internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

The the problem

Na tle przebogatej panoramy muzycznej przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych grupa ta nie wyróżnia się niczym szczególnym. Tylko najwięksi fanatycy tamtych czasów pamiętają przebój „This Is the Day” i teledysk piosenki z widowiskowo zmieniającym się tłem oraz wyrafinowaną fryzurą wokalisty. Niektórzy zapamiętali zespół ze względu na jego współpracę nagraniową z Sinéad O'Connor. Muzycy występują wspólnie do dziś odcinając kupony od dawno przebrzmiałej sławy. Choć także pochodzą z Wielkiej Brytanii, nie przygniotła ich sława Johna Lennona i zestarzeli się znacznie ładniej niż Mick Jagger. Ale zupełnie niechcący stali się problemem z zupełnie innej, cyfrowej rzeczywistości: przedstawiamy Państwu zespół „The The”.

Kiedy pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku panowie Brin i Page konstruowali najważniejszą dziś wyszukiwarkę internetową, podjęli cały szereg błyskotliwych decyzji. Nie tylko zapożyczyli ze świata nauki metodę oceny wartości strony poprzez cytowanie jej na innych witrynach, lecz także – jedną decyzją błyskotliwych umysłów wykluczyli z udziału wiele najczęściej używanych słów. Słów, które nic nie znaczą. Przedimek określony „the” - choć w języku angielskim stanowi najczęściej używany wyraz, nie wnosi przecież niczego logicznego do żadnej konstrukcji, zaciemnia obraz i – jako niepotrzebny – powinien zostać wyeliminowany z mechanizmu odpowiedzialnego za wyszukiwanie. No i (razem z całą paletą przeróżnych wyrazów – na przykład zaimków dzierżawczych) – wyeliminowany został. W związku z powyższym Google na prośbę o znalezienie zespołu „The The” odpowiedzieć mogło tylko grobowym milczeniem, co nie stanowiło większego problemu, bo korzyści z wyrzucenia „the” dla miliardów użytkowników były znacznie większe niż strata polegająca na tym, że czterech fanów rocznie nie mogło znaleźć swojego ulubionego zespołu.

„The” to zresztą wyjątkowo niebezpieczny, nieprzewidywalny przeciwnik – zwłaszcza jeśli dostanie się do adresu domenowego. Adresy (jak powszechnie wiadomo) nie mogą zawierać spacji: tak zbudowano stosowne reguły i kłócić się z owymi regułami nie sposób – stąd zbitki słowne typu „taniewczasy” czy „kupbilet”. Można oczywiście między wyrazy wrzucić podkreślnik lub myślnik, lecz nie wszyscy to lubią - zbitka funkcjonuje więc w internecie dość powszechnie. Nieźle funkcjonowała też (zdaniem autora) domenowa zbitka „therapistfinder”, co w zamyśle oznaczać miało wyszukiwarkę terapetów - „therapist finder”. Niestety – złośliwcy odczytali natychmiast wyrażenie jako „the rapist finder” ogłaszając światu, iż mamy przed sobą pierwszą w historii ludzkiej cywilizacji wyszukiwarkę gwałcicieli. Kalifornijskich terapeutów krytyka nie poraziła, pod wspomnianą domeną działają sobie spokojnie po dziś dzień, nie zmienia to jednak faktu, iż niesmak jakowyś pozostał.

Język angielski stanowiący dla połowy miliarda ludzi mowę ojczystą wszedł zresztą w symbiozę z globalną siecią – teksańska firma Global Language Monitor prowadzi specjalistyczne badania i jeżeli określone słowo pojawi się w internecie 25 tysięcy razy – włącza je do słownika. W ten sposób ustalono brzmienie milionowego angielskiego wyrazu, zostało nim określenie „web 2.0”, choć do ostatniej chwili faworytem było słówko „noob” - używane z wielkim upodobaniem na całym świecie – o dziwo – szczególnie w Rosji. Opisywana dziedzina bez wątpienia ma przed sobą kolosalną przyszłość, bo szacuje się, iż nowy angielski wyraz powstaje w globalnej sieci co 98 minut. Możemy mieć jednak wątpliwości – czy to jeszcze wyraz angielski, czy może twór z zupełnie innego, internetowego świata, możemy zastanawiać się, czy „web 2.0” w ogóle jest wyrazem. Ale nie zmienia to faktów najistotniejszych. Nie zmienia to faktu, iż pod wpływem sieci nasz język zaczął kształtować się zupełnie inaczej, zdynamizował się i przyśpieszył swój własny rozwój. Nie zmienia to faktu, iż pod wpływem nowych sposobów komunikowania zaczynamy zupełnie inaczej patrzeć na zwykłe do tej pory wyrazy. I nie zmienia to faktu, że sieć potrafi uczynić kurtuazyjny ukłon w kierunku starych, dobrych zasad, bo Google zorientowało się i zaingerowało w swoje własne normy. Zespół „The The” można już bez problemu znaleźć w wyszukiwarce.



polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube