internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Cierpliwość papieru

Papier tak długo był podstawowym nośnikiem kultury, że wrósł w nią nieprawdopodobnie głęboko. Już nasze babcie używały przysłowia mówiącego o cierpliwości papieru, nam samym zaś – nie sposób wyobrazić sobie życia bez niego. Choć nie spełniło się proroctwo z końca ubiegłego stulecia wieszczące, iż 2011 rok będzie ostatnim rokiem wydawania prasy papierowej, wszystko wskazuje na to, że nową datę śmierci papieru mamy już przed sobą całkiem blisko. Autorytety mówią o terminie oznaczonym jako rok 2016, bardziej ostrożni przesuwają termin ten o kilka, kilkanaście lat. Nad elektronicznym papierem specjaliści pracują już od czterdziestu lat i wyniki są zadowalające: można już schować go (w złożonej postaci) do kieszeni, można zwinąć w rulon, można sprawić, że przy spacerze obok pobliskiego punktu dostępowego pozyskać nowy, aktualny numer.

Prawdziwy jednak numer i prawdziwa blokada tkwi gdzieś indziej: w ekonomicznych zawiłościach medialnego rynku. Co do tego, czy w internecie przedstawiać cały swój serwis (często nawet obszerniejszy), czy jedynie zapowiadać konkretne teksty – redakcje wiedzą już od dziesięciolecia. Stosowne badania w tej sprawie przeprowadzono w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej. Odpowiedź była prosta – trzeba dawać całość, bo inaczej wersja sieciowa przestaje mieć sens i odpada się w wyścigu do przyszłości. Tak właśnie uczyniła niemal cała prasowa społeczność – potem zaś zaczęła liczyć. „Rzeczypospolita” policzyła, że na każdego czytelnika kupującego wydanie papierowe przypada pięciu, którzy to samo wydanie czytają w sieci. Jeden płaci, pięciu ma za darmo. Tu właśnie dochodzimy do sedna problemu: czytelnik nauczył się już, że w internecie tak wiele przeróżnych treści dostępnych jest bez płacenia, że nie wyobraża sobie możliwości wydania na te cele choć niewielkiej kwoty.

Specjalistą od kwot jest Rupert Murdoch – magnat medialny na skalę światową, człowiek wpierw internetu nienawidzący (choć parodystycznie skrzyżowany z Billem Gatesem w filmie „Jutro nie umiera nigdy), później – próbujący go wykorzystać do swoich celów. Negatywne nastawienie Murdocha do sieci zrozumieć łatwo: wszak imperium swe zbudował na idei sprzedawania informacji, w jego pojęciu rozdawanie jej za darmo to skrzyżowanie hochsztaplerstwa ze złodziejstwem.  Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że od jakiegoś czasu celem życiowym magnata stało się wymyślenie sposobu na skuteczne sprzedanie treści także w sieci. Gigantyczny eksperyment z wirtualną gazetą „The Daily” nie wieszczy jednak sukcesu: użytkownicy iPadów (do których w pierwszej kolejności płatna, cyfrowa gazeta jest skierowana) jakoś nie rzucili się masowo do kupowania abonamentu. Niespełna 90 tysięcy subskrypcji przypadających na 25 milionów urządzeń trudno nazwać sukcesem. Niewiele lepiej jest z kupowaniem treści stron internetowych należących do koncernów Murdocha. Strata goni więc stratę, bo w nowe przedsięwzięcia sporo zainwestowano. Na co czekamy z tym elektronicznym papierem, na którym zarobią redakcje?

Na pewno nie na technologię – ona gotowa jest od dawna, na pewno nie na infrastrukturę przesyłową – to także mamy już załatwione. Być może czekamy na zmianę mentalną w nas samych. Rewolucja nazywana siecią 2.0 przyniosła niesłychaną łatwość publikowania: w społecznościowych serwisach wreszcie może mówić każdy: bez przygotowania, bez skrępowania i bez trudu. Rozwój przeróżnych operacji sieciowych na bazie sieci 20 spowodował kolosalny przyrost treści. Gdy zwiększa się podaż w takiej skali, nie sposób zapewnić popytu. Większość tak sprokurowanych treści nie ma więc swojego odbiorcy. W otchłaniach sieci spokojnie oczekują albo odbiorcy, albo własnej śmierci i do tej drugiej znacznie im bliżej. Nie da się wykluczyć, iż kolejny etap rozwojowy internetu będzie zaskakującym krokiem w stronę uporządkowania owego natłoku i chaosu. Czekamy więc nie na Godota, lecz na redaktora. Żywego człowieka, który inaczej niż maszyny uporządkuje treść, wyrzuci elementy niepotrzebne, przygotuje całość w atrakcyjnej formie. I dopiero on będzie mógł liczyć na prawdziwe pieniądze. Póki co, papier – jak w babcinym przysłowiu – jest cierpliwy, ten elektroniczny zaś – tym bardziej.



polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube