internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Wynalazki wyborcze

Światowy klasyk prześmiewczego felietonu - Art Buchwald zaproponował onegdaj, by w wyborach powszechnych nie oddawano głosu za jakimś konkretnym politykiem, lecz przeciwko określonemu kandydatowi. W systemie takim wygrywałaby - rzecz jasna - osoba, która otrzymałaby najmniej głosów. Felietonista był zdania, iż frekwencja w lokalach wyborczych od razu mogłaby lawinowo wzrosnąć: nic tak bowiem nie raduje człowieka, jak możliwość dokopania nielubianemu osobnikowi z pierwszych stron gazet. Pojawiające się od czasu do czasu przeróżne propozycje zmian w zasadach elekcji często przypominają postulat Buchwalda - nikt nie wie, czy zgłaszane są na poważnie, czy dla żartu.
 
Najnowszy wynalazek modyfikujący kampanię parlamentarną w polskich warunkach to zakaz reklamy wyborczej na billboardach (których wielkość przekracza dwa metry kwadratowe) oraz w mediach elektronicznych: radiu i telewizji. Nie trzeba proroka, by stwierdzić natychmiast dwa istotne fakty. Po pierwsze - zakaz w żaden sposób nie wpłynie na ograniczenie wydatków reklamowych w wyborach, bo i tak co do grosza wydane zostaną wszelkie możliwe limity. Po drugie - jedynym wielkim wygranym tej decyzji będzie Internet - to tam politycy przeniosą swoje miliony złotych. Internet zaś, jak to Internet: zamiast się ucieszyć, zaczął kręcić nosem. Najpierw wyszydził zmiany, zaraz potem pojawiły się w nim poradniki pod ogólnym hasłem "jak ominąć nowe przepisy". No bo kreatywność użytkowników nie zna granic. Nie wolno reklamować się wyborczo na dużych tablicach? Cóż z tego, skoro reklama na billboardzie wcale nie musi być wyborcza - wystarczy, że zawierać będzie wizerunek oraz nazwisko kandydata. Nie można wystąpić w spocie telewizyjnym? Pretendent nie może, ale jego żona, dziecko (lub ktokolwiek noszący to samo nazwisko) - już może. Ponieważ zasadą internetową jest zgłaszanie własnych kontrpropozycji, mamy w tej sprawie dwie różne koncepcje.
 
Koncepcja pierwsza
 Zamiast wyważać otwarte drzwi oraz szukać przez całą długość i szerokość sieci różnych - często pokrętnych czy dziwacznych sposobów zareklamowania się, być może ustawodawca powinien pomyśleć o systemie podobnym do Biuletynu Informacji Publicznej. Kandydaci mieliby wówczas obowiązek wypełnienia (oraz opublikowania) identycznego dla nich wszystkich formularza z danymi niezbędnymi wyborcy do poznania sylwetki polityka. W efekcie otrzymalibyśmy stronę www zawierającą oświadczenie majątkowe, program oraz projekt harmonogramu swoich prac po wybraniu na konkretne stanowisko, życiorysem czy listą dokonań. Osobnik zwany wyborcą miałby wówczas coś, czego często dziś brakuje: prostą, spójną, przejrzystą i porównywalną informację zamiast nadętej propagandy i public relations wątpliwych lotów. Koszt wdrożenia a także funkcjonowania systemu mógłby zostać solidarnie (według ilości zgłoszonych kandydatur) pokryty przez komitety wyborcze z ich własnych środków.
 
Koncepcja druga
A może tak pójść na całość i zabronić reklamowania samego siebie? Cała pula środków wyborczych zostałaby wówczas przeznaczona na omawianie wrednych sylwetek kontrkandydatów; uzyskalibyśmy coś na kształt monopolu politycznej reklamy negatywnej. Zamiast banerów wychwalających pod niebiosa Kowalskiego, pan Kowalski zamówiłby banery obnażające niekompetencję oraz nieudolność pana Malinowskiego, pan Malinowski - rzecz jasna - odpłaciłby mu pięknym za nadobne. W systemie takim mielibyśmy element działania obywatelskiego, bo zamiast później angażować (do sprawdzenia) antykorupcyjne służby państwowe, mielibyśmy darmowe - a przynajmniej nie za nasze pieniądze - prześwietlenie delikwenta jeszcze przed jego wybraniem. Bez wątpienia byłoby też znacznie ciekawiej, bo jak świat światem ludzie znacznie bardziej wolą słuchać o tym, co kto przeskrobał, niż o tym, co też komuś udało się zrobić dobrze.
 
Zgłoszone propozycje mają tylko jedną cechę wspólną z postulatem Arta Buchwalda sprzed lat. Nikt nie wie, która jest poważna, a która niepoważna - nawet ich autor. Może dlatego należy wróżyć im wielką przyszłość.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies