internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

E-felieton

Głoska „e” z języku polskim odgrywa rolę szczególną – występuje bowiem w wielu, często najmniej oczekiwanych miejscach. Gdy w wypowiedzi zastanawiamy się nad czymś (i w związku z tym tworzymy tak zwany wypełniacz akustyczny), wyraźnie słychać długie „eeeee”. Dzięki wypełniaczowi łatwo zresztą rozpoznać dziś, kto z nas brał udział w emigracyjnej bitwie o Anglię (tak na marginesie – mowa o jedynym od czasów Wilhelma Zdobywcy udanym desancie na Wyspy Brytyjskie w wykonaniu polskich pracowników). Jeśli ktoś dłużej popracował w Anglii czy Szkocji, zastanawia się nie przy pomocy „e” (bo tam głoska ta znaczy coś konkretnego) lecz „a”. A dzięki internetowi oraz nowym technologiom od jakiegoś czasu „e” ma jeszcze jedną, istotną funkcję.

Ów „jakiś czas” można określić dokładniej, bo pierwsze z e-słów pojawiło się około roku 1971. Wtedy to list elektroniczny zaczęto nazywać e-mailem. Być może już wtedy powinno się użyć raczej litery „d”, bo przecież mamy dziś podział na media elektroniczne (tradycyjne: telewizja i radio) oraz cyfrowe – jak internet. „Digital” byłoby więc znacznie bardziej na miejscu, jednak – przynajmniej w Polsce – litera „d” nie cieszy się specjalną estymą. Za przykład posłużyć może nazwa niegdysiejszego programu telewizyjnego dla dzieci noszącego szumny tytuł „Małych Wiadomości DD”, które w zamyśle miały być „dla dzieci” ludzie jednak tłumaczyli sobie nazwę tę zgoła inaczej. E-mail wzbudza emocje nawet dziś, bo choć niby wiemy jak go zapisać, ciągle pojawiają się wątpliwości: a to w odniesieniu do konstrukcji biernika, a to wobec nazywania czynności mailowania.

Pokłosiem przeprowadzonych w połowie lat dziewięćdziesiątych badań był wniosek, iż w języku polskim mamy kilkanaście rzeczowników z przedrostkiem „e”. Gdy badania powtórzono piętnaście lat później, doliczono się już kilkudziesięciu takich wyrazów, choć – prawdę powiedziawszy – ile ich jest, nie wie nikt. Stały się swoistym wytrychem, którym otwieramy równoległy do rzeczywistego świat przeróżnych sieciowych czynności. Idziemy więc do e-banku, by zrobić e-przelew wpadając po drodze do e-sklepu. Aby zdobyć zawód możemy posłużyć się e-nauką (zwaną często e-learningiem), po czym zostać e-marketingowcem względnie e-piarowcem. Po robocie możemy w e-księgarni kupić e-książkę do czytania lub w e-pizzerii zamówić coś do zjedzenia. Gramy w e-gry, umawiamy się na e-randki nie wspominając nawet o tym, że jest coś takiego jak e-seks. Czasem powstają prawdziwe ciekawostki – jak e-tailing, nie tylko posługujący się przedrostkiem, lecz wykorzystujący podstawę zapożyczoną z wyrazu „retail” i oznaczający sprzedaż detaliczną. „E” może być zresztą niemal wszystko, na co dowodu dostarcza obecna w programie telewizyjnym e-babcia. E-babcia czyta e-maile od swoich fanów i odpowiada na nie w sposób nad wyraz nowoczesny (produkując e-odpowiedzi). Wie jak zaprawić ogórki (bez „e”) albo zbić gwoździami ramkę (także pozbawioną prefiksu).

Nowoczesny przedrostek stanowi dowód na wszechobecny wpływ języka angielskiego. Dotychczas obowiązującą zasadą była bowiem pisownia łączna – bez dywizu zwyczajowo nazywanego myślnikiem, to mowa Szekspira dodała nam kreskę. Kiedy jednak specjaliści określający kierunki rozwoju polskiej mowy zgodzili się na znak między prefiksem a słowem mail, ich cierpliwość się wyczerpała. Krytykują więc stosowanie dużej, drugiej litery – tak jak w wyrażeniu eBusiness. Są za to niekonsekwentni w sprawie pisowni e-kartki: często można spotkać się z opinią, iż „ecard” to forma poprawna. W przeróżnych formach przedrostek zawędrował do adresów domenowych i – gdyby nie Google – moglibyśmy się w całej sprawie mocno pogubić. Gąszcz e-problemów e-językowych pogłębia się jeszcze bardziej, gdy uzmysłowimy sobie, iż podobne aspiracje może mieć prefiks „i” albo nawet przyrostek 3D, bo w sprzedaży pojawiły się już trójwymiarowo sygnowane batony. Kiedy w naszej skołatanej głowie zaczną rodzić się prawdziwe wątpliwości co do prawidłowej pisowni tego, czy owego możemy jednak sięgnąć do kolejnej roli magicznej głoski „e”: tym razem oznaczającej podszyte zniecierpliwieniem machnięcie ręką. Eeeeeeeee.

internet - felietony


polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube