internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Stoliczku nakryj się

Po raz kolejny możemy obserwować jak bajka o odwiecznym marzeniu człowieka staje się rzeczywistością. To prawdziwa magia – czegoś nie ma, wypowiadamy zaklęcie i to coś już jest. Jak większość zaczarowanych produktów na etapie wdrożenia samonakrywający się stoliczek jest nieco wadliwy. Póki co bowiem ich asortyment dzieli się na dwa rodzaje: rodzaj który śmierdzi (wydaje nieprzyjemny zapach) oraz taki, który nie śmierdzi. Ale fakt zostaje faktem, mamy już urządzenie - zwane drukarką trójwymiarową - przy pomocy którego możemy sobie wydrukować wszystko. No – może na razie prawie wszystko. Drukarka 3D jest nawet w dużym stopniu podobna do takiego zwyczajnego, prostego stoliczka. Tyle, że potrafi się sama nakryć.
 
 Cena trójwymiarowej drukarki niczym nie różni się od ceny dwuwymiarowej drukarki laserowej sprzed dziesięciu lat, są nawet modele, za które zapłacić trzeba znacznie mniej. 3D printery obecne są w sklepach oraz w internetowych systemach aukcyjnych, pojawiły się też firmy przyjmujące zamówienia na druk tego i owego. Ale dawno nie mieliśmy przed sobą urządzenia peryferyjnego, które wzbudzałoby tak skrajne emocje. Z jednej bowiem strony trwa wyścig najtęższych umysłów, by toto uczynić czymś więcej niż producentem bibelotów. Kanadyjczycy postanowili zrobić więc najmniejszą drukarkę 3D na świecie: ma mieścić się w kieszeni oraz kosztować mniej niż sto dolarów. W Republice Południowej Afryki zainwestowano w projekt skrajnie odmienny: największa drukarka na świecie będzie drukować kompletne samoloty. Może w szaleństwie tym jest odrobina przesady, bo wszak każdą zautomatyzowaną w pełni halę produkcyjną samochodów, w której pracują wyłącznie automaty można uznać za drukarkę: to tylko kwestia wykładni.
 
 Lobby przeciwników wielowymiarowego drukowania pokazuje palcem niejakiego Cody Wilsona. Jakiś czas temu Cody wydrukował sobie pistolet, z którego można było bez problemu wystrzelić najzwyklejszy w świecie, ostry pocisk. Po operacji takiej stworzona z typowego, plastikowego materiału broń nie nadawała się już do niczego, ale ambitny drukarz niebawem stworzył coś, co wytrzymuje kilkanaście wystrzałów z rzędu. Inni malkontenci mówią, że przestępca będzie mógł sobie bez trudu wydrukować kluczyk do kajdanek, jeszcze inni – powołują się na dość niepokojący proceder pobierania plików do wydruku wydłużonych magazynków karabinu szturmowego. Falanga zwolenników druku 3D także nie próżnuje: pewna projektantka mody zamiast kreacje szyć – powierza ich wykonanie drukarce. Efekt jest całkiem przyzwoity a pokazy przyciągają nie tylko fanów kobiecej mody, ale i wielbicieli nowoczesnych technologii. Na wiele liczy także NASA – już w przyszłym roku jedna z drukarek ma powędrować na orbitę okołoziemską, by tam pomagać astronautom w chwilach dobrych i złych (z planowaną przewagą tych ostatnich). Kiedy potrzebny będzie jakiś detal lub nietypowe narzędzie (którego nie zabrano w przestrzeń kosmiczną) sprawę załatwi drukarka. Na powierzchni planety już nie raz udało się właśnie w ten sposób rozwiązać skomplikowany problem: do kolejnej internetowej legendy przejdzie zapewne przypadek uratowania małego pacjenta przy pomocy druku trójwymiarowego. Pod koniec 2011 roku kilkutygodniowe dziecko dotknięte niedorozwojem pierścieni chrzęstnych wymagało zastosowania ręcznie wykonanej, specjalnej, precyzyjnej szyny poprawiającej drożność oskrzeli. Zamiast czekać na realizację skomplikowanego zamówienia amerykańscy lekarze po prostu wydrukowali element na trójwymiarowej drukarce.
 
 Joshua Pearce z Michigan Technological University rozprawił się z kolejnym mitem o drukowaniu przedmiotów – do badań wybrał dwadzieścia standardowych, używanych w każdym gospodarstwie domowym przedmiotów. Okazało się, że koszt ich wydrukowania bardzo często jest znacznie niższy, niż cena zakupu w tradycyjnym sklepie. Kolejnym etapem rozwoju mają być (działające już podobno) drukarki, które potrafią drukować następne drukarki – zupełnie jak u Lema. No a później przyjdzie pora na prawdziwe stoliczki nakrywające się autentycznym, prawdziwym jedzeniem. W końcu to podobno tylko kwestia tonera.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies