internet
internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Co łaska

Próżno zawodu tego szukać na listach zarobków przeróżnych profesji – a szkoda. Tak się bowiem składa, że kojarzony z ubóstwem żebrak wcale nie musi być ubogi: nazywany najbogatszym żebrakiem świata niejaki Irwin Corey mieszka w nowojorskim apartamencie wycenionym na 3,5 miliona dolarów (choć sumy tej nie wyżebrał, a uprzednio zarobił). W Krakowie żebrze kobieta będąca właścicielką kilku kamienic, zaś amerykańskim policjantom szczęki zjechały na sam parkiet, gdy usłyszeli, że przesłuchiwany osobnik rocznie zarabia 60 tysięcy dolarów czyli dwa razy więcej niż oni sami. Specjaliści zarobek polskiego żebraka szacują na 200 do 500 złotych dziennie, choć oczywiście sprawa jest wrażliwa. Nie jest intencją niżej podpisanego hamowanie ludzkiej hojności (o nie), nie jest też prawdą, że wszyscy żebracy opływają w luksusy i nasze pieniądze nie są im potrzebne. Chodzi jedynie o to, że w internecie żebractwo też przecież jest. I ma się dobrze.

Udzielanie jałmużny wpisano w nakazy religijne, zjawisko żebrania samo wpisało się w krajobrazy miejskie i wiejskie. Po prostu jest: tak też było w globalnej sieci, bo konia z rzędem temu, kto wskaże pierwszego internetowego żebraka. Przyjmuje się – co prawda – że palma pierwszeństwa należy się pani Karyn Bosnak z Chicago, która realizując dość nieudaną karierę telewizyjną dorobiła się onegdaj  sporego długu: chodziło o 20 tysięcy dolarów na kredytowym kawałku plastiku. Ze swojego problemu udało jej się zrobić problem publiczny, na stronie www ogłosiła wszem i wobec, że jest fajną kobitką, wpadła w kłopoty i należy jej pomóc (sposób na fajną kobitkę jest do dziś obecny w sieci). Ludzie pomogli – w czasie dwudziestu tygodni zadłużenie spłacono, Karyn zaś zaczęła pisać książkę w której – co prawda – przedstawia się jako zakupoholiczka (sposób na zakupoholiczkę do dziś jest obecny w sieci) o dość znamiennym tytule „Pomóc Karyn. Wyprawa zakupoholiczki do długu i z powrotem”. Opowieść ma piękny finał: okazało się, że wirtualna żebraczka nie tylko potrafi doskonale pisać, ale kwotę równą sumie legendarnego już zadłużenia przekazała na cel charytatywny.

Metoda nie zmieniła się od zarania dziejów: żebrak opiera się na mikropłatnościach – pobiera drobne grosze, które nas nie zubożą, a komuś pomóc mogą. Podobieństw jest zresztą całe mnóstwo: mechanizm wzbudzenia współczucia, dokumentacja swojego tragicznego położenia (z publikowaniem skanów dowodu osobistego włącznie) oraz tak zwana gra w szczerość (sposób na szczerość do dziś obecny jest w sieci). Szczerość momentami bywa rozbrajająca, bo ktoś zbierający datki na remont własnoręcznie rozbitego, wziętego bez pozwolenia samochodu ojca z tą szczerością to raczej przesadził. Szczerość miewa oblicze brutalne wyrażające się zdaniem: - bo nie chce mi się pracować. Jak w życiu prawdziwym obecny jest mechanizm utożsamienia się z darczyńcą i wykorzystania jego poglądów. Jeden pan zbierał (na przykład) kasę na lotniczy bilet do Australii, bo – jak tłumaczył – musi uciec przed Jarosławem Kaczyńskim (sposób na Kaczyńskiego do dziś obecny jest w sieci).

Trudno określić czasem granicę między żebractwem sieciowym a oszustwem, czasem kompletnie niezrozumiałymi jawią się przeróżne mody – takie, jak proceder zbierania miejskich gadżetów przez młodocianych internautów. Nikt co prawda nie wie, po co im te wszystkie breloczki, długopisy z nadrukiem, foldery i proporczyki (choć jest teoria mówiąca coś o lądowaniu na Allegro), no ale piszą z uporem godnym lepszej sprawy. Żebrać można nie tylko na konkretne kwoty czy przedmioty – obiektem obrotu tego typu są wszak również doładowania telefonów komórkowych. Albo jakiś etat: najlepiej w telewizji (od biedy może być radio albo gazeta – byle ogólnopolska). No i jest jeszcze żebractwo informacyjne, polegające na tym, że nasz korespondent elektroniczny prosi lub żąda (sposób na żądającego do dziś obecny jest w sieci), by udzielić mu jakiejś informacji. Co gorsza, informacja ta najczęściej łatwa jest do pozyskania u wujka G., co nie przeszkadza interlokutorowi w nagabywaniu nas na wszelkie sposoby. Jeśli dowie się, że znamy Katowice, najpierw spyta, gdzie jest konkretna ulica. Potem poprosi o zamówienie hotelu (bo on ma daleko). Na koniec zaś – kiedy okaże się, że kartę kredytową ma jak Karyn w 2002 roku – mówi, że prześpi się u nas. Taka co łaska.

internet - felietony


polecane strony:

Górny Śląsk - warto odwiedzić

Antryj - gwara i kultura Górnego Śląska

Kuchnia Śląska - przepisy

Portal Powiatu Tarnogórskiego

Gwarki - tarnogórska impreza

Kici - kici: kocie sprawy

autor:

autor.jpg
Zbigniew Markowski

poczta elektroniczna
Facebook - G+ - YouTube