internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Mimikra

Zelig – bohater filmu Allena potrafił przerwać najcięższe czasy, ponieważ posiadł umiejętność wtapiania się w otoczenie. Wzorów dostarcza świat zwierząt: małe bydlę potrafi czasem udawać duże, mała rybka umie nadąć się do niewiarygodnych rozmiarów nie wspominając o zdolnościach kameleona. Mimikra z pewnością przydaje się też w życiu społecznym, bo życie społeczne czasem przypomina dżunglę. W wirtualnej gęstwinie internetu też przyda się dar upodobnienia, dlatego publikujemy dziś krótki kurs sieciowego przerwania.
 
Przykład pierwszy. Otrzymujemy (to najprawdziwszy w świecie list) e-mail o dość dziwnej treści: „Drogi członek, eBay członek żebrząc ma zostawiać ty pewien przekaz dotyczący pozycja #320003123531 widok ten wysyłka nitka wobec odpowiadać. Względy, eBay”. Zamiast zachodzić w głowę co też nadawca miał na myśli przyjmujemy jego poetykę i odpowiadamy mniej więcej tak: „Wy członek radosny, moja nic wasza nie zostawić, nadszczególnie przekaz dotyczący każda pozycja, nie tylko wasza. Żebrać nie na mój ale wszędzie indziej. Nasz głupoty waszej nie posiadać, żeby wasza nitka odpowiadać, bo wasza nitka jawić się obrzydłym podszyciem na eBay, żeby moich zainfekować komputer podstępem. Wasz pozycja moja określać spam i was dodać w kierunek spam – lista, względy”. Opisywane upodobnienie można uzyskać dwoma metodami: pierwsza nazwana została odwrotną. Nadawca niechcianej korespondencji posłużył się bowiem automatem tłumaczącym z angielskiego na polski. Wystarczy więc napisać odpowiedź po angielsku, użyć automatu i gotowe. Można też (i jest to metoda druga) coś zaimprowizować.
 
Przykład numer dwa. Otrzymujemy (to najprawdziwszy w świecie list) z gliwickiej szkoły tańca e-mail, w którym miła pani powiadamia nas o zmianie terminu najbliższej lekcji. Informuje, iż nie popląsamy we wtorek, tylko w czwartek, zaś do korespondencji dołączona jest stopka z adresem strony www. Można oczywiście zgodnie z prawdą odpowiedzieć, że na żaden kurs się nie zapisywaliśmy - nie tylko tańca, ale nawet obsługi koparki, a do Gliwic w czwartek kompletnie nam nie po drodze. Można w ogóle nie odpowiadać i uznać, że ktoś próbuje zrobić z nas trąbę i ominąć przepisy prawa dotyczące rozsyłania ofert drogą elektroniczną. W końcu oferty nie dostaliśmy, tylko list o zmianie godziny. Lepiej jednak zastosować mimikrę odpowiadając tancerce bardzo uprzejmie, że na pewno w czwartek nie przyjdziemy, bo skręciliśmy nogę, obie ręce i obojczyk w restauracji „U Karola”, ale jak już przyjdziemy to zabierzemy ze sobą kolegów, którzy (przynajmniej po kilku piwach  „U Karola”) twierdzą, że też by potańczyli.
 
Przykład trzeci. Nadchodzi (jakże prawdziwy) kolejny, milionowy mail z zapytaniem, czy nadawca może przysłać kompletną oraz wyjątkowo atrakcyjną ofertę za pośrednictwem poczty elektronicznej. To także obejście ustawy, ponieważ – zdaniem autora listu (na logikę zresztą też) – nie ma w nim oferty, lecz tylko pytanie. Jeśli się zgadzamy, mamy odesłać list dając w temacie słowo „tak”, a jeśli nie, to „nie”. Podręczniki antyspamowe radzą w takich przypadkach w ogóle nie odpowiadać, ale prawo przetrwania podpowiada jeszcze inne rozwiązanie: odsyłamy list z enigmatyczną adnotacją „i tak, i nie”. W ten prosty sposób staramy się upodobnić do autora niechcianej korespondencji robiącego z nas idiotów.
 
Istnieje duże prawdopodobieństwo, że we wszystkich omawianych przypadkach zostaniemy uznani za jednostkę niebezpieczną dla otoczenia, przez co nasz adres e-mail zostanie na zawsze wykasowany z każdej możliwej bazy. Dżungla niechcianej poczty elektronicznej rośnie z każdym dniem, w każdej sekundzie wojna między oprogramowaniem spamowym i antyspamowym nakręca się coraz bardziej. Policzono właśnie, że w ubiegłym roku 82% wszystkich listów w polskim internecie było spamem. To jeszcze jedna rzecz z którą trzeba się pogodzić próbując wzorem Zeliga wkomponować się w sieciowe otoczenie. Zeliga, albo małej rybki.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies