internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Trzy małpki

Jedna zakrywa usta, druga uszy, trzecia pyszczek i trudno jednoznacznie powiedzieć o co tak naprawdę małpkom chodzi. Zwierzaki ktoś wyrzeźbił w XVII wieku i do dziś wiszą nad drzwiami stajni japońskiej świątyni. Jedni mówią, że są symbolem japońskiego izolacjonizmu, inni łączą je z kulturą buddyjską. Z czasem małpie trojaczki rozpanoszyły się po całym świecie, poszły do prasy, książek, zreprodukowano je na plakatach. Na dodatek kupić je można – jako pamiątkę – w wielu miejscach na świecie, a jedna z agencji wywiadowczych uczyniła z figurek swój nieformalny symbol. Nic nie widzę, nic nie słyszę, nic nie powiem. Dziś odkrywamy najnowszą interpretację rzeźby –  to metafora internetu.

Pierwsza małpka symbolizuje dużą grupę użytkowników globalnej sieci. Wchodzi osobnik taki do serwisu społecznościowego, na forum dyskusyjne, stronę www lub wszelakie inne miejsce gdzie można zadać pytanie. No i zadaje – gdzie w jakimś konkretnym mieście jest ulica Mickiewicza. Życzliwi od razu (jak to życzliwi) znajdują stosowne miejsce na mapie Google oraz podają link wskazujący precyzyjnie szukane miejsce. Ulica Mickiewicza znajduje się w centralnym miejscu obrazka. Małpka wtedy pyta: - A tak dokładnie to gdzie, bo nie widzę... Inna gałąź tego rodu buszuje w dżungli stron www, a potem pyta mailem – w którym miejscu strony znajdują się dane kontaktowe jakiejś firmy. Firma odpowiada, iż w miejscu oznaczonym „dane kontaktowe naszej firmy” a na wszelki wypadek podaje w liście adres, numery telefonów i plan dojazdu, na co małpka słodko otwiera pyszczek: - A w którym miejscu. Cierpliwy interlokutor pisze, że na samym środku nagłówka, wytłuszczone i takimi dużymi czerwonymi literami. - Aha... ale ja tego nie widzę – odpowiada pytacz.

Druga odmiana nic nie słyszy. Jeśli w nagłówku grupy lub forum dyskusyjnego jest wyraźny napis, iż nie należy umieszczać tu ogłoszeń drobnych, ponieważ dla ogłoszeń przewidziano oddzielne miejsce – do osobnika owego to nie dociera i wpisuje swój tekst mimo wszystko. Zdradza więc sekret, jak szybko dorobić się wielkich pieniędzy – kliknąć w link, który, jemu (autorowi wpisu) przysparza 12 groszy w jakimś kolejnym, szalonym systemie dziwnie przypominający łańcuszek świętego Antoniego. Administrator oczywiście – o czym uczciwie uprzedził – kasuje anons i wyjaśnia, że po pierwsze: miejsce nie to, po drugie – regulamin nie przewiduje łańcuszków, zaś czciciele świętego Antoniego mogą przecież udać się do stosownego kościoła, który specjalnie czczeniu tegoż świętego służy. Małpka maila nie odbiera (bo nie słyszy) i raz za razem wkleja pieczołowicie swoje reklamowe zachęty do klikania.

Jest jeszcze trzeci rodzaj małpki – to administratorzy wszelkiego rodzaju. Ten osobnik nic nie mówi. Nie mówi (bo się boi), że zamiast pytać lepiej jest dokładniej obejrzeć plan miasta i jednak tego nieszczęsnego Mickiewicza znaleźć samemu bez angażowania w tę czynność 30 osób. Nie powie (bo nie wypada), że łącze „kontakt” ma co najmniej 95% wszystkich internetowych stron na całym globie. Nie odezwie się (bo nie ma już siły), że oddzielenie jednej sieciowej struktury od drugiej ma bardzo głęboki sens. Po pierwsze – łatwiej cokolwiek znaleźć, po drugie – ogłoszeniodawca nie jest narażony na niepotrzebne wtręty. Nader często bowiem użytkownik który daje ogłoszenie „kupię węgiel” zamiast ofert dostaje porady typu „kup sobie ośle piec gazowy”, co niekoniecznie musi go cieszyć.

Działalność małpek odkryto nawet na amerykańskich lotniskowcach, które także – jak niemal wszystko co wielkie i amerykańskie - posiadają własną sieć łączności komputerowej. Małpki generowały na takim okręcie tak olbrzymi ruch danych, że nawet wydajne łącza zaczęły się zapychać. Wtedy najważniejsza małpka, prawdziwy szef wszystkich małp, nie wytrzymała i wydała rozkaz – koniec z niepotrzebnymi pytaniami. I koniec z prezentacjami w PowerPoincie. Wszystkie powyżej napisane słowa nie służą krytykowaniu kogokolwiek, bo w każdym z nas jest coś z małpki. Chodzi tylko o obserwację zjawiska. Zresztą, co tam – już nic nie mówię.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies