internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Generator darmochy

Prawdopodobnie najstarszym znanym ludzkości generatorem darmochy jest stoliczek z bajki, który nakrywał się sam. Koncepcja uzyskania określonych dóbr przy minimalnym zużyciu energii własnej (często ograniczającej się do podania kodu dostępowego zwanego dla niepoznaki zaklęciem) występowała zresztą w licznych mutacjach, niejednokrotnie nawiązujących do szlachetnego metalu – jako złoty osioł, złota kaczka czy też kura znosząca złotej jaja. Bajkowe generatory pracowały szybko, bezawaryjnie i ze stuprocentową pewnością – w odróżnieniu od współczesnych loterii. Z nastaniem globalnej sieci generowanie darmochy przeniosło się do cyberprzestrzeni uzyskując nowy, jakże bajkowy wymiar.

Wielkie sieciowe dyskusje wywołał samonakrywający się stoliczek serwujący publiczności krushery (dla nieświadomych – krusher to napój występujący w przyrodzie pod czterema postaciami: jako karmelowa, czekoladowa, truskawkowa oraz pobudzająca lodowa przyjemność). Aby mieć ową przyjemność za darmo należało wejść na stronę użytkownika spryciarskiego serwisu, który opublikował stosowny generator. Wystarczyło wpisać tam swoje imię i nazwisko oraz nacisnąć magiczny przycisk: za chwilę mieliśmy do dyspozycji wydrukowany kupon, z którym człowiek udawał się do jednej z placówek sieci: tam w ramach promocji dostawał gratisowy napój. Proceder został (w celach instruktażowych) sfilmowany oraz szczegółowo opisany na przeróżnych forach. Nawet wyśmiany, bo w końcu po co komu jakiś generator kodów, skoro przecież mając jeden kupon (a takowe są przecież w internecie) można bez trudu, w dowolnym programie graficznym wpisać sobie dowolne nazwisko i dowolne daty, wydrukować na dowolnej drukarce oraz zrealizować. Niestety – po jakimś czasie stoliczek się zepsuł; przedsiębiorstwo oferujące promocję ogłosiło koniec promocji ze względu na przekręty, co zdaje się jest dowodem na teorię, że nawet jak coś jest za darmo, to już na pewno nie wiecznie.

Wiecznie za to trwają próby opracowania i opublikowania w sieci wciąż nowych generatorów darmochy. Są więc systemy umożliwiające doładowanie konta telefonu komórkowego za friko, mechanizmy tworzące przeróżne kody odblokowujące oprogramowanie i cały wachlarz przebogatych możliwości. Mało tego – przy pomocy generatora można wygenerować sobie numer amerykańskiego ubezpieczenia społecznego, nawet wykreować całkowicie nową tożsamość obowiązującą w Wielkiej Brytanii. Zrobienie poddanego królowej zajmuje jakieś 10 sekund – w efekcie otrzymujemy obywatela wyposażonego w adres, pocztę elektroniczną oraz cały zestaw danych niezbędnych do życia w zbiurokratyzowanym świecie. Można pójść jeszcze jeden krok dalej i użyć generatora poezji. Na podstawie wprowadzonych przez autora słów, zwrotów i całych zdań, po zastosowaniu algorytmu losowego otrzymujemy utwór poetycki. Owszem, stworzony maszynowo oraz najprawdopodobniej pozbawiony cech literackich, ale za to pozyskany bez wysiłku, w niesłychanie krótkim czasie oraz – co chyba najważniejsze – niewiele różniący się od wytworów wielu żyjących (a więc żywych) poetów z wielkimi aspiracjami.

Zastanawiający jest olbrzymi ruch na rynku generatorów darmochy: wciąż powstają nowe, podlegają gwałtownemu czasem wzrostowi popularności, ewoluują, mutują i skręcają w zadziwiających kierunkach. Często zdychają gdzieś pod wirtualnym płotem, niekiedy są przedmiotem przeróżnych śledztw, postępowań prokuratorskich, zazwyczaj jednak koncentrują się wokół trzech słów kluczowych. Słowo pierwsze to „zabawa”: zwykły fun zrobiony w celu zabicia wolnego czasu ku uciesze innych – równie skutecznie mordujących ów czas. Słowo drugie to „bajka” wyraz odzwierciedlający odwieczne pragnienie człowieka, by żyło mu się lepiej; lepiej znaczy często – bez głodu, chłodu, nieszczęścia, bez piętrzących się trudności. Jest jeszcze słowo trzecie - „przekręt” - tyle, że w tym przypadku  ofiarami są naiwni marzyciele, którzy uważają, że dobrobyt można wygenerować na stronie www. Lecz w tym przypadku zamiast magicznego stoliczka często uzyskuje się inny baśniowy element: osła – z tą różnicą, że nie jest on wcale złoty.

internet - felietony


polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube