internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Podpowiedzi intuicji

W potocznym rozumieniu intuicja jest czymś w rodzaju magii: człowiek coś wie, a żadną ludzką siłą wiedzieć tego nie powinien. Specjaliści tłumaczą to nieco inaczej: dzięki intuicji jedynie wydaje nam się, że wiemy coś, czego nie wiedzieliśmy. Tak naprawdę wiedza ta spoczywała jednak gdzieś w zakamarkach umysłu – schowana głęboko i nieuświadomiona. Umieliśmy ją jednak wyciągnąć z zakamarków mózgu, choć nie zdawaliśmy sobie sprawy, iż korzystamy ze znanego schematu, porównania ze znaną już sytuacją, umiejętności nabytej dawno temu i pozornie już zapomnianej. Działanie intuicyjne objawia się w sytuacjach nagłych, gwałtownych czy wymagających sporego wysiłku – dlatego nasz umysł (wyzwolony pilną potrzebą) potrafi zrobić coś, co sami uważamy niemal za czary.
 
Sięganie do zakamarków umysłu po nieuświadomione zasoby ma przeogromną tradycję, już niemal sto lat temu Alex Osborn próbował podobnej czynności z niezłym skutkiem: w spadku po nim otrzymaliśmy więc dziś metodę zwaną „burzą mózgów”. Zdarza nam się więc całkiem świadomie uwalniać własną intuicję. Za sprawą komputera przymiotnik „intuicyjny” zyskał nieco inne znaczenie, bo ilekroć otwieramy przyniesione ze sklepu pudełko z nowym oprogramowaniem, ilekroć czytamy opis ściąganego z sieci software'u, ilekroć po raz pierwszy uruchamiamy nieznaną aplikację, atakuje nas zwrot „intuicyjna obsługa”. Idea jest prosta: graficzny sposób sterowania programem powinien operować znanymi już użytkownikowi schematami. Ułożenie poszczególnych elementów winno być typowe, menu poleceń – uszeregowane tak jak u innych, a ewentualne ikony czy pola robocze – podporządkowane wszystkiemu temu, co ktoś inny kiedyś zaprojektował.
 
Intuicyjną filozofię wymusił na projektantach masowy odbiorca. Gdy powstaje oprogramowanie dla wąskiej grupy specjalistów, mogą oni nauczyć się nowych rozwiązań – liczony w milionach użytkownik już tego nie zrobi. Ale właśnie z tego powodu rozwój graficznych sposobów komunikowania człowieka z maszyną przewrócił do góry nogami tradycyjne sposoby uczenia się. Bo czego się tu uczyć, skoro wszystko jest domyślne, intuicyjne i proste? Na dodatek używanie aplikacji – nawet tych najbardziej skomplikowanych – coraz mniej przypomina korzystanie z tradycyjnie rozumianej wiedzy. To raczej umiejętność manualna, bo program obsługuje się bardziej dłonią, niż mózgiem. Umysł zajęty jest istotą sprawy, kontrolę nad oprogramowaniem sprawują wypracowane godzinami nawyki, odruchy, schematy. No i są jeszcze funkcje używane i nieużywane. Niemal każdy może wszak powiedzieć, iż dobrze zna edytor tekstu. Konia z rzędem jednak temu, kto potrafi sprawnie posługiwać się makrodefinicjami programów tego typu, choć przecież stanowią one integralną część aplikacji. Używamy tylko tego, co jest nam potrzebne i znamy polecenia potrzebne do wykonania niezbędnych czynności.
 
Koncepcja intuicyjnej obsługi równolegle rozwijała się na stronach internetowych. Owszem – wciąż spotkać możemy strony dizajnerskie, koncepcyjne czy eksperymentalne, gdzie nawigacja może być absolutnie wszędzie, także tam, gdzie najmniej się jej spodziewamy. Ale wszystkie miejsca, które chcą zasłużyć na miano masowo odwiedzanych muszą rządzić się prawami obsługi domyślnej. Niewyobrażalne jest, by firma czy instytucja nie posiadała na swojej witrynie działu „kontakt”. Nie sposób przedstawić publiczności struktury, która nie ma możliwości powrotu do strony głównej. W dodatku coraz więcej stron tworzonych jest przy pomocy rozwiązań typowych – darmowych skryptów CMS, mechanizmów do publikowania zdjęć w sieci: w takim przypadku intuicyjność jest więc technologiczną normą. To co wyświetla nam internetowa przeglądarka jest coraz bardziej typowe, przewidywalne, funkcjonalne i wygodne. Aby komunikowanie w skali masowej było możliwe, niezbędne jest ciągłe rozwijanie standardów, podejmowanie prób tworzenia nowych, bardziej intuicyjnych mechanizmów, takie dopasowanie do publiczności, by dostała ona produkt prosty i przejrzysty. W tym kinie rządzi nie operator maszyny projekcyjnej, lecz widz. Intuicja podpowiada zresztą, że rozwój i komputera, i globalnej sieci przebiegał będzie w tym właśnie kierunku. I to koniecznie trzeba sobie uświadomić.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies