“Hallelujah”. Piosenka, która musiała czekać na swój czas

Gdy dziś “Hallelujah” jest uważany za jeden z najważniejszych i najbardziej kultowych utworów wszech czasów, trudno uwierzyć, że jego początki wcale nie były takie kolorowe. Przez długi czas utwór ten był prawie niezauważalny, nawet sam Leonard Cohen nie wierzył w jego sukces i długo walczył o jego wydanie. “Hallelujah” jest przykładem historii o cierpliwości i porażkach oraz o tym, że czasem sam autor nie decyduje o popularności własnego utworu.

Długi początek

Prace nad “Hallelujah” rozpoczęły się na przełomie lat 70. i 80. a trwały aż kilka lat. Cohen twierdził, że było to nie lada wyzwanie- pisał w samotności, po nocach, w pokojach hotelowych i mieszkaniach. Była to praca obsesyjna- ciągłe zmiany i starania stworzenia czegoś idealnego. Leonard przyznał, że napisał aż 80 zwrotek, z których ostatecznie wybrał zaledwie kilka.Mimo trudów tworzenia już na etapie pisania widać było, że “Hallelujah” jest będzie kolejną, przeciętną miłosną piosenką. Cohen połączył w niej motywy biblijne z bardzo intymnymi refleksjami na temat trudów miłości i cielesności. Tytułowe “Hallelujah”, czyli hebrajskie “chwalcie Pana” nie ma tu wybrzmienia religijnego, a raczej aktu akceptacji losu.

Pierwsze wykonanie i chłodne przyjęcie

“Hallelujah” ukazała się po raz pierwszy na albumie Various Positions w 1984 roku. I na tym się skończyło. W Stanach Zjednoczonych płyta początkowo w ogóle nie została wydana- wytwórnia tłumaczyła, że materiał nie jest wystarczająco komercyjny. Sama piosenka nie wzbudziła większego zainteresowania, nie trafiła na listy przebojów, nie była nawet grana w radiu! Pierwsza wersja “Hallelujah” nie była patetyczna, czy dramatyczna jaka teraz nam się kojarzy. Był to raczej intymny monolog Cohena, wymagający uważnego słuchania i przemyśleń. Wtedy nic nie wskazywało na to, że stanie się światowym fenomenem.

https://www.google.com/url?sa=t&source=web&rct=j&opi=89978449&url=https://www.youtube.com/watch%3Fv%3DttEMYvpoR-k&ved=2ahUKEwiQvt2jhZ-SAxWGUXcKHQItIZgQuAJ6BAgPEAE&usg=AOvVaw2nF8TfnopAxslesMEA9mPH

Druga wersja Johna Cale’a

Kilka lat później gdy Cohen zdołał pogodzić się z porażką, “Hallelujah” nagle wzbudziła zainteresowanie Johna Cale’a, byłego członka zespołu The Velvet Underground. Cale usłyszał utwór na koncercie Cohena i poprosił go o tekst, a ten zgodził się na wysłanie mu kilka wersji zwrotek. Cale dokonał dokładnej selekcji. Wybrał fragmenty o najbardziej ludzkim, cielesnym wydźwięku i zrezygnował z tych religijnych. Jego wersja była uproszczona- klasyczny fortepian i wolne tempo- ale równocześnie bardziej emocjonalna. To właśnie aranżacja Cale’a stała się fundamentem kolejnych, bardziej znanych wykonań.

https://www.google.com/url?sa=t&source=web&rct=j&opi=89978449&url=https://www.youtube.com/watch%3Fv%3D-gi3J8nPKPE&ved=2ahUKEwipg4Sxhp-SAxW_cfEDHeh-BacQuAJ6BAgOEAE&usg=AOvVaw1owJfGAM4_5eowxM1D6XkL

Jeff Buckley i narodziny utworu

W 1994 roku “Hallelujah” nagrał Jeff Buckley. Jego interpretacja piosenki, wypuszczona wraz z albumem Grace, całkowicie zmieniła jej sposób postrzegania. Buckley zaśpiewał ją wysokim, czystym głosem, zmieszaniem szeptu i krzyku. Jego wersja była pełna dramatu, emocji i napięcia. Jednak co ciekawe zarówno i ta wersja nie odniosła natychmiastowego sukcesu. Album Jeffa nie bił rekordów sprzedaży, a sam muzyk zginął tragicznie w 1997. I dopiero wtedy, po jego śmierci, “Hallelujah” zyskała zasługującą popularność. Wykonanie Buckleya stało się symbolem niespełnienia miłosnego i wrażliwości emocjonalnej. Wielu uważa, że to właśnie ta wersja, a nie oryginał, jest tą właściwą i prawdziwą.

https://www.google.com/url?sa=t&source=web&rct=j&opi=89978449&url=https://www.youtube.com/watch%3Fv%3Dy8AWFf7EAc4&ved=2ahUKEwiY75Pthp-SAxUCQ_EDHSSpFHEQo7QBegQIDxAE&usg=AOvVaw0eH1q2YyN7LuRHpoKJLaBR

Piosenka, która żyje własnym życiem

Od tego momentu “Hallelujah” stała się piosenką wszystkich. Zaczęły powstawać kolejne aranżacje, wykonywali ją między innymi Rufus Wainwright, k.d lang, Alexandra Burke, a także bohaterowie filmów i seriali. Jedno z bardziej popularnych wykonań pojawiło się w filmie “Shrek”, czyli w programach typu talent show, na pogrzebach i koncertach charytatywnych. Paradoks polega na tym, że im większą popularność zdobywała piosenka, tym bardziej zmieniał się jej pierwotny sens nadany przez Cohena. Teraz często wykonywana jest jako utwór patetyczny, wręcz religijny, podczas gdy wykonanie autora miało mieć wydźwięk delikatny, smutny, emocjonalny. Sam Leonard Cohen odnosił się do tego z dystansem. W jednym z wywiadów przyznał, że cieszy się z sukcesu piosenki, ale wyraża nadzieję, że ludzie kiedyś “przestaną ją śpiewać” i pozwolą jej w końcu odpocząć.

Dlaczego “Hallelujah” przetrwała?

Historia owej piosenki jest doskonałym przykładem, że sukces nie zawsze przychodzi od razu. Czasem utwór wymaga wiele lat i interpretacji, by został zaakceptowany i zrozumiany. “Hallelujah” jest czymś więcej niż miłosną piosenką. Stała się wspólnym językiem emocji, które każdy może wyrazić na własny sposób. Być może właśnie dlatego- mimo że pisana była w samotności i zwątpieniu- okazała się jednym z najbardziej trwałych utworów w historii muzyki.