internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Jak zostać hakerem

Współczesny świat stawia przed nami coraz większe wymagania. Aby zostać nauczycielem, elektrykiem czy choćby zwyczajnym kafelkarzem należy koniecznie przez wiele lat zdobywać wiedzę, później potwierdzić ją stosownymi egzaminami, no i dokształcać się (najlepiej na okrągło). Potem są kursy doskonalące, okresowe badania przydatności i inne świństwa. Jeśli jednak wierzyć internetowi, mamy zawód, który właściwie nie wymaga żadnego zachodu, zaś jego zdobycie wiąże się z niesamowitymi wprost profitami nie wspominając nawet  o powszechnym uznaniu. Profesja to na wskroś nowoczesna, lansowana w filmach krajowych i zagranicznych, prawdziwe zajęcie godne człowieka XXI wieku czyli hakerstwo.

Hakerstwa nauczyć się można w jedną noc, no – góra dwie. Tak przynajmniej twierdzą kolesie z Kwidzynia prowadzący sieciową szkołę hakerów; warunkiem koniecznym by hakerem zostać jest wpłacenie wymienionym  kolesiom 137 złotych, za co otrzymujemy podręcznik hakera, dwie płyty CD hakera, dostęp do forum hakera oraz możliwość wysłania pięciu maili do kwidzyńskiego hakera – profesora. Dodatkowym bonusem jest szansa – za dodatkową opłatą – na otrzymanie certyfikatu łudząco przypominającego pięćdziesiąt złotych sprzed pięćdziesięciu lat. Certyfikat taki można sobie potem powiesić nad łóżkiem obok zdjęcia swojego aktualnego idola.. Wzruszające są opowieści adeptów szkoły – jeden taki już w dwie godziny po otrzymaniu zestawu hakera przechwycił rozmowę swojej dziewczyny prowadzoną przy pomocy komunikatora sieciowego, przez co związek z niewierną się rozpadł, a on – haker wpadł w czarną rozpacz.

Absolwenta (z certyfikatem lub nawet bez) czeka łatwy zarobek, bo jak pisze jeden z hakerów: prawie każdy ziom na osiedlu bardzo chętnie zapłacił mi 100 zł za zabezpieczenie jego kompa - wiecie przecież, jak zabezpiecza się przed tym atakiem w pół minuty, ale taka rada (jeśli chcecie tak zarabiać jak ja) - udawajcie że to bardzo skomplikowane. Teraz niech sobie każdy policzy ilu ma ziomów na osiedlu i pomnoży ową liczbę przez 100 – tyle właśnie zarabia haker. Od razu widać, że lepiej być hakerem na osiedlu dużym, bo na osiedlu małym ziomów jest mniej. Zresztą (co często pokazują w filmach) nawet jak ziom nie zapłaci, to prędzej czy później na kolanach przypełzną do hakera policjanci, którzy bez niego nie są w stanie zalogować się do poczty na Onecie. A wiadomo – policja płaci najlepiej, zwłaszcza chudym hakerkom granym przez Fraszyńską.

Hakerem można zresztą zostać za znacznie mniejsze pieniądze, miesięcznik „Hacking” czy czarna koszulka z białym napisem „Haker” to wydatek zaledwie kilkunastu złotych. Ale co tam – da się nawet za darmo, ponieważ hakerskie zajęcia wciąż poszerzają swój obszar znaczeniowy. Może haker to ktoś taki, kto na swojej stronie www wkleja bezpośrednie odwołanie do cudzego pliku graficznego? Albo zawarł znajomość z jakimś chomikiem? Względnie – nabija sobie oglądalność strony publikując w serwisach społecznościowych informację o tym, że ktoś znany właśnie zmarł? Jeśli tak, to mamy w całkiem przyzwoitą populację hakerów: także na stronach poważnych firm, a nawet urzędów. No i faktycznie – kwalifikacji do tego nie trzeba żadnych.

Może haker to ten gość, który od siedmiu lat wysyła mi mailowe zaproszenie na tajemniczą konferencję o współpracy polsko – ukraińskiej, albo równie tajemniczy Jan Kowalski podrzucający od czasu do czasu uaktualnioną listę Żydów? Można zaczytywać się bieżącymi informacjami się o phisingu, crackingu, phreakingu i wielu innych ingach, poznać libertariańskie kultury wczesnego internetu z bardzo poważnych dzieł, ale na nasz własny użytek powinniśmy jednak pojęcie hakera mocno rozszerzyć. Elementy wyłudzania, włamywania, przekłamywania czy pospolitego robienia w konia znaleźć można w globalnej sieci na każdym kroku. Tylko że cała sprawa nie  potrzebuje metod programistyczno – sieciowych, wyrafinowanego software'u ani geniusza w t-shircie. Nasz hacking codzienny to raczej gra w durnia, sprzedawanie kota w worku, piasku na pustyni, obiecanki – cacanki i certyfikat z Kwidzyna. Tylko musimy udawać, że to bardzo skomplikowane.



polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - Google+