internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Ale staniało

Tak zwany rozsądek podpowiada nam, że jeśli coś tanieje – obywatel powinien się cieszyć. Dokładnie z takiego samego założenia wychodziła polska prasa epoki leninowskiej, która przekonywała, że choć zdrożało mięso, to jednak nie jest źle, bo staniały lokomotywy. Nie uwzględniono przy tym (niestety) że statystyczny Polak od czasu do czasu żywiący się mięsem, wyjątkowo rzadko udaje się do sklepu, by kupić parowóz. Zjawisko tanienia – mimo uporania się z rodzimym komunizmem – wciąż budzi jednak nieprawdopodobne emocje, bo ludność potrafi spalić w komunikacyjnym korku benzynę o równowartości 20 zł, by dostać w markecie gratisowe wiaderko warte w porywach jakieś 3 złote. Ale najgorsze jest to, że staniały kamery.

Kiedy coś tanieje, bywa że robi się tego czegoś nieprzyzwoicie dużo. Kamer też jest bez liku, bo zamontowano je w niemal wszystkich telefonach komórkowych, w niezliczonej liczbie laptopów, bankomatów, samochodów oraz miejscach, których nigdy byśmy o to nie podejrzewali. Kamery oprócz stanienia charakteryzują się coraz mniejszymi wymiarami, więc nic dziwnego, że austriacki turysta w Krakowie postanowił to wykorzystać. Niesioną na poziomie królewskiego bruku, a wyposażoną w obiektyw torbę podtykał umiejętnie pod spódnice mieszkanek grodu Kraka, by sięgnąć kamerą gdzie wzrok nie sięga. Na szczęście mieszkanek Austriaka dosięgła policja.

W Częstochowie było jeszcze weselej: obywatel w spółdzielczym bloku wystawił kamerę na wspólnym, publicznym korytarzu. Jak sam tłumaczył – dla bezpieczeństwa i zapobieżenia kradzieżom. Inni lokatorzy nie chcieli jednakowoż uczestniczyć w prywatnym reality – show, na stanowisku, iż kamera jest nielegalna stanęła także spółdzielnia. Później odezwał się Rzeszów, gdzie na rynku prawdziwą zmorą stali się załatwiający fizjologiczną potrzebę i nie zawsze trzeźwi obywatele. Najgorsze, że załatwiali się w pobliżu czterogwiazdkowego hotelu „Ambasador” - pracownicy jednego z zakładów gastronomicznych założyli więc kamerkę i zrobili nagrania. Mało dyplomatycznie umieścili je później w internecie, gdzie spoczywają do dziś, choć trudno je znaleźć w dziale „promocja Rzeszowa”. Pomysł z nagrywaniem panów w bramie powtórzono później na Śląsku, zresztą niemal każde miasto ma swój epizodzik związany z małą kamerką – również tarnogórski Park Wodny dorobił się własnych, tajemniczych, acz namacalnych dziur w damskiej przebieralni o czym uroczyście doniosła Telewizja Silesia. Dziury momentalnie i w oczywisty sposób skojarzono natychmiast z jakimiś nieokreślonymi, choć tanimi kamerami.

Później spirala podglądaczy poszerzyła się o kolejny, jeszcze szerszy krąg: udało się bowiem kreatywnie połączyć kilka różnych cech przenośnego komputera. Szkoła w Pensylwanii  wydała swoim uczniom dotowane, darmowe laptopy, które dla bezpieczeństwa wyposażone były w system umożliwiający zdalne włączenie kamery. Gdyby – dajmy na to – maszynę taką podprowadził złodziej, można byłoby zlokalizować go patrząc mu przez kamerę prosto w przestępcze ślepia. System działał jednak nie tylko w przypadku kradzieży: włączano go regularnie i często, by pooglądać sobie co też uczniowie robią w domach. Mało tego – jeden z podglądanych został ukarany przez nauczyciela za złe zachowanie... w domu. Jako dowód pokazano mu zdjęcia zrobione laptopową kamerką.  Rodzice delikwenta wściekli się na potęgę, bo wyobrazili sobie, że nie tylko dziecko, ale i oni inwigilowani byli przez komputer trojański. Sprawa została w globalnej sieci mocno przedyskutowana. Wszyscy wypowiadający się jak jeden mąż potępili podglądanie i szaleńczo ucieszyli się na myśl o wysokości odszkodowania zasądzonego przez jakąś amerykańską Annę Marię Wesołowską.

Potem zaczęto rozmawiać o wielu innych ciekawych aspektach tanich jak barszcz kamer. O tym jak łatwo pooglądać sobie a pośrednictwem internetu obraz z jakiejś przemysłowej kamery, choć projektant systemu wcale tego nie chciał. Także o tym, że łatwo obraz z takiej kamery zamienić na całkiem inny, własny i to tak, że znudzeni operatorzy monitoringu niczego nie zauważą.  A potem, gdzieś w zaświatach rozległ się chichot Lenina. W końcu to on powiedział, że kontrola jest podstawą zaufania.

internet - felietony


polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube