internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Kubeł wody

Gdy ponad rok temu w północnej części Stanów Zjednoczonych akcja znana pod hasłem Ice Bucket Challenge zaczęła dopiero raczkować, wydawało się, iż nad Wisłą wielkiej kariery nie zrobi. W końcu jesteśmy narodem, który wśród swoich ludowych mądrości umieścił tezę, iż kubeł zimnej wody na głowę to nic dobrego. Prawdę powiedziawszy wyzwanie lodowatego wiadra miało swoich krytyków na wszystkich kontynentach. Jedni twierdzili, że można się od tego przeziębić. Inni dowodzili, że poważny problem społeczny trywializuje się i sprowadza do poziomu niespecjalnie mądrej zabawy. Trzecia (i najliczniejsza) grupa wiadrosceptyków prezentowała opinię, iż to w gruncie rzeczy zabawa dla tych, którzy usiłują za wszelką cenę zaistnieć i zrobią wszystko, by ludzie tylko zechcieli na nich spojrzeć (a jeszcze lepiej – o nich mówić).
 
 Wyzwanie wiadra z lodowatą wodą polega na tym, iż człowiek popiera zbiórkę pieniędzy na szczytny cel - w wersji najbardziej popularnej – zwalczanie choroby stwardnienia zanikowego bocznego, choć środki w sposób ten pozyskiwano także na walkę z rakiem czy wsparcie rodzin strażaków poległych na służbie. By swe poparcie udowodnić wylewa sobie na głowę kubeł lodowatej wody lub (względnie oraz) wpłaca na cel charytatywny jakąś kwotę. W klasycznej amerykańskiej wersji oblany przekazuje darowiznę w wysokości 10 dolarów, jeśli oblać się nie chce – płaci dolarów 100. W nagrodę może do identycznego zadania nominować kolejne, dowolnie wybrane osoby, które po zimnym prysznicu nominują następnych. Ten specyficzny łańcuszek świętego Antoniego oglądać można później na zamieszczonych w internecie filmikach.
 
 Akcji bez wątpienia należy oddać sprawiedliwość: w końcu ALS Association - amerykańska organizacja pozarządowa finansująca badania i leczenie pacjentów z dolegliwością stwardnienia zanikowego bocznego zebrała już w lodowaty sposób ponad sto milionów dolarów i bez wątpienia przyczyniła się do szerzenia wiedzy na temat tej choroby. Bez cienia wątpliwości należy też dać odpór pierwszej grupie krytykantów, którzy wskazują na możliwość zapadnięcia na zupełnie inną chorobę po oblaniu się zimną wodą. W końcu nawet niespecjalnie inteligentny człowiek potrafi sobie przekalkulować, czy zimna woda wylana na głowę uczyni mu jakąś szkodę, czy też nie. No i przecież na ogół nie czyni, bo jakoś nie słychać o podwyższonej śmiertelności wśród uczestników Ice Bucket Challenge. Słuszności nie ma także druga grupa: to jeden z niewielu przypadków, gdy środki zostają uświęcone przez cel, choć przydałoby się nieco ostrożności na przyszłość. Nie każdy (być może) chciałby obudzić się w świecie gdzie ofiary huraganu wspomagane są poprzez zabawne policzkowanie koleżanki a chorzy na nieuleczalną chorobę dostają wsparcie dzięki podskakiwaniu celebryty na jednej nodze. Okazuje się jednak, że nieco racji należy przyznać grupie trzeciej – tej marudzącej o celebrytach, zaistnieniu za wszelką cenę i nieśmiertelnym lansie.
 
 Wodę na ich młyn – zupełnie niechcący i nieświadomie – wylał nikt inny jak zasłużony działacz piłkarski Zdzisław Kręcina. Działacz ów właściwie w ogóle nie powinien brać udziału w tego typu zawodach, bo i dziennikarze, i kibice wylali na jego głowę tyle kubłów zimnej wody, że jeden mniej, czy jeden więcej żadnej różnicy mu nie zrobi. Filmik byłego dyrektora z Polskiego Związku Piłki Nożnej jest imponujący. Zamiast brać wiadro i lać Kręcina z iście prezesowskim zacięciem (oraz nadęciem) przemawia do kamery. No i nie on leje. Zadanie to powierzono specjaliście od wspinaczki, który fachowo opuszcza się na linie z dachu, by po pokonaniu kilku metrów oblać wreszcie Zdzisława zimną wodą. Jeśli komuś wydaje się, że działaczowi wystarczyła jedna kamera – jest w błędzie. Filmik zawiera efektowne zwolnienia zwane w języku sprawozdawców riplejami, kilka zróżnicowanych kadrów z różnych kątów widzenia. Zaryzykować można twierdzenie, iż obraz wyreżyserował zawodowiec, co dziwić nie powinno: wszak Zdzisław Kręcina wystąpił w filmie „Poranek kojota” i – bez wątpienia – zna odpowiednich ludzi. No i teraz już wiemy: jest fajny, bo oblał się wodą a w dodatku potem był mokry. Jeżeli ktoś ma zamiar zapoczątkować jakąś nową celebrycką modę – podpowiedź nasuwa się sama. Może teraz walnąć się w głowę pustym wiadrem? Ale tak, żeby zahuczało.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies