internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Walka o ekran

Walka jest zjawiskiem wywołującym powszechne emocje; nawet jeśli dotyczy zmagań toczonych przed tysiącami lat, potrafi skutecznie przykuć uwagę milionów widzów – tak było z filmem „Walka o ogień”. Wśród przeróżnych toczonych obecnie walk (a jest w czym wybierać) walka o telewizję jakoś umyka naszej świadomości. To błąd: zmagania toczą się bowiem dwadzieścia cztery godziny na dobę, 365 dni w roku. Powinniśmy zdać sobie sprawę, że nieprawdopodobnej szerokości front zmagań przebiega wszędzie: przez laboratoria wypełnione najtęższymi mózgami, gabinety pełne sułtanów kreatywności, hale fabryczne z zastępami niezmordowanych robotników, wreszcie – mieszkania szarych płatników abonamentu. By telewizja mogła być lepsza, ciekawsza, doskonalsza - trzeba tytanicznych wysiłków. Trzeba też dać odpór teorii, że wszystko już było i zaproponować widzom nowy rodzaj spektaklu. Spójrzmy więc na trzy ciekawe odcinki frontu walki o telewizję.
 
Walka Zuckerberga
Zukerbergowy Facebook ma zamiar kolejny raz zaskoczyć swoich widzów. Jak to zwykle bywa, w serwisie społecznościowym pozornie nic się nie zmieni, przybędzie jedna tylko niewielka ikonka – w dodatku widoczna jedynie dla użytkowników systemu Android. Po wybraniu owej ikonki smartfon czy tablet stanie się stacją telewizyjną nadającą program na żywo. Każdy z nas będzie mógł stać się już nie tylko fotoreporterem czy operatorem kamery, ale całym wozem transmisyjnym. Specjaliści obliczyli, że ludzie na Facebooku (choć doświadczenia YouTube zdają się tej teorii zaprzeczać) ponoć trzy razy dłużej oglądają filmy na żywo niż produkcje tradycyjne – jest się więc o co bić. Zadanie to trudne i ryzykowne: streaming w skali struktury tak gigantycznej jak FB niesie cały zestaw zagrożeń. Mało tego – są i bariery prawne, bo oprócz tego, jak umożliwić ludziom nadawanie live, trzeba się jeszcze zastanowić, w jaki sposób niektórym z nich transmisję taką uniemożliwić: z powodów zwanych dobrami osobistymi, prawem do prywatności czy chociażby dobrymi obyczajami. Nie każdy przekaz live z lekcji wychowania fizycznego w gimnazjum (czy nawet narada w lokalnym samorządzie) jest dobrze widziany przez adwokatów drugiej strony. Trudności trudnościami, ryzyko ryzykiem – próbować trzeba, nawet gdyby się miało nie udać, bo na tym polega prawdziwa, epicka walka.
 
Walka konstruktorów
Konstruktorzy kamer też mają swoją walkę. Właśnie ogłosili powstanie niecodziennej kamery – takiej, która potrafi pokazać wszystko w poziomym zakresie 360 stopni i 240 w pionie. Filmiki z testów robią piorunujące wrażenie: wystarczy toto postawić gdziekolwiek na planie a potem włączyć smartfonową aplikację. Nasz własny palec staje się wszechmocnym realizatorem wizji: jeśli chcemy w lewo, widzimy lewo, jeżeli zadecydujemy o panoramie do góry – maszyna zrobi co trzeba. To idealne rozwiązanie dla wszystkich tych, którzy filmując potrzebują dodatkowego, ciekawego i uniwersalnego ujęcia wypełniającego martwe montażowe pola. Póki co system człowiekowi kadru nie urywa: 1504 piksele rozdzielczości dłuższego boku ekranu to zdecydowanie za mało, choć stanowi oczywisty ukłon w stronę funkcjonalności oraz tego, by całość w ogóle jakoś działała. Podobnie jak koncepcja Facebooka, sferyczna kamera obarczona jest sporym ryzykiem – zawiera precyzyjną mechanikę, z którą technologia teleinformatyczna XXI wieku zdążyła się już uroczyście pożegnać. Inwestowanie w obrotowy obiektyw może okazać się błędem: w końcu kamerki są już w podrzucanych do góry piłkach, żyrandolach, zabawkach oraz gdzie kto sobie tylko życzy. Droższa jakość będzie musiała jakoś wygrać z masowo rozumianą ilością. Ale walka o telewizję realizowaną przy pomocy kamery 360 stopni trwa – może się uda, a może nie.
 
Walka TVP
Polska telewizja publiczna walczy o to, by przywrócić „Teleranek” - historyczny program dla dzieci, które dawno już powinny dorosnąć. Autorzy tej koncepcji to najwięksi ryzykanci.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies