internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Wszystko się może

Filozofia strachu przed przyszłością nie tylko ma swoją odwieczną symbolikę – wyrażoną chociażby za pomocą arki Noego – ale i cały zestaw haseł: „przezorny zawsze ubezpieczony” czy „wszystko się może zdarzyć” to tylko niektóre z nich.  Z przekonania, że dobrze to już było i może być wyłącznie gorzej można jednakowoż zrobić także sposób na życie lub sposób na ekspresję własnej osobowości zwany potocznie hobby. W sferze ruchów hobbystycznych obserwowanych przez nas wszystkich w internecie ostatnimi czasy to właśnie czarnowidztwo (i reakcja na nie) jest obszarem, gdzie widać bardzo wyraźny wzrost.
 
Opisywane zjawisko nazwano domowym survivalem; na licznych stronach i blogach można więc zapoznać się ze wszystkim, co w najbliższym czasie może nam zagrozić. Zagrozić może nam co najmniej pięć różnych kataklizmów: totalna awaria prądu w związku z burzami słonecznymi, chaos wywołany kryzysem gospodarczym, pandemia, nieurodzaj oraz wyczerpanie się złóż ropy naftowej. W zależności od konkretnego zagrożenia należy podjąć różne działania, choć wiele elementów mamy wspólnych – to kształcenie w dziedzinie przetrwania, stosowne zakupy oraz ewakuacja. W sprawie ewakuacji zdania są podzielone – znaczna część zainteresowanych uważa bowiem, że bezwzględnie należy uciekać do lasu. W lesie nie grożą nam indywidua zajmujące się rabowaniem sklepów (bo nie ma sklepów) – są za to liczne możliwości zaspokojenia swoich potrzeb – na przykład żołędzie. Autor jednego z blogów przygotował nawet stosowny poradnik, w którym czytamy, iż żołędzie do jedzenia należy zbierać z ziemi – nie z drzewa – ponieważ te, które spadły mają mniej tanin. Później trzeba wydobyć środek z łupiny i utrzeć go na mąkę, którą wsypujemy do bawełnianej tkaniny, na przykład podszewki od poduszki.
 
Przeciwnikiem ewakuacji do lasu jest jednak prawdziwy guru domowego survivalu, niejaki Jack Spirko, były amerykański żołnierz, który zdążył już nagrać pół tysiąca audycji podcastowych na interesujący nas temat. Pan Spirko uważa, iż bezpieczniej jest w mieście – oczywiście pod warunkiem, że najpierw zaopatrzymy się odpowiednio. W polskich warunkach oprócz zakupów łatwych do przewidzenia (cukier, mąka) należy zrobić też poważne inwestycje w towary oferowane on – line. Prawdziwą skarbnicą – zawierającą wszystko co trzeba – są sklepy z artykułami wojskowymi gdzie można kupić scyzoryki MCGywera, latarki, namioty, zestawy do oczyszczania wody a dla krańcowych pesymistów przygotowano nawet blaszane nieśmiertelniki ułatwiające identyfikację zwłok.
Przygotowany survivalista musi mieć ogródek, w końcu to najlepsze źródło pożywienia. Wśród sieciowych porad dotyczących ogródka znajdujemy i takie, które uczą nas jak ów ogródek zamaskować. Maskowanie polega na robieniu nierównych grządek czy utrzymywaniu odpowiedniej ilości chwastów, tak przygotowana uprawa nie rzuca się w oczy i nie będzie w przyszłości obiektem ataku złodzieja epoki kataklizmu. Ważne jest też hodowanie roślin, z których łatwo możemy uzyskać alkohol będący przecież całkiem dobrym środkiem płatniczym w dobie globalnej katastrofy (nieźle sprawdza się też złoto – byle nie w sztabach, a w łańcuszkach czy pierścionkach).
 
Nie ulega wątpliwości, że lektura stron survivalu domowego jest frapująca, choć bywają momenty, gdy nie można powstrzymać się od serdecznego śmiechu. Czasem dostajemy gęsiej skórki – jak przy sugestii, by koniecznie zaopatrzyć się w solidną broń palną i pokaźną skrzynię amunicji. Niezależnie jednak od tego, czy katastrofa (w dowolnej odmianie) nastąpi, czy też nie – warto stosowną porcję takiej wiedzy posiąść: przydaje się ona nie tylko na wypadek powodzi czy pożaru, ale i w zwykłych, życiowych sytuacjach. Wciąż jesteśmy krajem, gdzie umiejętność udzielania pierwszej pomocy ofiarom wypadków jest wyjątkiem, a nie regułą. Wciąż przetrwanie polityczne ważniejsze jest od przetrwania fizycznego na wielu szczeblach władzy. Samo sieciowe hobby z pewnością nikomu nie zaszkodzi, zwłaszcza że sztandarowa witryna survivalistów z rozbrajającą szczerością jako pierwszy punkt na liście utrudnień wywołanych katastrofą wymienia  brak prądu, a co za tym idzie „zero komputera i internetu”. I to dopiero jest prawdziwy dramat.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies