internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Zaczarowany ołówek

Gdyby kiedyś ogłoszono plebiscyt na najbardziej antysocjalistyczny film, nie zostałby nim ani „Człowiek z marmuru”, ani „Białe noce”, ani „Doktor Żywago”. Najbardziej antysocjalistyczny film w historii świata nazywa się „Zaczarowany ołówek” i jako dobranockę wyświetlano go niegdyś dzieciom. Wymowa animacji jest prosta – jak czegoś nie ma, to można to sobie domalować – oczywiście wyłącznie w bajce. A realny socjalizm wymagał domalowania w zasadzie wszystkiego – od cukru i mąki aż po spółdzielcze mieszkanie. Nie ustalono jeszcze dokładnej roli kreskówki w obaleniu komunizmu, ale ostatnimi czasy zaczarowany ołówek pojawił się znowu – w internecie.

Pewna obywatelka wybrała ofertę letniego wypoczynku nad morzem kierując się zrozumiałym trendem polegającym na szperaniu w globalnej sieci. Wybór padł na śliczny pensjonat – z estetyczną, żółtą elewacją. Po przebyciu 600 kilometrów okazało się, że elewacja wcale nie jest żółta, lecz stanowi swoistą mieszankę kolorów uzyskaną przez połączenie szarych pustaków i ceglastych cegieł za pomocą zaprawy murarskiej. Na pytanie obywatelki – dlaczego w internecie jest inaczej, właścicielka mieszanki odparła uczciwie, że winny jest chłopak, który robi stronę internetową. Stwierdził on mianowicie, że w końcu kiedyś pensjonat  będzie otynkowany (może nawet na żółto) więc od razu machnie to w kolorze, bo nie chce mu się robić dwa razy tej samej grafiki. Głupi nie jest. Właściwie to nic się nie stało – obywatelka  turystka wróciła z wczasów zadowolona, żarcie było w porządku, dzieci wytaplały się w morzu, a pokoje spełniały wszystkie tak zwane standardy. Ale strach przed domalowaniem w internecie pozostał.

Władze miasta stołecznego poszły onegdaj w podobnych działaniach jeszcze dalej – wyprodukowały film promujący Warszawę z ujęciami, których nie sposób było uświadczyć w rzeczywistości. Była więc masa uśmiechniętych kibiców na stadionie, którego jeszcze nie było, ślicznie przedstawiona stacja metra „Młociny”. Stacji metra „Młociny” też - rzecz jasna - nie było ponieważ znajdowaliśmy się wówczas między etapem „statek do Młocin” a etapem „metro do Młocin” i póki co – do Młocin był wyłącznie autobus. Zaczarowany ołówek dotknął też kiedyś prezenterki TVN - Justyny Pochanke która za sprawą fotomontażu poprowadziła „Fakty” topless – oczywiście wyłącznie w internecie, bo prezes TVN będący prywatnie mężem owej Pochanke na pewno tego nie puści.

Ale retuszować rzeczywistość można na wiele sposobów – przekonuje nas o tym raport Komisji Europejskiej na temat stron internetowych linii lotniczych. Zbadano 400 witryn www i okazało się, iż ponad połowa z nich zawiera „nieprawidłowości, szczególnie odnośnie do wskazówek cenowych, warunków umowy i przejrzystości propozycji”. Tłumacząc depeszę Reutera na nasze możemy stwierdzić, że linie lotnicze po prostu oszukują, a co najmniej koloryzują, by wprowadzić w błąd. Odwiecznym problemem są cenniki publikowane w internecie oraz mniej lub bardziej dyskretny makijaż produktów sprzedawanych w systemach aukcyjnych. Koloryzują w sieci urzędnicy, politycy i wiele innych grup zawodowych.

Fachowa nazwa zaczarowanego ołówka na potrzeby grafiki komputerowej brzmi najczęściej Photoshop lub PhotoPaint, choć zdarzają się programy wyspecjalizowane – takie jak FunPhotor, za pomocą którego można wprowadzić własny wizerunek na banknot dolarowy. Śmiesznie jest wtedy, rubasznie i w ogóle czad. Ale – jak mawiał klasyk – jest prawda faktu oraz prawda ekranu i często chodzi o to, żeby plusy nie przesłoniły minusów. Minus będzie wtedy, gdy zafascynowani możliwościami kombajnu do obróbki rastrowej przesadzimy i wprowadzimy kogoś w błąd. Im zaś częściej będziemy to robić, tym większe prawdopodobieństwo, że zainteresuje się nami już nie Komisja Europejska, ale najzwyklejsza w świecie, poczciwa policja. Policja zaś nie wierzy w czary i podobnie jak kierowniczka pensjonatu zadowala się stwierdzeniem, że winny jest chłopak od www.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies