internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Trochę powagi

Wśród poważnych instytucji miejsce szczególnie poważne zajmuje Parlament Europejski. Zajmując się na okrągło poważnymi sprawami wypełnia swoje poważne posłannictwo. Wśród poważnych zadań Parlamentu jednym z najpoważniejszych jest tworzenie definicji na potrzeby prawa unijnego oraz państw stowarzyszonych. Do poważnych kronik trafi więc zapewne definicja przyjęta przez owo ciało pod koniec 2015: określenie czym też jest wyszukiwarka internetowa. Zdaniem unijnego prawodawcy wyszukiwarka to mechanizm potrafiący przeszukać wszystkie strony internetowe (wraz z podstronami) oraz wyświetlić stosowne łącza do tych stron. Prosto, łatwo i przejrzyście – tyle, że zgodnie z tą definicją na świecie nie ma ani jednej wyszukiwarki, bo żadna nie spełnia opisanego kryterium przeszukiwania całości netu. Mało tego – żadna wyszukiwarka takich ambicji nie posiada, bo nawet pazerne na linki Google pozwala na usunięcie treści z wyników wyszukiwania i z całą pewnością nie widzi całości globalnej pajęczyny.
 
Ponieważ unijni wynalazcy nazywali już w przeszłości to i owo nieco pokrętnie, zabieg z wyszukiwarką niewielu zadziwił. W końcu tradycja definiowania niezgodnego z logiką ma co najmniej średniowieczne korzenie: by obejść kościelny przepis zakazujący spożywania mięsa w dni postu wymyślono, iż bóbr jest rybą (w końcu żyje w wodzie, prawda?), co skończyło się masakrą tego ssaka. Jeśli jednak z powyższej opowieści wysnujemy wniosek, że Parlament Europejski jest niepoważny, Google zaś – poważne, jesteśmy w błędzie. W ramach walki z powagą Google podarowało nam bowiem nową sztuczkę w wynikach wyszukiwania za pomocą urządzeń mobilnych. Wystarczy do stosownego i używanego masowo okienka wpisać zwrot „animal noises” i zostaniemy przekierowani na specjalną stronę, gdzie ujrzymy rysuneczki zwierzątek. Jest sowa, krowa, świnia, indyk, tygrys, kaczka (by wymienić tylko te pierwsze z brzegu), cały inwentarz zaś opatrzono ikonkami z głośniczkiem. Po kliknięciu słyszymy odgłos konkretnego zwierzaka czyli bawimy się w ulubioną (i absolutnie niepoważną) zabawę wszystkich cioć świata zwaną roboczo „jak robi konik”.
 
Google być może zasługuje nawet na miano firmy maksymalnie niepoważnej. Zasłaniając się zwyczajem robienia kawałów pod ogólnym hasłem prima – aprilisu, korporacja pozwoliła sobie na żart dość ryzykowny: dodała ikonkę rzucania mikrofonem czyli ostatecznego przerwania konwersacji. Ponieważ ikonka znajdowała się w eksponowanym miejscu, wielu pomyliło się i wysłało komuś list okraszony dość bezczelną animacją. Jeden z pokrzywdzonych twierdzi nawet, iż przez Google stracił pracę, bo list do działu kadr miał być poważny i wyważony w treściach. Gigant wydał więc specjalne (ma się rozumieć – poważne) oświadczenie w sprawie niepoważnego żartu przyznając publicznie, iż dowcip się nie udał.
 
W poszukiwaniu kogoś poważnego przenosimy się do komunikatu opublikowanego w internecie przez poważną Radę Rodziców Szkoły Podstawowej. Rada z żalem informuje cały świat, iż szkolna sieć wifi (jak zaznacza autor notatki – dostępna do tej pory łatwo i ogólnie) nie jest już dostępna ani łatwo, ani ogólnie. Powód: nieprzerwane korzystanie z owej sieci przez uczniów. Innymi słowy – sieć byłaby dostępna, gdyby wredne latorośle z niej nie korzystały, ale (niestety) korzystają przez co jest niedostępna. Jakże wspaniały byłby świat bez użytkowników korzystających z sieci – sieć wówczas byłaby przez cały czas dostępna łatwo i ogólnie. Nic dziwnego, że wychowywane powyższą metodą dzieci wyrastają później na ludzi z gruntu niepoważnych. Jak inaczej bowiem wytłumaczyć zaskakująco duży udział braku powagi w życiu gospodarczym, politycznym, artystycznym i w każdym innym. Dopiero upowszechnienie internetu sprawiło, iż zobaczyliśmy to w pełnym świetle – świat tradycyjnych mediów mógł jeszcze to i owo zamaskować. W sieci jedna prosta informacja, jeden puszczony w obieg tweet, jeden pozornie niewinny komentarz wystarczą, by latami wypracowywana powaga uciekła w przestrzeń kosmiczną. Jeśli zaś ktoś spodziewał się w tym miejscu poważnego felietonu – musi odejść z kwitkiem. Autor próbował z całych sił, ale się nie da.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies