internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Prodaná nevěsta

To opowieść jak z wenezuelskiej telenoweli: po wielu latach do swojej wsi powraca Jenik - syn bogatego gospodarza, jego tożsamość jest jednak dla chłopów tajemnicą. Zakochuje się w dziewczynie, jednakowoż – z przyczyn finansowych – jego kandydatura zdaje się być niepoważna. Poważna jest za to kandydatura jego brata (który w odróżnieniu od naszego bohatera jest identyfikowany jako syn bogacza). Wynajęty swat sugeruje więc Jenikowi, by za konkretną sumkę sprzedał swoje roszczenia do narzeczonej, ten zaś – zgadza się przyjąć pieniądze, ale upiera się przy formule, że musi ona koniecznie wyjść za syna owego (i wspomnianego) bogatego gospodarza. Innymi słowy – sprzedaje dziewczynę sam sobie. Tak – w pewnym skrócie – przedstawia się libretto opery Bedřicha Smetany „Sprzedana narzeczona” (w oryginale „Prodaná nevěsta”). Czy to ma coś wspólnego z internetem? Ma.
 
 Nikolas Stauskas (pochodzący z Kanady koszykarz NBA) podobnie jak zdecydowana większość swoich ligowych kolegów posiada atrakcyjną narzeczoną. Tak się bowiem składa, że celebrycka popularność Nika spływa na każdą kobietę, która pokazuje się w jego towarzystwie: ona także staje się i znana, i lubiana. Na wspomnianą dziewczynę - Taylor Anderson, sława spłynęła na tyle skutecznie, iż spodobała się jednemu z młodocianych kibiców Nicka – niejakiemu (i kompletnie nieznanemu szerszej publiczności) Jaime. O gościu imieniem Jaime nigdy byśmy zapewne nie usłyszeli, gdyby nie drobny z pozoru incydent: otóż przy użyciu systemu społecznościowego - bo tam gwiazdy kontaktują się ze swoimi fanami - zaczepił on sławnego koszykarza i zadał proste pytanie – ile też (zdaniem idola) musiałby biedny Jaime zdobyć udostępnień swojego tekstu – czyli tak zwanych retweetów, żeby ten pozwolił mu pójść z atrakcyjną Taylor na studniówkę. Rozbawiony gwiazdor spytał o opinię narzeczoną. Oboje z lekką pogardą spojrzeli na byle jaki profil tweeterowy osobnika Jaime i postawili barierę (zdawać by się mogło) nie do pokonania – 10 000 udostępnień. Zakład został honorowo (choć wirtualnie) zawarty. Jak później przed kamerami wyznał Nik: spodziewał się wyniku w okolicach 500 retweetów. 500 retweetów było – tyle, że już po pięciu minutach. Po kolejnych 10 minutach przekierowań było już 2000. Bez większych trudności młody kibic przekroczył wyznaczony limit czyli (krótko mówiąc) wygrał. Narzeczona została sprzedana, czy może raczej przehazardowana w internetowym zakładzie. Choć opisana sytuacja wydarzyła się naprawdę, przypomina nieco bajkę: jest cudowna para książąt kultury masowej, jest biedny i nie znany nikomu szewczyk, jest wreszcie szczęśliwe zakończenie, no i jest bal.
 
 Nawet jeśli historyjka jedynie bajkę przypomina, należą się nam jakieś morały. A jest ich całe zatrzęsienie. Morał pierwszy mówi wyraźnie, że na internetową popularność nie ma ani metody, ani wzoru, ani mądrych profesorów czy innych guru: coś po prostu jest popularne i nikt nie ma bladego pojęcia dlaczego. Któż mógł przypuszczać, że ludzie przetweetują wpis jakiegoś człowieka o imieniu Jaime w tak monstrualnych ilościach. Morał drugi głosi, iż (w związku z morałem pierwszym) nie należy uprawiać hazardu – zwłaszcza własną kobietą – z nieznajomymi. Są media przewidywalne, ale (niestety) internet do nich nie należy: lepsza jest więc ostrożność niż szarżowanie. Morał trzeci jest z nieco innej półki. Dotyczy on odwiecznego uwielbienia wobec opowieści o Dawidzie i Goliacie (czy w nowszej wersji – newsa o tym, że człowiek pogryzł psa). Skoro gwiazdor przegrał z jakimś Jaime, z najwyższą radością napiszą o tym wszystkie sportowe gazety, opowiedzą telewizje i opublikują portale. No i fajne to jest: trochę czeska opera, trochę czeski film.
 
 Oprócz morałów powinna być jeszcze puenta. Istnieją bardzo poważne podejrzenia, że za retweetowaniem wpisów (zwłaszcza na początkowym etapie) stoją inni koszykarze: koledzy Nikolasa Stauskasa. Uważa się, że to oni – na wieść o zakładzie zaczęli gorączkowo przekazywać informację dalej. Jak by jednakowoż nie było – ostatnią puentę dopisał sam Nikolas: stwierdził, że wygrana wygraną – kobietę na studniówkę pośle, no ale sam też pójdzie – tak na wszelki wypadek. I to warto zapamiętać, bo może wiedza o sieci jest ważna, ale wiedza o człowieku – najważniejsza.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies