internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Troll jaki jest

Twórca pierwszej polskiej encyklopedii, Benedykt Chmielowski przeszedł do historii za sprawą jednego tylko zdania.  O ile bowiem jego dzieło „Nowe Ateny” niespecjalnie zostało zapamiętane, o tyle pochodząca z książki definicja konia zrobiła zawrotną karierę. „Koń jaki jest każdy widzi” przeszło do mowy potocznej i cytowane jest wyjątkowo obficie. Jedni naśmiewają się z prymitywnej definicji (jak chcesz wiedzieć, to idź sobie popatrz), inni podziwiają błyskotliwy, choć nieco rąbany styl w jakim autor poradził sobie z trudnym hasłem. Po ćwierci tysiąclecia nie dojdziemy już skąd wzięło się takie a nie inne brzmienie encyklopedycznej notki. Ale pewne tropy pojawiły się w internecie.

W internecie problemy z definicjami zdarzają się co chwila, swego czasu zaś - jak tajfun - nawiedził globalną sieć problem trolla. Choć zjawisko trollingu (działań osobników, którzy publikują treści obliczone na zdenerwowanie innych, obrażenie ich i wywołanie negatywnych emocji) jest tak stare jak internet, tak naprawdę każdy z nas ma własną, prywatną definicję. Mało tego – dla jednych troll jest nieszkodliwym wariatem, dla innych jednostką godną zamknięcia w co najmniej tymczasowym areszcie. Trollem nazwany został jeden z weteranów polskich dyskusji sieciowych – Arnold Buzdygan, na dodatek określenie to padło w największym na świecie wirtualnym przedsięwzięciu encyklopedycznym – Wikipedii. Arnold B. zażądał odszkodowania, przeprosin oraz zamknięcia internetowej encyklopedii na czas procesu.

Proszę się nie śmiać – takie karne wyłączenie zdarzyło się ostatnio w Niemczech – Wikipedia (za sprawą nakazu sądowego) miesiąc temu zniknęła tam na niemal trzy dni. Lewicowy polityk, Lutz Hellmann poczuł się bowiem urażony notką na własny temat. O ile jednak Niemiec pozwał autorów hasła, o tyle jego polski odpowiednik za cel wybrał sobie stowarzyszenie „Wikimedia Polska” które nie zajmuje się redagowaniem Wikimedii, lecz jedynie jej finansowym wsparciem. Sąd we Wrocławiu, przed którym trwa sprawa z powództwa Buzdygana ma więc podwójny orzech do zgryzienia. Nie tylko musi poradzić sobie z odpowiedzią na pytanie kto tak naprawdę jest odpowiedzialny za treści publikowane w ramach społecznościowej encyklopedii, ale także – i to dopiero jest problem – czy określenie „troll” jest w ogóle obraźliwe. No a jeśli tak – to czy faktycznie powód takim trollem jest.
Z obelgami klasycznymi (świnia, koza, owca, wielbłąd, karaluch) – nie ma żadnego kłopotu, są wyroki albo na tak, albo na nie, mało tego – można odwołać się do z grubsza definiowanych w społecznym obiegu pojęć. Niestety – troll jest stworzeniem mitycznym i w chorzowskim ZOO nie mają ani jednego egzemplarza. Oraz – jako się rzekło – trolla każdy definiuje po swojemu, co bardzo wyraźnie widać w sieci. Działa tam zresztą cała rzesza trolli, którzy nawet nie wiedzą, że trollami są. Szykuje się więc niezła zabawa kiedy biegli sądowi zajmą się z całą należną powagą studiowaniem baśni skandynawskich albo lekturą „Harrego Pottera” by sprawiedliwości stało się zadość. Ale ile byśmy się nie śmiali, trzeba wyraźnie powiedzieć, że w wielu przypadkach internet przypomina ciśnieniowy garnek w którym zepsuł się zawór wypuszczający nadmiar pary. Znacznie lepiej byłoby, gdyby sądy powszechnie nie były sprowadzane do roli takich zaworów, zaś całą sprawę można było załatwić bez wychodzenia z sieci – za sprawą administratorów, moderatorów czy jeszcze innych orów, którzy w przyszłości uregulują lwią część podobnych do opisywanego problemów.

Zarówno przypadek Chmielowskiego, jak i sądowe perturbacje współczesnych twórców encyklopedii dowodzą, że pisanie haseł to ciężki kawałek chleba. Ale nie ulega wątpliwości, że wyśmiewany osiemnastowieczny autor swój rozum miał, może więc warto czasem pójść w jego ślady. Zamiast opisywać wredne cechy tego czy owego należałoby raczej napisać ogólnie: Arnold Buzdygan (Lutz Hellmann względnie dowolny inny polityk, działacz samorządowy, poseł, radny) jaki jest – każdy widzi. I niech wtedy spróbują kogoś pozwać.

internet - felietony


polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube