internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Szał eksperymentu

Na długo przed narodzinami internetu funkcjonował ciekawa i praktyczna rymowanka skierowana do niedoświadczonych chemików. Dwuwiersz przekonywał, by chemik młody zawsze wlewał kwas do wody – nigdy odwrotnie. Odwrotnie zresztą nijak się zrymować nie chciało, w związku z czym łatwo było zapamiętać, co też do czego trzeba wlać. Nie ma żadnych wątpliwości, iż prosty wierszyk uratował całe tabuny eksperymentatorów przed poparzeniem, choć z drugiej strony intrygował. A może by jednak zobaczyć co się stanie, gdy perfidnie wlejemy wodę do kwasu? Kiedy globalna sieć eksplodowała na dobre okazało się, że ludzi poszukujących nieszablonowych i nie ujętych w podręcznikach  rozwiązań jest więcej, niż można się było spodziewać. Mało tego – ich kreatywność (choć czasem prowadzi najkrótszą drogą do nagrody Darwina) wciąż budzi podziw całego świata. W dodatku internet z natury rzeczy inspiruje: od czasu do czasu dostajemy więc przed oczy prawdziwe perełki.

Prawdziwą perełkę wymyślili Japończycy, którym albo się nie chciało, albo wręcz nie mogli chodzić do kina. W dobie netu kino może zresztą stanowić pewien obciach, ponieważ nie dość, że nie mieści się w smartfonie to na dodatek smartfona trzeba tam wyłączyć. Od czego jednak wynalazczość – kino można zrobić sobie bowiem samemu i to praktycznie bez jakichkolwiek kosztów. Trudno za koszt uznać kartonowe pudło (tak na oko jakieś osiemdziesiąt centymetrów każdego wymiaru), w końcu każdy market bez wahania obdaruje nas takim tekturowym szczęściem. W kartonie trzeba wyciąć dwa otwory: jeden na górze, dopasowany do rozmiarów naszego tabletu. Tablet również nie generuje żadnych kosztów, bo przecież już go mamy. Dziura numer dwa powinna zostać wyrżnięta na dole, dobrze byłoby, gdyby pozostawić w tym miejscu klapkę na naszą głowę.

Użytkowanie wynalazku jest dziecinnie proste, włączamy sobie film na tablecie, kładziemy go ekranem w dół (czyli do środka pudła), sami zaś błyskawicznie kładziemy się na plecach i wsuwamy głowę przez dolną dziurę – wówczas oczy nasze widzą jedynie obraz otoczony ciemnością kartonu, uszy nasze zaś – słyszą to, co tablet nadaje. Praktyka dowodzi, że dobrze jest dodatkowo zakryć dolną część człowieka (od szyi w dół) jakimś śpiworem, by uszczelnić powstałe w wyniku niedopasowania naszej szyi do otworu w pudle. Wrażenia podobno są niesamowite i tekturowe kino w niczym nie ustępuje ponoć takiemu prawdziwemu, gdzie za jeden głupi seans żądają od nas kilkudziesięciu złotych. Z głową w pudle można sobie leżeć nawet kilka dni bez przerwy i żadne kosztowne bilety nie są potrzebne. Pomysł był na tyle intrygujący, iż postanowiła go sprawdzić wiodąca, globalna i nader ambitna stacja telewizyjna, która do kartonu oddelegowała swojego specjalnego wysłannika. Specjalny wysłannik udał się w tekturowy teren i przed całą globalną publicznością opublikował wyniki badań: otóż działa, daje multimedialnego kopa, choć śpiwór chyba należy jakoś udoskonalić, bo – jak na razie – za bardzo grzeje i człowiek poci się w swoim prywatnym kinie.

Dzięki opisanym działaniom pionierów wiemy już co się stanie, gdy leżąc na plecach włożymy głowę do kartonu z tabletem na górze. Wiemy i (chyba) wystarczy. Trudno spodziewać się po masowym odbiorcy, iż zacznie chodzić do pudła zamiast do kina, nie bez znaczenia jest też wyraźne piętno kulturowe. Obywatele Japonii  od stuleci bowiem przyzwyczajeni są do życia w tłoku. Stąd zresztą ich mityczna grzeczność oraz nieśmiertelne i przepraszające ukłony. Gdyby w kółko się nie przepraszali (wciąż wpadając na siebie w warunkach wiecznego tłoku) – finał mógłby być tragiczny. Z tego też powodu nie razi ich ani ścisk w tokijskim metrze, ani nawet hotelowe pokoje, które według standardów reszty świata są tak naprawdę szufladami. Japończyk wytrzyma z głową w pudle, reszcie świata wystarczy zaś, że już wie jak to jest. Może zająć się kolejnymi, równie ważnymi eksperymentami, bo w kolejce czekają następni racjonalizatorzy. Pewna pani – a wiemy to z serwisu filmowego – napełniła bowiem zwykły, gumowy balon wodą. Później zaś balon ów zanurzyła w gorącym wosku. Nie uwierzycie Państwo co się stało. No ale to trzeba sprawdzić już samemu odnotowując jedynie starą zasadę: pamiętaj chemiku młody...



polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - Google+