internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Margines

W przykurzonej anegdocie pytano o datę urodzin Lenina opatrując zadanie krótkim dopiskiem – możesz pomylić się o 100 lat. Konstrukcja ta pokazuje jak wielkie znaczenie ma tak zwany margines błędu, bo na pytanie pozbawione ułatwienie nie odpowie prawie nikt, zaś na takie z dopiskiem – każdy. Choć marginesy spotykamy na każdym kroku: od sfery ubezpieczeń aż po przepisy ruchu drogowego – ostatnimi czasy najłatwiej spotkać je w internecie.
 
Sterany problemami egzystencjalnymi internauta z pewnością pragnie poznać datę swojej śmierci, zwłaszcza że system świadczący usługi prekognicyjne reklamuje się uporczywie i natrętnie. Odczytanie takiej daty jest dość proste: wystarczy odpowiedzieć na trzydzieści pytań (w tym o papierosy, alkohol i dzieci, bo wiadomo, że czynniki te zdecydowanie prowadzą do grobu). Największe zdziwienie spotyka nas jednak gdy zaczniemy eksperymentować: niezależnie bowiem od tego, czy ankietę wypełnia dziewięćdziesięcioletni alkoholik chory na cholerę i wypalający pięć paczek papierosów przegryzając je amfetaminą czy wysportowany dwudziestolatek bez nałogów - odpowiedź pada identyczna – wyniki są niepokojące. By niepokój uciszyć należy wysłać sms, którego wartość podana jest razem z podatkiem VAT. Obserwujemy więc zjawisko świadomego poszerzania marginesu zagrożenia, który zostanie zawężony, jak tylko sobie za to zapłacimy.
 
Podobną ideę zastosowano w mechanizmie odpowiadającym na pytanie o nasz alkoholizm. Okazuje się bowiem, że w grupie najwyższego ryzyka mogą znaleźć się osoby, które jako żywo nie dały po temu najmniejszego powodu. Być może w kwestii uzależnienia należy dmuchać na zimne, ale nie zmienia to faktu, iż serwis oprotestowano, wyśmiano i być może słuszny w założeniu pomysł skończył na wirtualnym śmietniku. Margines ustawiono bowiem w tak wielkim przybliżeniu, że biedni użytkownicy nie wiedzieli już czy przypadkiem ta biała kartka (którą są na początku badania) nie składa się z samego marginesu. Jeszcze inny margines powinni narysować sobie autorzy różnorakich sieciowych plebiscytów – takich jak ten na człowieka województwa śląskiego. Człowiekiem został bowiem (choć konkurencja przyprawiała o zawrót głowy) człowiek Jerzy Gorzelik – naukowiec i autonomista, prywatnie zaś postać przesympatyczna. Postać sama przyznała, iż wynik taki ma prawdopodobnie swoje źródło w tak zwanej aktywności środowiska politycznego, z którego się wywodzi, co – po przetłumaczeniu na ludzki język – znaczy, że po prostu członkowie Ruchu Autonomii Śląska klikali jak opętani. Kliknięcie zresztą to nic wielkiego i wysiłku wymaga minimalnego: choć mało kto pożyczyłby Gorzelikowi (gdyby ten – odpukać – potrzebował) tysiąc złotych, to co nam szkodzi nacisnąć przycisk na stronie www. Z mobilizacji i późniejszego sukcesu lidera autonomistów wynika ponad wszelką wątpliwość, że w globalnej sieci łatwo przesunąć margines błędu: można zrobić to bez wychodzenia z domu, z kolegami a nawet samodzielnie jeśli ktoś ma dużo wolnego czasu.
 
Na stronie szkolnego zeszytu margines wygląda bardzo porządnie: wymiar ma i stosowne proporcje. Od reszty kartki oddziela go cienka czerwona linia: dokładnie taka sama jak ta, którą klasyk rozgraniczał zdrowy rozsądek od szaleństwa. Szaleństwem jest przypuszczenie, że jakiś tajemniczy naukowiec ze stopniem doktora nadanym nie wiadomo gdzie poda nam datę naszej śmierci. Szaleństwem jest przypuszczenie, że przez internet wyleczymy się z uzależnienia lub uchroni on nas przed tym uzależnieniem. Tak samo jak szaleństwem będzie przypuszczenie, że różnego rodzaju kombinatorzy przestaną nabierać nas na różne quizy, psychozabawy, losowania, głosowania i plebiscyty. Chyba sami we własnym sumieniu musimy sobie te sprawy zmarginalizować.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies