internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Oswajanie misia

Jeśli wierzyć temu, co na kartach „Cmentarza w Prace” zapisał Umberto Eco, na każdych dziesięciu członków organizacji spiskowej przypada trzech konfidentów, sześciu głupców oraz jeden człowiek niebezpieczny. O ile głupców zostawimy (bo tak powinno się czynić) w spokoju, o tyle dziwić może proporcja między inwigilującymi a inwigilowanym. Jeśli bowiem tak sprawy się mają - żadna organizacja spiskowa nie jest w stanie zrobić praktycznie nic groźnego, bo zanim skonstruuje bombę czy też wyprowadzi ludzi na ulicę – agenci wkroczą do akcji. Totalitarna władza często nawet inspirowała przeróżne organizacje wymierzone w nią samą: rozdawała karty, bo miała w rękach wszystkie narzędzia związane z przepływem informacji. Ale już nie ma.

Arabska wiosna internetowa (2010 – 2013) dowiodła ponad wszelką wątpliwość, że  - pomijając źródło konfliktów – nie da się już tradycyjnymi, totalitarnymi metodami wyeliminować protestów ulicznych. Nawet tysiące buszujących w serwisie społecznościowym agentów nie pomoże, gdy ludzie mają poważny powód, by protestować przeciw władzy. Facebookowych rewolucji nie da się zatrzymać, bo nagle tysiące ludzi znajdują się w tym samym miejscu, bo skorzystały z nowego, sprawnego narzędzia samoorganizacji. W połączeniu z siłą tradycyjnych mediów uzyskaliśmy w ten sposób huragan, który był w stanie zmieść z powierzchni ziemi niejednego dyktatora. Lecz i demokracje zaczynają przed internetem drżeć: każdy błąd może być wykorzystany przeciw rządzącym. Podpisanie międzynarodowej umowy bez konsultacji, gubienie się w zeznaniach oraz – co tu dużo mówić – zwyczajne mataczenie przekładają się i w Polsce na tak zwane kryteria uliczne. Teraz proces ten oglądać możemy na przykładzie Rosji, za miesiąc zapewne rozpocznie się on w Grecji. Z czasem przyzwyczaimy się do internetowych rewolucji, protestów, wystąpień.

Nauczyliśmy się traktować globalną sieć jak miłego, pluszowego misia: misia – zabawkę. Pooglądamy demoty (bo są śmieszne), pogadugadamy z psiapsiółką, zerkniemy na Onet, zobaczymy na YouTube jak gimnazjalista rozpędza się i uderza w ścianę. Pogramy sobie w jakąś przeglądarkową grę, potem sprawdzimy prognozę pogody i pełni przekonania o dobrze spełnionym obowiązku rozpoczniemy seans ulubionego serialu telewizyjnego. I tak właśnie – jak głupią, niepoważną przytulankę traktowali sieć politycy: raz opowiadając o pornografii, innym razem – o piciu piwa przed monitorem. Są jednak pełne grozy chwile, kiedy przytulanka zamienia się w potwora i gryzie - a wiemy już, że potrafi także zagryźć na śmierć. Władza staje więc przed kamerami, uśmiecha się robiąc minę „nic-z-tego-nie-rozumiem” i tłumaczy. No i chce rozmawiać: nie za bardzo wiedząc z kim, o czym oraz po co. Sezon na misia ogłoszono w skali globalnej, krajowej i lokalnej – tarnogórskiej. Gdy na forum dyskusyjnym radny zaproponował dyskusję o miejskiej strategii, dialog został przez internautów podjęty, z dość bolesnym dla samego dokumentu skutkiem. Nie udało się także (może to i lepiej) zaprosić dyskutantów na spotkanie do ratusza. Cóż – wszyscy najpierw musimy się nauczyć żyć z misiem, wypracować metody, podjąć dialog. Bo misia trzeba oswoić z każdej strony, powinni zrobić to i radni, i autorzy dokumentu i – wreszcie – sami obywatele.

Wielcy teoretycy sieci już wiele lat temu wieszczyli nadejście ery demokracji zupełnie nowej jakości. Nie obyło się bez porównań do demokracji ateńskiej, zwłaszcza w odniesieniu do możliwości wypowiedzenia się każdego obywatela czy pełnego uczestnictwa w podejmowaniu decyzji. Wielu spodziewało się, że narzędzia teleinformatyczne poprawią frekwencję wyborczą i pozwolą na pełniejszy udział w sprawowaniu władzy. Rzeczywistość nie jest jednak aż tak prosta, co pokazują bieżące przykłady - lud odezwie się dopiero wtedy, gdy sprawa będzie naprawdę poważna. Gdy poczuje się zagrożony w swoich prawach lub zauważy wyraźne lekceważenie obowiązków przez rządzących. Będzie miał narzędzie, nie zawaha się go użyć i załatwi co trzeba. A potem miś na powrót stanie się przesympatycznym, niegroźnym pluszakiem. Drodzy Państwo – nie lekceważcie misia.

internet - felietony


polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube