internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Lekkość bytu

Człowiek kulturalny bez wątpienia zna postać Milana Kundery. Jeżeli człowiek jest średnio kulturalny, powie że to taki literacki Miloš Forman, bo zbieżności między oboma panami naliczymy całkiem sporo. Obaj urodzili się w Czechosłowacji (i to w odstępie trzech lat), obaj zrobili światową karierę, co udało im się uczynić w całkowitym oderwaniu od owej Czechosłowacji a nawet Czechosłowację (komunistyczną) kontestując. Forman wybrał Stany Zjednoczone, Kundera został pisarzem francuskim, może nawet kanadyjskim. Obaj panowie stworzyli arcydzieła,  Miloš ma na koncie „Lot nad kukułczym gniazdem”, „Hair” oraz „Amadeusza”, Milan: „Nieznośną lekkość bytu”. Człowiek bardzo, bardzo kulturalny na pewno „Nieznośną lekkość” przeczytał, człowiek kompletnie niekulturalny mógł co najwyżej usłyszeć o Kunderze w internetowych doniesieniach na temat literackiego marudzenia.

Milan Kundera marudzi przy każdej okazji. Czy będzie to jeden z naprawdę nielicznych wywiadów, których udziela, czy będzie to wręczenie kolejnej nagrody – zawsze powtórzy, iż nie życzy sobie wydawania swoich dzieł w postaci elektronicznej. Nie i już. Ciągnięty za język literat przyznaje się do obaw o przyszłość papierowych wydawnictw, które mogą zostać zabite przez jakieś pliki. Dodaje stały fragment gry o lojalności wobec własnego dzieła. A potem z grubej rury strzela informacją, że do wszystkich umów na wydanie książek dodaje specjalną klauzulę zakazującą publikowania ich w formie e-booków. Tako rzecze Kundera, jednakowoż świat rzecze zupełnie inaczej. Nie można co prawda kupić sobie „Nieznośnej lekkości bytu” w oficjalnej księgarni na podstawie oficjalnego paragonu. Ale jeśli człowiek poszpera tu i ówdzie (co tam tu i ówdzie – wystarczy zwykły gryzoń) książka znajdzie się na pewno: w optymalnym formacie i zapewne świetnie przygotowana do użycia.
Cały misterny plan Milana wziął w łeb z winy maszyny do kopiowania książek.

Ludzkość przyzwyczaiła się już do tych potworów, które nie tylko potrafią przewracać kartki i skanować je w tempie błyskawicy, ale mogą bez zbędnej zwłoki (lekkość bytu) zapisać całość do jednego pliku. Mają coś takiego i w Bibliotece Narodowej (pod nazwą „Pracowni Skanerów Automatycznych”), mają w większych firmach a nawet w bibliotekach. Dostępna jest usługa on-line, dzięki której człowiek dostarczający firmie książkę za drobną opłatę uzyskuje wydawnictwo w postaci cyfrowej. Czy dzieło Milana Kundery skopiował zawzięty przestępca z zakrwawionym nożem w dłoni? Nie. Uczynił to człowiek kulturalny (albo bardzo kulturalny), który twórczość czesko – francuskiego literata lubi. Czy haniebny proceder odbył się nocą w piwnicy zamkniętej na cztery spusty przy drżącej świecy? Nie. Kopiowania najprawdopodobniej dokonano niemal mimowolnie (z taką lekkością bytu) przy wykorzystaniu służbowej kopiarki w jakiejś korporacji, startując wspomnianą maszynę w przerwie i odbierając gotowe efekty po dniówce. Czy ktoś zainteresuje się masowym ściąganiem umieszczonego na gryzoniu pliku? Nie. Bo cóż to kogo obchodzi, że ktoś skopiował niszową książkę o problemach małżeństwa żyjącego w kraju, którego nie ma, w czasach, które nie wrócą.

Być może problem leży więc po stronie Kundery. W końcu gdy na podstawie „Lekkości bytu” nakręcono film (ze świetną rolą Juliette Binoche), też marudził. Opowiadał, że film nie oddaje całej złożoności fabuły i jest jakimś takim przedszkolnym skrótem jego literatury. Ten Kundera to niezadowolony jest nawet z tłumaczenia swoich powieści na obce języki: niby przetłumaczyli, ale jakoś tak wyszło, że to nie jest to samo. Jeszcze chwila i Milan zacznie przepytywać ludzi ze swoich lektur, w końcu każdy kto przeczyta może dzieło odebrać całkowicie po swojemu co – z punktu widzenia autora – jest niedopuszczalne. Z tego właśnie powodu człowiek bardzo kulturalny widzi różnicę między Kunderą a Formanem. Forman skosił swoje Oscary i ani mu w głowie sprawdzać, co też ludzie na YouTubie wyprawiają z fragmentami „Amadeusza” albo jak kreatywnie potrafią zająć się musicalem „Hair”. Maruda Kundera stanie się naprawdę sławny dopiero za jakieś sto lat: gdy ludzie zaczną kojarzyć jego nazwisko zupełnie inaczej. Jaka tam „Nieznośna lekkość bytu”? Kundera to człowiek, który nie chciał, by go wydawać elektronicznie.

internet - felietony


polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube