. Przy pomocy tego wzoru na własny sposób często opowiadają zarówno o trudach jak i szczęściu, z jakim wiąże się przynależność do jakiejś społeczności. Tak zrobiła np. @savannahxyz w swojej parodii „Welcome to 3D Software” będącej poświęconej ludziom pracującym w programach do modelowania 3D.
Ciężko jest nie ulec zachwytowi kreatywności internetowej społeczności. Łatwo jednak zniechęcić się przed tworzeniem, w obawie, że dzieło, które się stworzy może nie być równie imponujące, co prace innych. Takim myśleniem jednak nigdy nie należy się kierować.
To co jest najpiękniejsze w Internecie, to właśnie fakt, że stanowi on przestrzeń, w której każdy – bez względu na umiejętności i artystyczne wykształcenie – jest w stanie się wyrazić, twórczo wyżyć. Jeżeli posiadasz pewną myśl – czuj się tutaj zaproszony do wprowadzenia jej w życie; warsztat plastyczny zaś sam przyjdzie z czasem.

