internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Siostro, skalpel

Mamy nowe słówko: pokertox. Pokertox oznacza specyficzny sposób wstrzyknięcia botoksu do tkanki pacjenta: cała sztuka polega na takim naszprycowaniu gościa, by jego fizjonomia stała się przysłowiową twarzą pokerzysty. Cokolwiek się dzieje, delikwent zachowuje niewzruszoną, stalową minę. Nic dziwnego, że głównymi amatorami zabiegu są właśnie pokerzyści, bo później mogą oni (już bez żadnych dodatkowych umiejętności aktorskich) spokojnie grać i wygrywać używając kamiennej facjaty. Za cenę dochodzącą do tysiąca dolarów dobry chirurg potrafi przygotować twarz, która wytrzyma nawet całe cztery miesiące, później akcję trzeba powtarzać. Choć człowieka przy pomocy narzędzi chirurgicznych upiększano już w czasach Ramzesa II, prawdziwą karierę specjalność ta robi dopiero teraz; zwłaszcza, że w końcu mamy internet. Dobry na wszystko, więc także na chirurgię plastyczną.

Amerykańscy chirurdzy plastyczni ogłosili onegdaj ciekawe wyniki badań dotyczących ich pracy. Okazało się, że w ciągu ostatnich 15 lat liczba osób, którym przeprowadzono operację powiększania ust wzrosła o całe 50% - jednym słowem ludziska powiększają sobie wargi na potęgę. Aby zjawisko to wytłumaczyć, medycy wysnuli wniosek: winę ponoszą Instagram i Facebook: tam bowiem używa się zdjęć profilowych (i nie tylko), tam nakręca się spirala selfie, tam każdy chce się pokazać z jak najlepszej strony. Żałosny efekt pokazuje statystyka, bo w USA do zabiegu powiększania ust dochodzi co 19 minut. Pewne zakłopotanie może budzić inny współczynnik opublikowany w tym samym badaniu – otóż zabieg powiększania piersi przeprowadza się co dwie minuty, co wziąwszy pod uwagę, że dotyczy on tylko połowy populacji (z reguły faceci piersi jednak sobie nie powiększają) – jest jeszcze bardziej zadziwiający. Związek Chirurgów przeprowadza profesjonalną analizę socjologiczno – kulturową odwołując się nawet to upowszechnienia cyfrowych aparatów. W końcu sami te zdjęcia masowo robimy, sami publikujemy, sami więc musimy się na nich upiększyć.

Trudno – przynajmniej w części – z opisywaną teorią się nie zgodzić, zwłaszcza że potężne grupy ludzi z przeróżnych powodów skazane są na obecność w serwisach społecznościowych. Trudno jednak także przejść do porządku dziennego nad wynikami amerykańskich badań. W końcu sam przedstawiciel chirurgów gdzieś na boku stwierdza, iż to dopiero teraz (dodajmy: po wielu latach prób i błędów) za sprawą nowoczesnej, medycznej technologii lekarze mogą zabiegi korygujące urodę przeprowadzać skutecznie i bezpiecznie. Może więc popularność powiększania bierze się stąd, że medycyna po prostu zaczęła sobie z problemem tym radzić? A może coraz częściej kwestie wyglądu są utożsamiane z życiowym sukcesem, a zabieg korygujący kształt nosa stał się pożądanym prezentem dla pierwszokomunijnego dziecka wypierając obciachowego już quada i drona? Może poprawianie naturalnej urody potrzebne jest ludziom nie tyle w necie, co w prawdziwym życiu? W końcu na potrzeby internetu mamy już całkiem niezły skalpel zwany Photoshopem, którego używać można bezpiecznie i samodzielnie. Złośliwcy twierdzą, że przy pomocy oprogramowania graficznego udało się nawet (na plakacie) otworzyć oczy Grzegorza Schetyny, co samo w sobie jest imponującym sukcesem wirtualnej chirurgii.

Tak na marginesie zauważyć trzeba, że – kto jak kto – chirurdzy plastyczni na modę taką kręcić zoperowanym nosem nie powinni: skoro liczba zabiegów zwiększyła się o połowę, to portfel też zapewne utył trochę bardziej. Perspektywa skierowania całej winy w stronę Insta i Facebooka jest jednak kuszący. Zwłaszcza FB jest mocno podejrzany, bo nawet w nazwie ma twarz, z twarzy też zrobił swój sztandar. Amerykańscy chirurdzy problem jednak uprościli, bo nie sposób w skali piętnastu lat oszacować nader skomplikowane przyczyny opisywanego zjawiska. Tu zmieniający się styl życia, tam – doskonalsza technika medyczna, a jeszcze gdzie indziej internetowa socjologia czy psychologia. Bo może każdy z nas (w niewielkiej, niszowej skali) jest specyficznym celebrytą, którego inni śledzą, oglądają, lubią i udostępniają. No i może z tego powodu chcemy wyglądać lepiej. Póki co jednak warto trochę poczekać zachowując kamienną, pokerową twarz – niekoniecznie opartą na botoksie. 



polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube