internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Po co to komu

W życiu człowieka jest taki króciutki etap, w którym (jako absolutna nowość) budzi on powszechne zainteresowanie. Zainteresowaniu towarzyszy nie tylko cały zestaw zachwytów, pieszczot czy zwyczajnego macania, ale także zestaw fundamentalnych pytań z tym najważniejszym na czele: co z niego wyrośnie? Bo zarówno laureaci nagrody Nobla, jak i zatwardziali przestępcy byli kiedyś noworodkami z absolutnie czystą kartoteką i możliwością rozwoju w dowolnym, wybranym (przez siebie oraz innych) kierunku. Historia zna przypadki zwichnięcia rewelacyjnie zapowiadających się karier, bywa i tak, że ktoś pozornie bez perspektyw nagle robi furorę na skalę globu. Warto może więc posłuchać, co mówią osoby zgromadzone nad technologią póki co jeszcze szczelnie opatuloną w nowiuteńki becik, otoczoną powszechnym zainteresowaniem i równie powszechnymi oczekiwaniami. Oto dron – co z niego wyrośnie?

O tym, że z drona można filmować, przy jego pomocy dozorować ruch na autostradzie oraz bawić się do upadłego (również upadłego akumulatora) – wiedzą wszyscy. Weźmy jednak taki dozór: może on oznaczać wiele różnych zastosowań. Na początku 2014 roku do sieci wrzucono filmik nakręcony w belgijskiej szkole imienia Tomasza Mooore'a;  latającemu po klasie aparatowi powierzono tam zadanie kontrolowania uczniów. Na filmie nauczyciel steruje dronem i uważnie przygląda się obrazowi z wyświetlacza -  tam wyraźnie widać kto w czasie kartkówki ściąga, a kto nie. Podobny pomysł przyszedł do głowy obywatelowi mieszkającemu po drugiej stronie kuli ziemskiej z tym, że kontrolował on zdalnie sąsiadkę opalającą się nago na dachu. Z tej operacji również mamy filmik zwieńczony agresją kobiety wymierzoną w drona – z mściwym błyskiem w oczach ściga ona maszynę wymachując jakimś mopem na kiju. Studenci z Rzeszowa wymyślili dronom inne zadanie dozorowe polegające tym razem na tropieniu kłusowników. Po rozpoznaniu z powietrza konkretnego kłusownika (oraz – co ważne – odróżnieniu go od kogoś, kto kłusownikiem nie jest) aparat ma wezwać odpowiednie służby, by zatrzymały delikwenta.

Nikt jednak nie będzie zdziwiony, jeśli kłusownicy także zaczną używać latającej technologii, w końcu organizatorzy przemytu narkotyków między Stanami Zjednoczonymi a Meksykiem czynią tak od lat. Jedna z maszyn (rozbita po nieudanym locie) miała na pokładzie niemal trzy kilogramy zakazanej substancji. Swoje plany wobec drona mają zresztą przedstawiciele najróżniejszych branż – spore osiągnięcia (także w Polsce) odnotowali już rolnicy. Dronem można bowiem tanio, efektywnie i bardzo precyzyjnie przeprowadzać opryski roślin. Przy pomocy specjalistycznej fotografii zrobionej z latającej maszyny można również ocenić stan upraw i zaplanować odpowiednie prace. Specjaliści od sadzenia lasów też mają swoje plany: powstała koncepcja użycia dwóch różnych typów aparatów latających, z których pierwszy będzie robił mapy nowych nasadzeń. Gdy mapa już powstanie, do akcji wejdą drony z sadzonkami drzew na pokładzie: dotrą w każde, nawet trudno dostępne miejsce i wykonają swoje zadanie.

Jeszcze inne plany mają zawodowi dowcipnisie: jeden z nich przymocował do drona zwiewny strój ducha i tak spreparowanym zestawem straszył sąsiadów. Kolejny żartowniś (tym razem z pirotechnicznym zacięciem) stworzył na bazie latającego wirnikowca coś, co nazwał ludzką pochodnią. Szalejący na nocnym niebie płonący stwór człowieka - co prawda - w środku nie zawiera, jednak wrażenie robi piorunujące. Stąd już tylko niewielki krok do zastosowania kolejnego: cóż może być lepszego dla świata reklamy niż stateczek powietrzny wzbudzający powszechne zainteresowanie? Oczekiwania wobec noworodka – drona są olbrzymie: ma dostarczać pizzę, rozpędzać smog, ratować rozbitków na morzu, dostarczać defibrylatory na miejsce wypadków drogowych, walczyć z terroryzmem, ścigać złodziei węgla, czyścić dachowe ogniwa słoneczne, robić nam selfie (chyba raczej dronfie), budować domy z cegieł i nie wiadomo, co jeszcze. Zanim jednak technologia ta całkiem dorośnie – nauczy się żyć z nami, a my nauczymy się żyć z nią, można – wzorem ciotki macającej niemowlaka – przyjrzeć mu się dokładnie. Ciekawe: co z niego wyrośnie?



polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube