internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Kosmiczny mecz

Wśród wielu irracjonalnych działań, w które obfituje historia XX wieku wyścig kosmiczny między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim zajmuje miejsce medalowe. Przeprowadzone nieprawdopodobnym nakładem środków finansowym, przy wykorzystaniu przeogromnej pracy tysięcy osób, opłacone ofiarami ludzkiego życia zmagania supermocarstw były bowiem tyleż widowiskowe, co pozbawione głębszego sensu. Teoretycznie bowiem lot jakieś doświadczenia przynosił, jakieś wyniki naukowe zbierał. Rywalizacja miała jednak przede wszystkim charakter polityczny, bo sukces stawał się dowodem na tę czy inną wyższość ustrojową oraz stanowił okazję do pogrożenia technologicznym palcem – skoro jesteśmy lepsi to możemy wam zrobić poważną przykrość atakując z przestrzeni kosmicznej. Ale z logicznego punktu widzenia nikt do dziś nie wie, po co to wszystko było.

Po pół wieku od szczytu kosmicznych zmagań dwóch gigantów ery Beatlesów pałeczkę od państw przejęły korporacje: dopiero teraz bowiem widać wyraźnie, że na kosmicznym biznesie można zarobić – turystycznie, surowcowo, nade wszystko zaś – komunikacyjnie. Na przykład dostarczając ludziom sygnał dostępowy internetu, bo nie wszyscy obywatele globu w zasięgu owego sygnału się znajdują. W sprawie tej każdy pomysł jest dobry, nic dziwnego iż wysoko oceniono koncepcję firmy Titan Aerospace z Nowego Meksyku: przedsiębiorstwo rozwinęło technologię latających w górnych warstwach atmosfery samolotów bezzałogowych, które – za sprawą ogniw słonecznych – uwolnione od konieczności lądowania przez dłuższy czas mogły dostarczać sieć ludziom gdzieś na dole. Do podniebnego wyścigu stanął właściciel Facebooka, który w marcu 2014 roku ogłosił zainteresowanie ideą Titana, jednakowoż już w kwietniu gruchnęła wieść, iż wyścig wygrał ktoś inny – Google złożyło zdecydowanie lepszą ofertę zakupu. Choć kwota transakcji (zapewne kosmiczna) pozostała tajemnicą, wujek wyszukiwarka zaraz po ogłoszeniu owej wiadomości odnotował wzrost wartości własnych akcji na całkiem przyzwoitym poziomie.

Warto zwrócić uwagę na pomysł, który był wcześniej – wcześniej bowiem gigant z Mountain View chciał wykorzystać zupełnie inną koncepcję i rozsyłać sygnał internetu przy pomocy balonów wiszących dwadzieścia kilometrów nad ziemią. Stosowne próby przeprowadzono w rejonie Nowej Zelandii (jeden z tamtejszych rolników został nawet pierwszym człowiekiem z dostępem do sieci balonowej) zaś efektem finalnym miała być globalna flota tysięcy sterowanych komputerami, wypełnionych helem maszyn do latania. Projekt nazwano wiele mówiącym terminem „Wariat”. Może należy się zastanowić także co było później – już po wyścigu do zakupu  Titan Aerospace. Później poznaliśmy jeszcze inny pomysł Google – tym razem już bez żadnych hamulców firma postanowiła stworzyć system wielu satelitów odpowiedzialnych za dostarczanie internetu. Na początek (jak ogłoszono) ma ich być 180: niewielkich, choć supernowoczesnych i efektywnych. Będzie – rzecz jasna – mnóstwo przeróżnego rodzaju problemów: choćby ten, jak sprawić, by globalna wyszukiwarka na dobre nie zablokowała ruchu na orbicie operując setkami obiektów. Ale jak każdy zestaw problemów, także i ten zostanie z czasem rozwiązany, bo – w odróżnieniu od motywacji politycznych, które są często pozbawione sensu, motywacja biznesowa prosta jest ponad wszelką wątpliwość.

Motywacja biznesowa mówi bowiem wyraźnie: na każdego obywatela planety, który ma dostęp do internetu (a przez to może uczestniczyć jako klient w światowej grze ekonomicznej) przypada dwóch nieszczęsnych obywateli, którzy są poza zasięgiem sieci. I właśnie o nich toczy się najnowszy wyścig kosmiczny – bez wielkiej propagandy, bez postaci formatu Gagarina czy Sheparda, bez dumy narodowej, dedykowanych filmów fabularnych oraz ideologicznej otoczki. Zasady często są takie jak w latach sześćdziesiątych, w czasach amerykańsko – sowieckiego pędu ponad stratosferę – szalone pomysły, gigantyczne pieniądze i decyzje, których konsekwencje obserwować będziemy całymi dziesięcioleciami. Różnica jest tylko jedna: teraz rządzi logika. No i przy okazji wreszcie okazało się po co był ten cały wyścig supermocarstw: po to, żebyśmy teraz mieli więcej internetu.



polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube