internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Najsłabsze ogniwo

Metafora odwołująca się do łańcucha i jego ogniw zrobiła w świecie nauk wszelakich zawrotną karierę. Mamy więc łańcuch pokarmowy, DNA występujące w łańcuchach, ogniwa opisane w koncepcji Darwina czy też teorię chaosu. Łańcuchowe skojarzenia stworzono także na potrzeby literatury, filmu oraz w fundamentalnej sprawie tak zwanych praw uniwersalnych. A prawo uniwersalne mówi, iż system wart jest tyle, ile jego najsłabsze ogniwo. Teorię najsłabszego ogniwa wymyślono zresztą znacznie wcześniej niż telewizyjny program z identycznym założeniem, choć audycja wniosła ożywczy wkład w rozwój tej koncepcji: pokazała, że najsłabszym ogniwem może być osoba prezenterki. Ogniwa takiego poszukuje się często także w systemach teleinformatycznych. W laptopach element ten znaleziono – zostało nim ogniwo elektryczne.

Do akumulatora w przenośnym komputerze przyczepić się bowiem łatwo: świat procesorów, pamięci, twardych dysków, monitorów czy nośników wymiennych odnotował gigantyczny postęp, którego ogniwom elektrycznym zabrakło. Kiedy więc zabraknie prądu, użytkownik psioczy i jest wyraźnie niezadowolony: ta część maszyny uniemożliwia bowiem korzystanie z całości w sposób bezapelacyjny. Nie ma co prawda, żadnych wątpliwości, iż akumulator zmienił się w stosunku do swojego pradziadka sprzed dziesięciu lat, wielu jednak postęp ten uważa za zbyt wolny. Metod walki o dłuższe życie naładowanego medium jest wiele – pierwszą mogliśmy zaobserwować w świecie kamer. Skoro największa część energii szła onegdaj na uzyskanie mechanicznego ruchu taśmy przenoszonego pracowicie przez kolejne rolki i trybiki, wystarczyło pozbyć się taśmy. Kamera pozbawiona niemal całkowicie elementów ruchomych (szlachetny wyjątek stanowi tutaj mechaniczny transfokator) bierze więc znacznie mniej prądu i jej użytkowanie jest znacznie wygodniejsze – nie wspominając o znacznie niższej awaryjności, bo skoro nic się nie porusza, to nie ma się co zepsuć.

Komputery uczą się od kamer – mamy więc pamięci flash czy dyski z rodziny Solid State Drive, co kompletnie nie zmienia faktu, iż – póki co – każde urządzenie będące komputerem to prawdziwy pożeracz wszelkiej mocy. Nawet jeśli w dysku już nic się nie kręci, urządzenie musi świecić, wydawać dźwięki i – co tu dużo mówić – grzać jak rasowy piecyk. Pole do popisu w sprawie laptopowego prądu dopiero się otwiera. Kiedy kilka lat temu firma Intel ogłosiła konkurs na alternatywne (a jednocześnie odnawialne) źródło energii dla komputera przenośnego, wygrał pomysł hiszpańskich inżynierów. Zaproponowali oni, by lapka połączyć z czymś na kształt rowerka treningowego – użytkownik poprzez pedałowanie miałby generować prąd potrzebny urządzeniu, przy okazji wzmacniając własną kondycję. Włoch wymyślił z kolei zasilanie ogniwami słonecznymi – od razu dwoma: na pokrywie oraz klawiaturze, by nie tracić ani grama energii. Ideę tę wcielił w życie koreański producent kierując pierwsze słoneczne laptopy na rynek afrykański (co wcale nie dziwi) oraz do Rosji (co dziwi jeszcze mniej).

To oczywiście nie koniec – wymyślono więc laptopa roślinnego (nawadnianego co jakiś czas jak paprotkę i zasilanego metodą elektrolizy) oraz indukcyjne plastry elektryczne. Plastry mają doskonałe notowania i wielu specjalistów to właśnie w nich widzi przyszłość zasilania urządzeń przenośnych. Kiedy już dokona się plastrowa rewolucja, na każdym rogu ulicy będziemy mieli do dyspozycji automat do zakupu plastrów. Właściciel laptopa, po przekazaniu stosownych środków pobierze plaster i naklei go na swoim komputerze, skąd – całkowicie bezprzewodowo – prąd popłynie do urządzenia. Kiedy naklejany akumulator dokona żywota, będzie można go zwrócić w automacie, by po doładowaniu mógł służyć kolejnej osobie. Jeszcze inny kierunek obrała firma Apple, która złożyła już (tradycyjnie) wnioski patentowe w opisywanej sprawie. Zdaniem jabłka najlepsze będzie zasilanie wodorem, bo skoro samochód może jeździć na tym paliwie, to komputer – tym bardziej. Kierunek na tradycyjną energetykę jest zresztą bardzo obiecujący: w końcu dlaczego nie skonstruować lapka w wersji diesel z turbodoładowaniem, netbooka odrzutowego, względnie komputera atomowego. No ale to raczej są dowody na inną teorię: że najsłabszym ogniwem komputera jest zawsze człowiek.



polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube