internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Red Flag Acta

ACTA denerwowały, ACTA bulwersowały, ACTA wywoływały emocje, jakich w sieci nigdy wcześniej nie było. ACTA prześwietlone zostały na wszystkie możliwe sposoby, choć nie bez pewnych trudności. Sprawa proponowanych rozwiązań prawnych była bowiem nader skomplikowana – dotyczyła co najmniej ośmiu różnych dziedzin prawa, sam dokument zaś – nie dość, że źle przetłumaczony, to na dodatek pełen był niejasności i niedomówień. W pewnym momencie znaleźliśmy się więc na etapie, kiedy to europoseł Migalski głosował za ACTA (choć nie wiedział dlaczego), rząd się uparł (choć sam nie wiedział dlaczego), później zmienił zdanie (nie wiadomo dlaczego), ludzie zaś – wyszli na ulice – no i zdaje się, że też nie za bardzo wiedzieli dlaczego.

Niespełna sto pięćdziesiąt lat temu (w Wielkiej Brytanii) także wprowadzano prawo dotyczące nowinki technologicznej – nawet nazwa zdaje się być nieco zbieżna – chodzi o Red Flag Act. Nowinką był pojazd mechaniczny nazywany parowym omnibusem, ustawa czerwonej flagi normowała zaś poruszanie się owych wehikułów po drogach królestwa. Po pierwsze – ograniczała dopuszczalną prędkość do poziomu mniej więcej sześciu kilometrów na godzinę, choć mogły one bez trudu jechać cztery razy szybciej. Po drugie – do obowiązkowej, dwuosobowej załogi odpowiedzialnej za kierowanie omnibusem dołączała trzeciego osobnika. Pan ów – zgodnie z przepisem – powinien iść przed pojazdem z czerwoną flagą (w nocy zaś – z pochodnią) i ostrzegać okoliczną ludność przed mechanicznym potworem. Brytyjski Act wzbudził zrozumiałe wzburzenie – zupełnie jak współczesne nam ACTA. Władze – zupełnie jak dzisiaj – rakiem, po dwunastu latach wycofały się z niefortunnego pomysłu.

Dziś z obciążonego flagą gościa poprzedzającego pojazd mechaniczny możemy się tylko śmiać, bo z naszego punktu widzenia jego praca jest groteskowa. Nikt też nie wymaga, by przed każdym samochodem poruszającym się po autostradzie z prędkością 150 kilometrów na godzinę zasuwał jakiś dziwak z flagą. Lecz punkt widzenia z roku 1865 wcale nie musiał być taki głupi: nawet Wielka Brytania pokryta była wówczas słomianą strzechą, zawodne, prototypowe silniki generowały często snopy iskier. Na traktach królowały płochliwe konie, sama droga zaś bardziej przypominała zespół kolein wyrzeźbionych przez opady i wozy (od czasów rzymskich) niż coś, po czym można prowadzić eksperymentalny pojazd. W ciągu tych stu pięćdziesięciu lat zmieniło się jednak wiele spraw. Zmienił się pojazd – opatrzono go w kontrolowane strefy zgniotu, pasy bezpieczeństwa, poduszki powietrzne, ba – nawet kierunkowskazy czy światła stopu. Zmieniła się nawierzchnia, zmieniło się prawo (od obowiązkowego egzaminu na prawo jazdy, aż po unormowaną sygnalizację pionową, poziomą i świetlną), zmieniło się nasze podejście oraz potrzeby cywilizacyjne. Zniknęły konie, powstały całe setki przeróżnych typów wyspecjalizowanych pojazdów służących nam w wielu różnych dziedzinach życia. I dopiero z tej perspektywy czerwona flaga jest zabawna.

Za pięćdziesiąt czy sto lat to wszystko, co przedstawiono nam w projekcie ACTA też zapewne śmieszyć będzie do rozpuku, choć dziś do wesołe wcale nie jest. Mimo wszystko – istotę sprawy da się jednak sprowadzić do jednego, jedynego zdania: chodzi o stworzenie nowej definicji tak zwanego dozwolonego użytku. Określenia, co wolno nam pobrać i w jakim zakresie – jaka też będzie sankcja za naruszenie prawa. Proces mentalnego podejścia do dozwolonego użytku zaczął się już wiele lat temu: obie strony konfliktu – jak na razie – potrafiły zgodnie ustępować i pracować nad kompromisem. Wytwórnie i właściciele praw autorskich nie tylko poszerzyli swoją ofertę (można już kupić nie jak do tej pory – całą płytę, lecz pojedyncze piosenki), ale wyraźnie przyjęli do wiadomości potrzeby internetowej społeczności poprzez niejedną darmową propozycję. Konsumenci – a wyraźnie wskazują na to badania – respektują prawo autorskie znacznie częściej niż kiedyś. No i w naturalny sposób stają się z czasem najlepszymi klientami swoich przeciwników. Przepychanki z ACTA to nic innego, jak atak jednego imperium (producentów) i kontratak imperium drugiego (konsumentów). Ale sprawa ta zabawna będzie dopiero za jakieś pięćdziesiąt czy sto lat.

internet - felietony


polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube