internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Kim jesteś

John W. Pepper to postać znana jedynie najwybitniejszym historykom serii  filmów z Jamesem Bondem. Ten policjant z Luizjany wsławił się niewyparzoną gębą, rozbuchanym ego oraz żelazną konsekwencją w ściganiu przestępców na terenie swojej parafii. Największym filmowym osiągnięciem Peppera jest scena pościgu na rzece: agent z numerem 007 (zgodnie ze swoim zwyczajem) demoluje w niej całkiem spory akwen niespecjalnie przejmując się konsekwencjami. Zasada jest prosta: coś (nieważne – może być motorówka albo radiowóz), co nie zostało kompletnie rozbite z całą pewnością wyleci w powietrze. Nawet jeśli nie wyleci, jakiś inny, szybko poruszający się element zmiażdży to w ułamku sekundy. Bond zostawia po sobie dymiące zgliszcza i oddech zagłady. Zszokowany szeryf zadaje więc fundamentalne (także dla nas) pytanie – Kim ty człowieku jesteś? To pytanie powinniśmy zapamiętać.

Armagedon jaki zapanował po uruchomieniu w polskich urzędach Systemu Rejestrów Państwowych w niczym nie ustępował demolce Jamesa Bonda. Na forach aż kipiało od nienawiści, kpin i gróźb, informatycy zatrudnieni w jednostkach administracji samorządowej wylewali kubły pomyj na twórców oraz administratorów systemu. Twierdzili, iż obiecywana pomoc w zarządzaniu systemem nie istnieje, oprogramowanie roi się od błędów, zaś konstrukcja bazy danych stanowi kpinę ze zdrowego rozsądku. Podawali przykłady błyskotliwej kreatywności autora, który specjalną rubrykę poświęcił kategorii „płeć matki” (pytano jaka też może być płeć owej matki) czy „stan cywilny noworodka” (zapewne spodziewano się urodzenia dziecka – wdowca albo nawet rozwodnika). Identyczną ocenę wystawiali tak zwani petenci (jedynie od święta nazywani wyborcami) – ktoś chciał wyrobić sobie dowód osobisty i nie mógł, bo za żadne skarby nie dało się zalogować do systemu. Nawet po miesiącu, mimo potężnej aktualizacji, SRP nadal szwankował – na przykład nie potrafił unieważnić numeru PESEL osoby zmarłej mimo wprowadzenia aktu zgonu. Pan dyrektor pracujący w odpowiedzialnym za wdrożenie Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji z właściwym urzędnikom poczuciem czarnego humoru stwierdził, iż „spodziewał się większych kłopotów”.

Zupełnie inne ministerstwo, odpowiedzialne za coś zupełnie innego już od kilku dobrych lat boksuje się z tworem zwanym Systemem Informacji Oświatowej. W swej historii system ów również miał przeliczne wpadki – na przykład zbierał informacje na temat ilości pól golfowych w poszczególnych polskich szkołach. Swoje do opowiedzenia mają zapewne studenci korzystający z wirtualnych dziekanatów, w których zapisują się na konkretne zajęcia (lub raczej nie zapisują, bo nie mogą), uzyskują istotne informacje (lub raczej nie uzyskują, bo nie mogą) a także zapoznają się ze swoimi ocenami (jak wyżej).  W opisanej sytuacji trudno więc dziwić się scence rozgrywającej się na ekranie telewizora: przesympatyczny pan z Państwowej Komisji Wyborczej uroczyście ogłasza, iż wyniki elekcji parlamentarnej zostaną przedstawione o takiej to a takiej – bardzo konkretnej godzinie. Pan mówi z pełnym przekonaniem, przed odbiornikami zaś cały naród pokłada się ze śmiechu nie wierząc w ani jedno słowo przedstawiciela PKW. Co bardziej złośliwi wymyślają już memy, które za chwilę opublikują – kiedy tylko minie wymyślony przez Komisję i niedotrzymany termin.

By udzielić odpowiedzi na nurtujące wszystkich pytanie: co się dzieje, że zamiast się dziać nic się nie dzieje - systemy nie funkcjonują, łączność z bazą danych się sypie, logowanie jest nieudane – musimy wrócić do innego zapytania - z repertuaru szeryfa Johna W. Peppera. Tak człowieku: idź do lustra, spójrz na swoją twarz i odpowiedz sobie na pytanie – kim ty jesteś? Wydaje ci się, że jesteś użytkownikiem jakiegoś systemu teleinformatycznego? Wolne żarty. Jesteś tylko betatesterem – osobnikiem który ma sprawdzić software, znaleźć jego błędy, namęczyć się po to, żeby inni – już finalni użytkownicy dostali do rąk w miarę poprawny produkt. Nie ma skomplikowanego oprogramowania, które od razu byłoby wolne od błędów, ktoś musi to sprawdzić w praniu czyli w życiu. Za kilka, może kilkanaście lat to coś zacznie działać; na razie jednak – drogi betatesterze – traktuj to jako inwestycję dla dobra swoich dzieci. Albo nawet wnuków.

internet - felietony


polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube