internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Niewygodna zbroja

Żołnierz pierwszej wojny światowej nader często udawał się na front wyposażony w zbroję. Monochromatyczne zdjęcia, które dziś oglądamy w internecie pełne są wyprężonych dumnie facetów w stalowym lub żeliwnym ubranku przypominającym nieco dawne piecyki z rurą. Ten powrót do średniowiecznych sposobów zabezpieczania organizmu pokutował aż do 1916 roku, kiedy wreszcie powszechnie uznano, iż stalowe mundury są najnormalniej w świecie niewygodne, zaś – z dwojga złego – lepiej już nosić na głowie hełm. Koronnym argumentem w sprawie tej stała się jeszcze wyższa skuteczność broni strzeleckiej, granatów i artylerii: technologia ochrony przegrała z technologią ataku. W świecie reklamy od niepamiętnych czasów również trwa wojna – perswazyjny komunikat jest wszak intruzem, który atakuje człowieka (czy człowiek życzy sobie tego, czy też nie). Właśnie z tego powodu powstają przeróżne zbroje.

Jeden z najpopularniejszych pancerzy chroniących przed reklamą w necie nazywa się Adblock Plus. Narzędzie to jest uniwersalne i świetnie sprawdza się jako wtyczka w przeglądarkach używanych masowo (Chrome, rodzina IE, Firefox, Opera), ale także aplikacjach natywnych (jak Yandex Browser). Robi nie tylko to, co trzeba – czyli blokuje wyświetlanie reklam, ale również częściowo ukrywa ślady internetowych poczynań. Prawdziwą wisienką na technologicznym torcie o nazwie Adblock Plus jest możliwość zablokowania reklam nadawanych w czasie emisji filmu z serwisów YouTube czy Facebook. Film jest – reklamy nie ma. Nie dziwota, że liczba użytkowników tej konkretnej zbroi szacowana jest na jakieś 200 milionów osób, choć – jak to zwykle ze statystyką bywa – dane mogą zacierać prawdziwy obraz sytuacji. W końcu fakt, że ktoś używa to informacja ogólna: prawda leży dopiero w ustawieniach oprogramowania blokującego.

Pancerz chronił, bronił i cieszył aż do marca roku 2016, kiedy to zaczęły się pojawiać informacje tyleż dziwne, co sprzeczne. Jedni użytkownicy Adblocka uprzejmie donosili, iż serwis Youtube zablokował im oglądanie filmów, inni zaś – równie uprzejmie informowali, iż nic takiego nie ma miejsca. Później głos zabrał przedstawiciel producenta oprogramowania blokującego reklamy. Werdykt był prosty: YouTube blokuje dostęp do filmów osobom, które używają blokowania reklam przy użyciu Adblocka. Z zasady „jest film – nie ma reklamy” zrobiła się reguła inna: „jeśli nie ma reklamy, to filmu też nie ma, jeśli zaś chcesz mieć film, będziesz również oglądać reklamy”. Swierdzić należy, iż blokada blokowania nie zawsze jest aktywna i najprawdopodobniej mamy przed sobą dopiero testową wersję całkiem nowej broni. Świat internetu - jak zwykle w takich przypadkach - podzielił się na obozy. Obóz pierwszy odsądził od czci i wiary owo YouTube (czyli mówią wprost: Google) za zbyt dobry karabin. Drugi z obozów poparł koncepcję blokowania blokowania uważając emisję banerów za uczciwy ekwiwalent dostarczania filmów. Zwłaszcza, że zarabia na tym nie tylko Google, ale i autor produkcji.

Kwestia wynagrodzenia za filmy już na długo przed awanturą z Adblockerem spędzała sen z powiek właścicieli YouTube. Wypowiadali się na temat ten wielokrotnie i dobitnie: dostarczanie nowych, ciekawych treści filmowych może odbywać się tylko wtedy, kiedy autor filmu będzie mógł na emisji zarobić. A z tym od lat jest słabo. Właśnie dlatego internauci w USA otrzymali YouTube w wersji płatnej, abonamentowej oraz pozbawionej reklam. Jeżeli z emisjami bezpłatnymi Google coś zrobi to raczej zwiększy niż zmniejszy ilość komercyjnych treści. Google trzeba zresztą oddać sprawiedliwość: to właśnie globalna wyszukiwarka od dawien dawna próbuje stworzyć zasady cywilizujące reklamę w internecie: dostosowaną do odbiorcy, ograniczoną w swej ilości i nie zasłaniającą treści na witrynach. Widać to wyraźnie w systemie Ad Sense. Na razie jednak mamy przed sobą sytuację jak z końca pierwszej wojny światowej, gdy karierę pancerza przerwał jeden dobrze wymierzony pocisk. Warto także odnotować wnioski, które wypracowano w latach 1916 – 1918: pancerze są niewygodne, lepszy jest zakładany na głowę hełm. Postrzał w śledzionę da się wyleczyć, z urazem mózgu jest już znacznie gorzej.

internet - felietony


polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube