internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Gadał dziad

Najpoważniejszym problemem wszystkich wystawców na wszystkich imprezach targowych świata jest zatrzymanie choć na chwilę pędzącego przez halę klienta. By typ takowy choć na chwilę przystanął, trzeba wprawić go w osłupienie. Pewna ekipa wymyśliła więc, iż w ramach zaskakiwania publiczności zainstaluje na stoisku dwa telewizory obrócone ekranami do siebie nawzajem. Ponieważ urządzenia odtwarzały przygotowane uprzednio dwie taśmy (zmontowane w zsynchronizowany sposób) zdumiony widz mógł podziwiać widowiskową kłótnię dwóch osób z dwóch stojących po przeciwnych stronach stoiska ekranów. Dodatkowym bonusem było to, że nikt już na stoisku nie musiał zajmować się jakąkolwiek pracą ponieważ całą robotę odwalali zarejestrowani uprzednio aktorzy. Polemizowali ze sobą non stop – wystarczyło zapętlić taśmy. Trzeciego dnia targów publiczność przestała na nich zwracać uwagę.

Zjawisko tak zwanego ruskiego trolla opisane zostało w internecie nad wyraz dokładnie, dokładnie na tyle, by stać się dużym kawałkiem amunicji w forumowych dyskusjach. Teraz jednakowoż sprawą zajęły się bardzo poważne i bardzo zachodnie media – wszystko za sprawą trollicy, która uciekła. Ucieknięta trollica nazywa się Ludmiła Sawczuk – zdezerterowała z centralnej siedziby trolli w Sankt Petersburgu (ulica Sawuszkina 55). Dziennikarzom mediów Europy Zachodniej opowiedziała ze szczegółami nie tylko o owej siedzibie (w której pracuje do 600 osób), ale i o samym zawodzie ruskiego trolla. Otóż troll taki kuszony bywa ogłoszeniami w internecie, po zatrudnieniu chodzi normalnie do roboty przy czym jedna zmiana takiej roboty trwa 12 godzin: trolle pracują na dwie zmiany, by ich działalność objęła całą dobę. Robotnicy z Sawuszkina 55 mają swoje normy, na przykład mogą zostać obłożeni obowiązkiem prowadzenia sześciu kont na Facebooku, na każdym zaś winni publikować dziennie co najmniej trzy wpisy. Troll zarabia nieźle – średnio około 45 tysięcy rubli, zadanie zaś ma tylko jedno: kłamać w interesie kremlowskich władz tworząc wrażenie, iż całe rzesze obiektywnych internautów popierają politykę Rosji.

Mimo iż dezercja trollicy wywołała lawinę komentarzy, trudno nazwać jej zeznania sensacyjnymi. Po raz kolejny świat ze zdumieniem odkrył coś, co statystyczny mieszkaniec wioski na Podlasiu wiedział od dawien dawna. Mało tego: być może w natłoku emocji umknęło nam coś istotnego: w końcu polskie agencje (często nazywające same siebie interaktywnymi) robią dokładnie to samo – prowadzą pod cudzą flagą przeliczne fanowskie strony w społecznościowych serwisach. Tyle, że zarabiają więcej niż ruski troll (jeśli przeliczymy to na dolary) oraz dużo więcej niż ruski troll (biorąc pod uwagę zupełnie inne normy i brak wyzysku ze strony służb specjalnych). Za trzy wpisy dziennie można bowiem – średnio statystycznie – dostać jakieś 480 złotych. Różnica jest jeszcze jedna – to co (być może) powstaje na magicznej ulicy pana Sawuszkina w ex – Leningradzie jest produktem politycznym, rodzima twórczość trolliczna zaliczona musi być do działań z arsenału reklamy. Wystarczy jednakowoż spojrzeć na polski internet przed jakimikolwiek wyborami – tu i ówdzie pojawiają się mniej lub bardziej zawoalowane propozycje potrollowania za pieniądze również w sferze polityki.

O ile jednak dla prostego zjadacza internetu casus pani Sawczuk żadnych konsekwencji mieć nie będzie, o tyle tak zwane władze (polityczne, wywiadowcze oraz kontrwywiadowcze) pewnie ze sprawy tej zrobią sprawę poważną. W końcu nie od dziś słyszymy, że różne państwa  - taka Korea Północna, takie Chiny, takie Stany Zjednoczone – swoje zastępy trolli mają, to dlaczego my tej Mamby mieć nie możemy. Akcja powoduje w końcu reakcję: oni zasypują swoje (i nasze fora) wpisami, zróbmy to i my. Jeżeli ktoś z uważnych czytelników dochodząc do końca niniejszego tekstu zastanawia się po cóż we wstępie była opowieść o dwóch telewizorach, zrozumieć powinien, iż do takiej właśnie sytuacji zmierza syndrom odkrytego właśnie państwowego trollingu. W komentarzach pod artykułami, na forach internetowych, w systemach społecznościowych ludzi niebawem może już nie być. Trolle będą gadać same ze sobą, my zaś – trzeciego dnia – przestaniemy na nie zwracać uwagę.

internet - felietony


polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube