internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Śmierć Patroklesa

Powiedzmy to wprost: literatura uwielbia wszelakie przebieranki, zamiany osób oraz inne qui pro quo. Patrokles przebrał się w zbroję Achillesa i jako Achilles zginął z ręki Hektora, żebrak przywdział szaty księcia, książę ubrał się w strój żebraka. W operze komicznej autorstwa Rossiniego kompani hrabiego Ory występują w żeńskich habitach zakonnych, bohaterowie książek z Harrym Potterem przy pomocy magii przebierają się w kółko sami za siebie nawzajem. W tym szaleństwie jest metoda, bo gdy przebieraniec zostaje zdemaskowany otwiera się przeogromne pole emocji – żalu, przerażenia, strachu, ale także (w innej odsłonie) radości, kpiny, szyderstwa. Najtęższym mistrzom literackiej fabuły nie przyszło jednakowoż do głów wszystko to, co z zamianą postaci może zrobić internet – środowisko, w którym linie komunikacyjne liczyć trzeba w miliardach, zaś wypowiadane słowa spadają na odbiorcę całymi megatonami. Mamy na to niezły dowód w postaci wpadki.

Wpadka to prawdziwa wisienka na torcie pieczonym co dnia przez środki masowego przekazu, zwłaszcza jeżeli wpada prezydent. Taki (niby) mądry, taki (niby) ważny, taki (niby) przygotowany aż tu nagle ciach – śmiech na sali, palnął jak Filip kulą w płot z konopi. Skoro prezydenci – bo nie mówimy wszak o nikim konkretnym – zaliczają wpadki, można z obciachów tych zrobić niezły ranking w stylu „dziesięć największych wpadek prezydenta takiego to a takiego” oraz pozwolić tradycyjnie ludziom zagłosować na obciach największy. Portal reprezentujący bardzo konkretną opcję polityczną (nie mówimy wszak o nikim konkretnym)  na swoim profilu społecznościowym zamieścił taki właśnie ranking. Coś w stylu „dziesięć największych wpadek prezydenta, którego nie lubimy”.  Ponieważ wpadki były poważne fani fanpejdża zareagowali żywiołowo – całymi tysiącami lajkowali wpis, udostępniali, komentowali i zarykiwali się do rozpuku z głupoty swojego adwersarza.

Po dwóch godzinach śmiech zamarł im w gardłach, okazało się, iż w istocie lista dotyczy wpadek prezydenta – nie tego jednak, którego nie lubimy, a tego którego lubimy (czy raczej – lubiliśmy za jego życia). Przyczyna błędu była prozaiczna – osoba odpowiedzialna za wklejenie na FB konkretnego wpisu nie dostrzegła braku grafiki, która miała się załadować, a nie załadowała się. Ot – zwykłe narowy zuckerbergerowego tworu; każdy przecież wie, że na obrazek czasem trzeba poczekać, a czasem rozpocząć proces uploadu raz jeszcze. Wspomniany pan nie zaczekał, nie rozpoczął raz jeszcze i w efekcie post ukazał się bez grafiki zawierającej istotę sprawy – nazwisko konkretnego prezydenta. Liczący cudze wpadki sami zaliczyli wpadkę, podobnież zresztą jak dziesięć tysięcy osób bezkrytycznie (i bez czytania) lajkujących tekst. Wściekły niczym Achilles po śmierci Patroklesa szef wspomnianego portalu zapowiedział wystąpienie do wspomnianego Zuckerberga. Zuckerberg ma – oświadczył - przeprosić i wpłacić kwotę. Tak zupełnie na marginesie można od razu rozwiać wątpliwości: Zuckerberg ani nie przeprosi, ani nie wpłaci, bo nie po to latami konstruował zgrabniutki regulamin, żeby teraz przepraszać i wpłacać.

Z całej historii wypływa jednakowoż kilka fajnych wniosków. Wniosek pierwszy stanowi potwierdzenie starej teorii o wartości lajka. Jeden lajk nie jest bowiem notowany na żadnej giełdzie i nie można określić jego ekwiwalentu ani w dolarach, ani w jenach, ani nawet w rupiach. Co najwyżej – w funtach (kłaków). Lajk nie wart jest nic, bo ludzie częstokroć lajkują bez sensu, bez krztyny zastanowienia, nawet (jak widać na załączonym obrazku) bez zapoznania się z tym, co lajkują. Drugi z wniosków dotyczy opisanych onegdaj nisz informacyjnych. Przykład wpadek prezydentów dowodzi, iż nisze mają się bardzo dobrze, bo jak pracowite ptaszki zbieramy po wirtualnych polach i sadach odpowiadające nam światopoglądowo gałązki. Nie musimy już – jak kiedyś – słuchać tego, co nam nie odpowiada. Jest „nasza” telewizja, „nasze”  radio, „nasze” gazety i portale. Kiedy zaś trafi się „nasz” ideowo sprofilowany portal lub fanpejdż – bez cienia refleksji możemy tam zalajkować absolutnie wszystko i absolutnie w ciemno. To nasze gniazdko, nasza nisza. Jest jeszcze wniosek trzeci: po co czytać, skoro można lajkować.

internet - felietony


polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube