internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Królewna

Autor licznych antybaśni napisał onegdaj opowiadanie o królewnie. Niemal cały tekst zajmują opisy powabów dziewczyny: piękna była, zgrabna no i w ogóle. Ostatnie zdanie burzyło jednak wizerunek bohaterki, bo rycerz który zagadnął ją uprzejmymi słowy usłyszał z karminowych ust krótki, dosadny i wulgarny wyraz. Morały z przypowieści płynąć miały dwa: pierwszy – że nie ma to jak zaskakująca puenta oraz drugi, mówiący iż trudno znaleźć prawdziwą, stuprocentową pod każdym względem królewnę. Królewną jednakowoż może być także elektronicznie przesłany  list.
 
List przesłany elektronicznie do niżej podpisanego pochodził od instytucji, która jest królewną wśród polskich placówek naukowych – Polskiej Akademii Nauk. Piękny był to e-mail ponad ludzkie wyobrażenie. Opowiadał o inicjatywie zwanej Korpusem Języka Polskiego, którą wspólnie z równie zasłużonymi Uniwersytetami PAN podjął. Akademia Nauk jest polska, Korpus – również polski, nic więc dziwnego, że z listu przebijała troska o dobro polskiego języka. Niżej podpisanego proszono w grzecznych słowach, bo wyraził zgodę na włączenie do Korpusu tekstów obecnych na jego portalu – po to, by naukowcy, specjaliści językoznawcy oraz zwyczajni ludzie mogli zapoznać się z nimi, analizować je i wyciągać korzystne dla języka wnioski. Powiało szopenowską nutą, Rejtanem, Samosierrą a nawet Norwidem.
 
Niżej podpisany bardzo się wzruszył z kilku powodów. Najpierw dlatego, że między innymi jego wieloletnia praca (jak się okazuje) jest potrzebna nawet Akademii Nauk. Później – z powodu niewątpliwej promocji wielu tarnogórskich i arcyciekawych tekstów, bo dotarło do niego, że za sprawą Korpusu w świat pójdą wprowadzane mozolnie słowa napisane przez Józefa Piernikarczyka czy Jana Nowaka. Że do szeroko rozumianego czytelnika trafią przepiękne frazy osiemnastowiecznej polszczyzny wypowiedziane przed wiekami w tarnogórskim kościele Piotra i Pawła do świętej Barbary. Po zapoznaniu się ze stroną www Korpusu ucieszył się jeszcze bardziej, bo – póki co – w odniesieniu do Tarnowskich Gór dostępne były tam głównie notatki ze stalinowskiej prasy. Wynika z nich albo to, że tarnogórscy kolejarze o niczym tak nie marzą, jak o tym, by przejechać się pociągiem do Związku Radzieckiego, względnie że rozsadza ich radość z powodu zbliżającej się rocznicy Manifestu Lipcowego. Dodanie do bazy tekstów będących w posiadaniu niżej podpisanego mogłoby więc przywrócić proporcje normalności w postrzeganiu grodu gwarków na świecie oraz poprawić notowania kolejarzy. Na sam koniec podpisany ucieszył się, że wzrośnie kultura języka polskiego, bo prywatnie uważa, że jest o co walczyć, zaś zaprzęgnięcie do roboty technologii sieciowych to wyjątkowo dobry kierunek rozwoju. Nic nie robił sobie z faktu, że Akademia z instytucjami towarzyszącymi wysmarowała już na stronie ofertę mówiącą o płaceniu za dostęp do powstałej z tekstów bazy danych. Zlekceważył dziwny dopisek, iż przekazany materiał może być sprzedawany w różnych postaciach. A co tam, najważniejsze by język był polski, czysty i bez żadnych niepotrzebnych, obcych naleciałości. Raz jeszcze zagłębił się w lekturę maila, bo rzeczy o wysokiej estetyce należy smakować jak najdłużej.
 
Piękne to wszystko było, i może nie miałoby szekspirowskiego zakończenia, gdyby nie ostatnie zdanie listu od pani z PAN: - Jeżeli pan się zgadza – prześlę DRAFT umowy. Rycerzowi opadła szczęka. Najpierw pomyślał, że mogło być gorzej, w końcu da się też napisać „wysenduję draft egrimentu” a średnio inteligentny osobnik także powinien się domyślić czynności wysyłania projektu umowy. Później – nieco oszołomiony – odpisał krótko: - Dobra, Pani prześle ten draft. Potem w oczekiwaniu na draft założył trencz i udał się na lancz pełen najgłębszego przekonania, że znacznie łatwiej dziś o zaskakującą puentę niż o stuprocentową królewnę.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies