internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Kortyzol

Kortyzol to (obok adrenaliny i noradrenaliny) główny hormon biorący udział w reakcji organizmu na stres. Właśnie on odpowiedzialny jest za gwałtowne podniesienie poziomu glukozy we krwi: szybki dopływ cukru pozwala na dostarczenie energii potrzebnej do walki lub ucieczki. Przestraszonemu osobnikowi szybciej więc bije serce, ma podwyższone ciśnienie, pamięć zostaje przełączona w tryb roboczy (dzięki temu zjawisku wydarzenia dramatyczne pamiętamy bardzo dokładnie). Krótkotrwały, wewnętrzny zastrzyk kortyzolu poprawia działanie układu odpornościowego; zresztą jeśli tylko cała kortyzolowa operacja trwa niezbyt długo, nie zostawia żadnych negatywnych skutków. Zdecydowanie gorzej, gdy wydzielanie zaczyna mieć charakter ciągły: nie tylko zaburzony zostanie metabolizm organizmu, ale pojawi się zagrożenie depresją.
 
 Kortyzolowi warto przyjrzeć się bliżej, bo właśnie pojawił się w kanadyjskich badaniach związanych z internetem. Kanadyjczycy – nieco na przekór całej reszcie świata – koncentrują się nie na socjologii, ekonomii czy psychologii globalnej sieci, lecz na prostych zależnościach medycznych. Zależność zbadana tym razem jest zaskakująca: w Montrealu z badań wyszło, iż osoby posiadające na FB więcej niż 300 znajomych mają podwyższony poziom kortyzolu w organizmie, a co za tym idzie – są znacznie bardziej podatne na długotrwały, prowadzący do depresji stres. Być może przejmować się nie powinniśmy: medyczne badania przeprowadzone na próbie zaledwie 88 osób szczególnie miarodajne nie są: tyle nie wystarcza nawet socjologom, a co dopiero profesorom medycyny, którzy bez pięciuset obiektów w ogóle nie zaczynają o niczym rozmawiać. Trudno też wyciągać wnioski z badania ograniczonego do grupy w wieku 12 – 17 lat: to wygląda raczej na kolejną prowokację świata nauk pedagogicznych, które uparły się, by za wszelką cenę obronić młodzież przed wirtualnym światem. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę puentę pani profesor prowadzącej badania, która zaczęła zastanawiać się nad tym co może się dziać z ludźmi posiadającymi w serwisie społecznościowym tysiąc względnie dwa tysiące znajomych.
 
 Można sprawę obrócić w żart i stwierdzić, że znajomy to nic dobrego. Że znacznie częściej niż powiedzonko „gość w dom” jesteśmy w stanie zaakceptować zwroty typu „baba z wozu” względnie „z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu”. W końcu któż z nas czuje się dobrze w liczącym trzysta osób tłumie, nawet jeśli ten tłum uważa nas za znajomych. Można złośliwie zapytać co było pierwsze i gdzie tkwi przyczyna związku: czy kortyzol spowodowali znajomi, czy może było odwrotnie: to nadpobudliwe jednostki z podwyższonym poziomem hormonu postarały się o dużą liczbę znajomych. Jeszcze więksi złośliwcy mogą spytać dlaczego – w świetle powyżej opisanych badań – tak wielu ludzi nerwowo, czasem wręcz histerycznie reaguje na usunięcie ich z grona czyichś znajomych, wszak każdy spadek powiązań powinien ich cieszyć. Dodatkowo podziękować powinniśmy systemowi Facebooka za ograniczenie liczby znajomych do pięciu tysięcy: aż strach pomyśleć o kortyzonie buzującym w żyłach celebrytów skupiających astronomicznie wielkie społeczności.
 
 Być może jednak historia z kortyzonem ma swój sens i jest kolejny potwierdzeniem, że podczas korzystania z internetu często trudno oddzielić sferę prywatnej intymności naszego komputera od publicznego zgiełku wpychającego się przez coraz szybsze łącze. Niby ten monitor jest nasz, ale często przy jego pomocy ktoś wchodzi na jego obszar mniej lub bardziej proszony i czegoś od nas chce. Może tylko lajka, może tylko lektury, może tylko opinii, no ale jednak ma określone wymagania. Choć nie ma na to (póki co) żadnych dowodów, być może badania poziomu hormonów coś w tej sprawie wyjaśnią: jak organizm reaguje na długotrwałą obecność na YouTube, co wydziela się podczas czytania komentarzy na Onecie względnie – jaka substancja reguluje korzystanie w wyszukiwarki. W sprawie kortyzonu chyba nie ma się co martwić na zapas: w końcu od dawna wiadomo jak z nim walczyć: tańcem, muzyką, aktywnością fizyczną. Jeśli więc przez sam fakt bycia czyimś znajomym podwyższamy mu poziom kortyzonu to wklejając piosenkę – mobilizujemy wydzielanie endorfin. Taka internetowa kuracja hormonalna.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies