internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Kurs asertywności

Sztuka wyznaczania granicy w relacjach między jednostką a jej otoczeniem potocznie nazywana umiejętnością mówienia „nie” to całkiem pokaźny kawałek szkoleniowego tortu. Setki osób wydają więc ciężkie pieniądze, by nauczyć się odmawiać. Tymczasem w Internecie ukryte jest rozwiązanie całkowicie darmowe, proste i skuteczne – takie, które krok po kroku doprowadzi nas do asertywności najwyższych lotów. Wystarczy czytać spamowe listy elektroniczne na początek wybierając te o dużym poziomie abstrakcji i – tak czysto teoretycznie – odpowiadać na nie (oczywiście „na nie”). Poniżej znajdują się przykłady odpowiedzi na prawdziwe maile. Jeśli więc Kursancie jesteś gotowy – zaczynamy.
 
Odpowiedź pierwsza
 
Szanowny sierżancie Korpusu Piechoty Morskiej Armii Stanów Zjednoczonych
 
Wzruszyła mnie Pańska opowieść o tym, jak zdobywał Pan pałac Saddama Husajna oraz barwny opis zrabowanych tam przez Pana przedmiotów. Jest dla mnie oczywiste, że każdy dzielny żołnierz może sobie zabrać kilkaset kilogramów złota (o kamieniach szlachetnych nie wspominając), zaś trudności w spieniężeniu owych dóbr od czasu otrzymania Pańskiego listu stały się przedmiotem także i mojej troski. Niemniej jednak nie jestem zainteresowany jakimkolwiek przelewem na moje konto, ponieważ – niezależnie od tego – ile można zarobić, cała transakcja na sto mil pachnie szwindlem, banki zaś (co wiedzieć Pan powinien) rejestrują co dziwniejsze operacje. Zapomniał Pan zresztą, iż jakiś rok temu łaskaw był Pan do mnie napisać jako nigeryjska księżniczka, wcześniej zaś – jako doradca sułtana Brunei. Tak więc – nie!
 
Odpowiedź druga
 
Drogi Mecenasie Reprezentujący Grupę Kapitałową
 
Zgadł Pan Mecenasie, posiadanie własnej wyspy to moje marzenie jeszcze z czasów głębokiego dzieciństwa. Pańska propozycja jest wielce interesująca, jednakowoż spóźnił się Pan jakieś pięć lat. Już jakiś czas temu udało mi się bowiem wejść w posiadanie terenu otoczonego ze wszystkich stron wodą, co uzyskałem za pomocą środków dostępnych w moim kraju: cementu, piasku, kamieni oraz własnej pracy. Moja – ulokowana na środku oczka wodnego – wyspa nie jest być może duża (jej powierzchnia sięga jednego metra kwadratowego), co nie przeszkadza mi w cieszeniu się jej posiadaniem. Mało tego – mogę sobie na niej nawet postać jeśli tylko pies się na to zgodzi, razem niestety się już na niej nie mieścimy. Cena jaką łaskaw był Pan wymienić w związku z ewentualnym nabyciem Pańskiej wyspy nie mieści mi się w kalkulatorze, pozwolę więc sobie pozostać przy własnym rozwiązaniu i mówię stanowcze nie!
 
Miły Dostawco Win Importowanych
 
W odpowiedzi na Pański siedemdziesiąty list chciałbym zauważyć, że choć Pana propozycja wydaje się być kusząca, posiada ona jednak kilka istotnych luk. Po pierwsze – moje zużycie wina kształtuje się na poziomie jednego litra na piętnaście lat. Sugerowanie, że mógłbym zamawiać u Pana pięć litrów miesięcznie jest więc pewną przesadą nawet jeśli weźmiemy pod uwagę darmowy transport do mojego domu. Po drugie – mogą wystąpić pewne problemy definicyjne: nie wiem czy Pańskie wino mieści się bowiem w tak zwanych kryteriach Palikota, czy też prezentuje sobą coś więcej. Nazwa nie mówi mi absolutnie nic, nawet Google poddaje się przy próbie określenia jakości Pańskiego produktu. Na domiar złego posiadam otrzymaną w prezencie jeszcze przed świętami skrzynkę wina, która wywołuje u mnie uczucie trwogi, niespecjalnie wiem co z nią zrobić. Na szczęście (podobno) wino im starsze, tym lepsze – może więc poczekać. Pan też poczeka. Nie!
 
Z czasem przejść możemy do zadań trudniejszych, takich jak: odpowiedzenie na list gimnazjalisty, który kolekcjonuje firmowe gadżety, korespondencja z firmą organizującą konferencje na Ukrainie, rozmowa z tajemniczą drukarnią oferującą całkowicie darmowe wizytówki. A ponieważ niniejszy kurs właśnie się skończył, możemy przejść do części praktycznej. Siadacie Państwo i odpowiadacie na spam. Nie? No i już jesteście asertywni.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies