internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Bliźniak mniej znany

Internet skonstruowali idealistycznie nastawieni pacyfiści na zamówienie bezdusznych militarystów, co przewróciło do góry nogami prawo, środki masowego przekazu i kulturę masową; wszystko zaś odbyło się po to, aby w końcu okazało się, że tak naprawdę głównym celem całego zamieszania jest powszechna, wszechświatowa zabawa wszystkich we wszystko – tak najprawdopodobniej można podsumować dotychczasową historię globalnej sieci. Niemal dokładnie ten sam scenariusz realizuje mniej znany brat – bliźniak internetu zwany dronem. Dron to bezzałogowy pojazd latający, który krok po kroku powtarza wszystkie wymienione wcześniej etapy rozwojowe. Urodził się w tym samym momencie co sieć, dokładnie w tym samym miejscu i – choć może się nieco spóźnia – doszedł już do fazy zabawowej.

Choć wojskowym dron potrzebny jest do celów wojskowych, konstruktorzy – podobnie jak w przypadku internetu – prezentują już zupełnie inny rodzaj myślenia. Polska firma specjalizująca się w bezzałogowcach odmówiła sprzedania urządzenia człowiekowi, wobec którego miała podejrzenia, iż latający aparat chce wykorzystać do kradzieży. Idealizm fanów drona wyszedł na jaw także w Łodzi, kiedy podczas strażackich, zakrojonych na szeroką skalę ćwiczeń, użyto dwóch konstrukcji latających. Manewry były całkowicie zawodowe, straż – również, jednakowoż drony pożyczono od amatora – przedstawiciela Ochotniczej Straży Pożarnej. Etap kolejny – związany ze środkami masowego przekazu także możemy już obserwować, bo nie ma już chyba w Polsce ani jednego miasta, które nie miałoby swojego filmiku wykonanego przez bezzałogowy statek powietrzny. Wirnikowce, bezwirnikowce i inne wehikuły stały się już niemal obowiązkowym wyposażeniem ekip telewizyjnych – konstruktorzy postarali się o całkiem sprawnie funkcjonujący rynek, na którym za 5 tysięcy złotych nabyć można całkiem przyzwoitą maszynę do filmowania z powietrza. Tanio, sprawnie, w niespotykany dotąd sposób uzyskując niespotykane dotąd rezultaty.

Również prawo zaczyna na drony reagować – na Florydzie i w Teksasie ustawodawcy stanowi są zdania, iż loty urządzeń bezzałogowych należy koniecznie ograniczyć. Niby proste: wszak Federalny Urząd Lotnictwa jest organem, który wydaje pozwolenia na użycie drona (w warunkach amerykańskich dotyczy to głównie sił policyjnych), konia z rzędem jednak temu, kto wytyczy wyraźną granicę między amatorskim modelarstwem a zawodowym droniarstwem. Trwa więc prawna dyskusja o prawie do prywatności, użyciu (lub zakazie użycia) materiału dowodowego pozyskanego przy pomocy aparatu czy kamery na bezzałogowym aparacie latającym, bezpieczeństwie ruchu powietrznego – debata wielowątkowa, nerwowa i nieprzewidywalna – zupełnie jak w przypadku internetu. I dokładnie tak samo, jak w przypadku internetu ludzie zaczynają się zastanawiać do czego właściwie służyć mogą cywilne drony. Niby wiadomo – do wspomagania akcji ratunkowych, pozyskiwania danych kartograficznych, pomiarów, dozoru – nawet do śledzenia kłusowników (jak przewiduje to jeden z projektów Google). Cele to szlachetne i wzniosłe, jednakowoż (znów dokładnie tak samo, jak w przypadku sieci) życie kieruje nas w stronę zabawy.

Na każdy ciężko pracujący w komercyjnej służbie bezzałogowy model latający przypadają bowiem tysiące zabawek: wirujących gadżetów stworzonych ku uciesze małych i dużych dzieci. Śmigłowców przemierzających dystans z kuchni do salonu i kwadrakopterów filmujących rodzinne pikniki. Albo urządzeń takich jak aparat Jasona z San Francisco - człowieka który postanowił się oświadczyć. Jason umówił się z przyszłą oblubienicą na sesję zdjęciową, pierścionek zaręczynowy umieścił na pokładzie swojego drona i dostarczył go kobiecie drogą lotniczą – wprost do stóp. Nic dziwnego, że wzruszona i zaskoczona Christina nie mogła oprzeć się propozycji małżeństwa. Z całej operacji powstał dostępny na YouTube filmik (bo na pokładzie bezzałogowca była obecna rzecz jasna kamera), który śmiało konkurować może z szekspirowską sceną balkonową. Tak się bowiem dziwnie składa, że nawet jeśli wojskowi zamówią coś straszliwego u idealistycznych pacyfistów – my potrafimy zrobić z tego całkiem niezłą zabawę.



polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube