internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Koniec kręcenia

Kręcenie przez całe stulecia stanowiło synonim postępu i sukcesu: prawdopodobnym ojcem tego kierunku był Galileusz. Prząśniczki nawoływały w pieśni wrzeciono, by się kręciło, inaczej bowiem niczego nie dało się uprząść. Biznes musiał się kręcić, niektórzy na tym kręcili lody, nawet filmy trzeba było nakręcić. Ostatnie z owych kręceń jest całkowicie dosłowne: by powstać mogło dzieło kinematograficzne trzeba było nakręcić tuż obok migawki rolkę celuloidowej taśmy, później zaś – przekręcić ją w projektorze przed publicznością. Pół wieku temu kamery amatorskie (a przed stu laty również profesjonalne) nakręcało się sprężyną – jak dziecięcą zabawkę – przy pomocy klucza. Gdy w sprzęcie telewizyjnym zwyciężył elektryczny prąd, operatorzy telewizji zlokalizowanej na Górnym Śląsku stali się przedmiotem zawiści kolegów z innych części kraju. Mieli bowiem dostęp do górniczych akumulatorów, które w kamerach sprawdzały się idealnie i wytrzymywały dłużej, niż fabryczne.

To właśnie kwestie energii w pewnym stopniu zadecydowały, iż kręcenie odchodzi do lamusa. Kamera, w której silnik musi ciągnąć jakąkolwiek taśmę, by nawinąć ją na jakąkolwiek rolkę musi zużywać więcej energii, niż ta, w której nic się nie obraca. Wyeliminowanie nośnika mechanicznego i zastąpienie go zapisem na kartach pamięci umożliwiło zastosowanie bez porównania słabszych akumulatorów i wydłużyło czas filmowania. Kamera to jednak nie wszystko, co przestało się kręcić, przestało się kręcić w przenośnych urządzeniach do odtwarzania muzyki, a i w poczciwym komputerze stacjonarnym kręci się coraz mniej.  Kręcić przestała się płyta CD czy DVD – owszem, napęd jeszcze jest, ale ileż wygodniej pracować na nośniku bez ruchomych części mechanicznych.

Drugi powód, dla którego kręcenie staje się démodé to awaryjność. Ruch  (niezależnie od tego czy obrotowy, czy posuwisto – zwrotny) prócz energii zużywa również materiał, materiał zaś ma wpływ na cenę. Właśnie dlatego w komputerze kręci się coraz mniej, właśnie dlatego upowszechnia się technologia solid - state drive, właśnie dlatego nasz dostawca komputerów albo niebawem zaproponuje nam dysk SSD, albo już to zrobił. Dyski SSD to z jednej strony powrót do źródła pamięci komputera (historyczne maszyny pracowały na takiej właśnie zasadzie), z drugiej – technologia nieco udawana. W końcu to pamięć flash opatrzona końcówką typową dla połączenia dyskowego. Czym by jednak dysk taki nie był, właśnie wkroczył w kolejny etap życia: przestał być zabawką dla fanów nowości, a zaczął pojawiać się w sklepach opatrzony nalepką z całkiem rozsądną ceną, wywołał syndrom zacierania rąk przez sieciowe porównywarki i wskoczył do głów ludzi pracujących przy komputerze. Zanim uzyska pełnoletniość minie jeszcze czas jakiś: opublikowane badania tego, co mamy obecnie na rynku pokazują, iż w ofercie jest co poprawiać. Specjalistyczny serwis ogłosił wyniki testów mówiące, iż po odłączeniu zasilania nawet modelom z najwyższej półki grozi syndrom utraty danych – po 24 miesiącach możemy ocknąć się z idealnie pustym dyskiem. Modele tanie doznawały amnezji już w tydzień bo odcięciu prądu. Póki co – patrząc na SSD – aż chce się powtórzyć za Kmicicem kwestię, że na wielkoluda toto nie wygląda. Konstruktorom na pewno nie braknie więc pracy i pola do kreatywnego popisu; nie z takim problemami jednakowoż dawali sobie radę w przeszłości.

SSD (nomen omen) wkręci się jednak w nasze życie znacznie szybciej niż poprzednie nowatorskie technologie – w końcu i energooszczędność, i bezawaryjność spotykają się w punkcie zwanym technologią mobilną – tam najprawdopodobniej najpierw pęknie tama. Tablet z terabajtową pamięcią mieszczący się na rozłożonych palcach jednej dłoni z pewnością jest obiektem dość powszechnego pożądania. Smartfon domaga się pamięci dla kolejnych aplikacji, nawet w zwykłym odtwarzaczu mp3 lepiej mieć więcej miejsca, niż mniej. W kolejce ustawiają się więc autorzy kolejnych trendów – a może komputer wielkości tabliczki czekolady? Może rodzina urządzeń mieszczących się w monitorze? Może dysk do odbiornika telewizyjnego? Linii rozwojowych jest tyle, ile zwojów na coraz bardziej świętej pamięci płycie kompaktowej, pewne jest tylko jedno – koniec kręcenia.



polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube