internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Tak po prostu

Ritchie Blackmore - gitarzysta zespołu Deep Purple – wykombinował onegdaj krótki motyw muzyczny zwany powszechnie riffem. Wykombinował ów riff po czym na dłuższy czas zamyślił się nad swoją melodyjką; prawdę powiedziawszy – najnormalniej w świecie bał się pochwalić nią przed resztą zespołu. Wahania Blackmora wynikały stąd, iż jego motyw był niezwykle prosty; rytmiczny – owszem, wpadający w ucho – tak, no ale jak wytłumaczyć muzykom z aspiracjami te cztery (i tylko cztery) nuty? Wreszcie gitarzysta podjął decyzję: zespół usłyszał kilka dźwięków, zaakceptował pomysł, umieścił go w repertuarze koncertowym oraz na płytach. A przecież mogło być inaczej – gdyby Ritchie nadal się wstydził, dziś nie znalibyśmy najsłynniejszego riffu gitarowego wszech czasów – Smoke on the Water.
 
 Prostota w świecie realnym ma swój kuszący urok, gdy przenosimy się do świata internetu, urok częstokroć zamienia się w uwielbienie. Świat wyrafinowanych protokołów sieciowych, skomplikowanych struktur, tasiemcowych programów czy gargantuicznych baz danych żyje prostotą i preferuje ją na każdym kroku. Twórcy Google – jako jedno ze źródeł swego sukcesu – bez zająknięcia wymieniają prostotę interfejsu. Pomnik prostoty nadal oglądamy zresztą na głównej stronie globalnego giganta do dziś: rządzi okno wyszukiwarki oraz legendarne logo; niewielkie i skromne dodatki schowano gdzieś na górze czy na dole witryny. O prostocie serwisu internetowego wspominają klasycy funkcjonalnego projektowania, hołdy prostocie oddają skryptowe systemy portalowe, prostota śni się po nocach twórcom sieciowych reklam.
 
 Nie inaczej bywa na stronach internetowych sklepów co udowodniła kolejna edycja rankingu najlepszych polskich e-sprzedawców. Pierwsze miejsca okupują ci, którzy postawili na prostotę: gdzie towar wyraźnie widać, opis jest pod ręką a do zawarcia transakcji wiedzie nas minimalna liczba kliknięć. Prostota zaczyna rządzić także sieciowym rynkiem pracy, gdzie całymi wirtualnymi transportami do potencjalnych pracodawców docierają oferty potencjalnych pracobiorców. Pracobiorca często prostoty nie docenia: stosuje kwieciste, barokowo zbudowane wypowiedzi, potrafi zaskoczyć ozdobną czcionką, której ozdobność przerasta ludzkie wyobrażenie. Są i kandydaci idący w kreatywności znacznie dalej, bo zdarzały się curriculum vitae w formie gry planszowej (tak!), platformówki przedstawiającej kolejne życiowe dokonania (tak!), aplikacji na smartfona (tak!). Nie jest zadaniem niniejszego felietonu przekonywanie kogokolwiek do wybrania – lub nie wybrania – określonej formy prezentacji: każdy wszak decyduje o samym sobie. Co jednak zrobić, gdy coraz częściej czytaniem napływających szeroką, wirtualną rzeką aplikacji kandydackich zajmują się nie ludzie, lecz oprogramowanie? Maszyna, która nie rozpozna ozdobnego kroju fonta, nie złapie dowcipu, nie zrozumie aluzji, bo zaprogramowano ją jedynie do stworzenia bazy danych. I znów zwycięża prostota, bo tekst prosty odczytany zostanie na pewno.
 
 Prostota rządzi nawet pod drugiej stronie internetowej barykady, gdzie ciemna strona cybermocy wciąż knuje jak nam coś wykraść. Okazało się, że niejedno wykraść można, gdy – zamiast atakować doskonale i pilnie strzeżone fortece bankowych stron – przeprowadzi się atak na serwery DNS. Ten system serwerów odpowiedzialnych za prawidłowe przekazanie lokalizacji każdej ze stron www jest w sieci odpowiednikiem tradycyjnej książki telefonicznej. Zamiast więc włamywać się na stronę banku, przestępca tworzy własną, podobną do bankowej stronę i przekonuje system DNS, iż to jego twór jest jedyną i właściwą witryną dokonywania operacji finansowych. Nieświadomy niczego klient przekierowany zostaje do oszusta, któremu nie tylko bez oporów (w końcu adres wpisany został prawidłowo) przekazuje swoje hasło, lecz także udostępnia dane ze zdrapek, tokenów czy innych sposobów weryfikacji danych. Nie jest wykluczone, że internetowa prostota doczeka się kiedyś swojego pomnika. Wzór jest już nawet gotowy, bo ceniący prostotę Szwajcarzy w miejscowości Montreux postawili stosowny monument piosence Smoke on the Water: pomnik (jak łatwo się domyślić) jest niezwykle prosty.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies