internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Świat według Google

Scenarzyści „Świata według Bundych” potrafili wspiąć się na wyżyny kreatywności: na przykład opisując wirtualny urlop głównego bohatera. Z powodu chronicznej zapaści finansowej Al Bundy podróżował po Europie w sposób urojony. Lokował się wygodnie we własnym domu, na własnej kanapie (na wszelki wypadek odgradzając się od pozostałych domowników barierkami) i oglądał filmy. Jeśli film był francuski – wyobrażał sobie, iż jest we Francji, oglądając produkcję brytyjską – przebywał w Anglii. Po kilkunastu dniach takich  ekranowych wojaży aranżował swoje przybycie na lotnisko w Chicago (wraz z entuzjastycznym powitaniem całej rodziny), co kończyło udawany urlop. Nowe technologie nader często pełnią funkcje zbudowanych na podobnej zasadzie wspomagaczy wyobraźni. W grach odwiedzamy wyimaginowane światy również takie, które nie istnieją. Ale podobnie jak serialowy Al możemy pozwiedzać to, co nazywamy rzeczywistością.

W drugiej dekadzie 2013 roku przeżyliśmy epokowy moment, gdy firma Google dołączyła Polskę do krajów niemal całkowicie sfotografowanych na potrzeby usługi Street View. Gigantyczna aktualizacja systemu z 23 kwietnia 2013 przejdzie zapewne do historii, zwłaszcza że poprzedziły ją potężne kłopoty. Jeszcze trzy lata wcześniej Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych uznał pomysł zrobienia zdjęcia całemu krajowi za nielegalny, co rusz słyszeliśmy głosy o trudnościach technicznych a także  bezsensowności idei Street View. No bo po co fotografować ulice?
Gdy charakterystyczne samochody z liczącym sobie niemal dwa metry wysięgnikiem na aparaty fotograficzne, laserowe dalmierze i system GPS ruszyły do akcji, również nie brakowało sceptyków. Popularna gazeta informowała swoich czytelników, iż jeśli nie chcą być uwiecznieni na mapach Google, powinni w określonym dniu w ogóle nie wychodzić z domów. Powoływano się nawet na zdjęciowe przykłady zza oceanu pokazując damę o dość obfitych kształtach, która niechcący wyeksponowała do kamery odsłonięte wdzięki tylnej części ciała. Ktoś w Gdańsku odkrył, iż fotografujący samochód Google rozjechał psa: po internetowym śledztwie okazało się jednak, iż firma nie morduje zwierzaków. Czworonóg najpierw odpoczywał leżąc, później zaś – najprawdopodobniej na widok dziwacznego pojazdu zerwał się na nogi – nie zaś odwrotnie jak sądzili oglądacze.  Psia reakcja dziwić nie powinna – polskie (i nie tylko polskie) Street View aż roi się od wizerunków zaskoczonych kotów, które nastroszonym ogonem sygnalizują, że czegoś takiego jeszcze nie widziały. Później okazało się, że oprogramowanie całkiem nieźle radzi sobie z zamazywaniem tablic rejestracyjnych pojazdów oraz twarzy ludzi na publikowanych zdjęciach. Dodatkowym zabezpieczeniem stała się możliwość zgłoszenia takiej treści bezpośrednio z poziomu oglądanej w przeglądarce mapy.

Choć świat oglądany z perspektywy ulicznego widoku nie jest może arcydziełem grafiki trójwymiarowej, bez wątpienia przyzwyczailiśmy się już do niego. Mało tego – stał się on całkiem przyzwoitym uzupełnieniem mapy zwykłej i internetowej. Skomplikowany dojazd w nieznane miejsce można sobie wpierw przećwiczyć przy pomocy przeglądarki, zapomniany szczegół, znak drogowy czy detal krajobrazu zawsze można wywołać z globalnej sieci. W oczywisty sposób pojawiły się przeróżnego autoramentu społeczności: wyszukujące niecodzienne widoki, dzielące się informacjami o swojej miejscowości, budujące z pojedynczych fotografii prawdziwe mozaiki rzeczywistości. Współczesny Al Bundy mógłby podróżować po Europie w sposób znacznie bardziej realny – w końcu niemal cały kontynent (poza Ukrainą i kilkoma białymi plamami w Niemczech czy Austrii) ma już swoje zdjęcia. Owszem - jedynie tam, gdzie jest droga, bo tylko w takich punktach samochód Google mógł się pojawić. Nie zmienia to jednak faktu, iż totalna operacja totalnie działającej firmy udała się i wspomogła cały szereg sfer ludzkiej działalności: turystykę, transport, wiedzę krajoznawczą, zarządzanie oraz tysiące konkretnych działań konkretnych ludzi, którym jakiś widok nagle był potrzebny. Street View jest też niezłą metaforą modelowej akcji opisywanej korporacji. Fotografujemy. Po co? Nie wiadomo. Ważne, że fotografujemy wszystko, powód znajdzie się później.

internet - felietony


polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube