internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Gratulacje

Mistrzostwo świata w dziedzinie gratulowania należy prawdopodobnie do Koreańczyków: to oni – po przejęciu zakładu produkującego duże samochody osobowe – doprowadzili do zainstalowania w męskiej toalecie na Żeraniu specjalnego pisuaru. Gdy już człowiek (hmmmm...) kończył używanie tegoż pisuaru, z głębokich, porcelanowych wnętrzności nagle wydobywała się pozytywkowa melodyjka „Congratulations”. Tak autorzy pisuaru twórczo rozwinęli myśl Cliffa Richarda, który onegdaj zasłynął z brawurowego wykonania gratulacyjnej piosenki. Lecz prawdziwa mania gratulowania ogarnęła nas dopiero, gdy pod strzechy trafiły komputery oraz internet.
 
Czy komuś się to podoba, czy nie – używając komputera skazani jesteśmy na wieczne gratulacje. System operacyjny gratuluje nam, że go zainstalowaliśmy; nie inaczej zachowuje się pozostałe oprogramowanie; nawet najmniejszy gadżecik próbuje wmówić, że oto szczęście pocałowało usera w sam środek czoła. Przed gratulacjami nie ma zresztą ucieczki, bo pojawiają się w najmniej oczekiwanych momentach, w najbardziej niecodziennych sytuacjach. Wchodzimy na YouTube a tam napis: „Gratulacje. Możesz teraz przesyłać na konto filmy trwające dłużej niż 15 minut”. No i okazuje się, że żyliśmy w nieświadomości własnego szczęścia. Popularny portal idzie o krok dalej: „Gratulacje. Wszedłeś na naszą stronę dokładnie o godzinie 21.19 i 45 sekund, w związku z tym możesz wygrać telefon komórkowy”. Cóż za przypadek, że akurat o tej porze! Z gratulacji dotyczących wygranej jednak cieszyć się nie powinniśmy, bo – jak przekonuje specjalistka z laboratoriów Kaspersky'ego - to ograny sposób by wcisnąć nam wirusa, podkraść hasło albo uczynić jakąś inną krzywdę. Względnie doprowadzić do rozstroju nerwowego nowego użytkownika sieci, który z wypiekami na twarzy pyta forumowiczów, czy z tymi wygranymi pięćdziesięcioma tysiącami dolarów to na pewno jest prawda.
 
Z gratulacji kpią więc użytkownicy sieci w najlepsze posiłkując się ironią przeróżnych lotów: od „wygrałeś talon na balon” aż po grafikę wyobrażającą Stalina z napisem „gratulacje – wygrałeś wycieczkę na Syberię” - najczęściej jednak dowcipy na ten temat korespondują z nieśmiertelnym zdaniem Andrzeja Mleczko: „gratuluję stary, zostałeś mordercą roku”. Gratulacjami można się także narazić: naraził się popularny serwis aukcyjny, który gratulując dodawał formułkę „wygrałeś aukcję” używając rodzaju męskiego. Urażone poczuły się panie korzystające z systemu – w końcu skoro w procesie rejestracji podały swoją płeć, mogły spodziewać się właściwej formy. Gratulacje można wysłać z serwisu oferującego kartki on-line, zamówić w firmie doręczającej kwiaty, przepisać z matrycy zamieszczonej na stosownej stronie www. Można je zamieścić w księdze gratulacyjnej – specjalny skrypt tego typu zamieścił Onet, byśmy mogli podziękować za siedemnaście lat wspaniałej kariery Adama Małysza: w niedługim czasie gratulacje złożyło tam pięćdziesiąt tysięcy osób.
 
Niestety – bardzo często zaraz po gratulacjach przychodzi coś, co nazywamy „warunkami korzystania z produktu lub usługi”: może po to, by euforia nie uniosła nas zbyt wysoko w przestworza. Po zakończonej gratulacjami instalacji programu dowiadujemy się więc, że praw mamy niewiele, obowiązków za to – całe mnóstwo. W serwisie usługowym otrzymujemy wiadomość o ograniczonej do zera odpowiedzialności usługodawcy obwarowanej dodatkowo całym zestawem dotyczących nas warunków. Można więc (jeżeli ktoś jest – dajmy na to – kulturoznawcą) dywagować na temat cywilizacji gratulacyjnej, która wpada w szał radości z byle powodu. Choć z drugiej strony – może raczej należałoby przyznać, iż ciągłe gratulowanie prowadzi do swoistej dewaluacji gratulowania przez co później trudno cieszyć się z prawdziwych sukcesów. Inny wniosek wysnują specjaliści od marketingu, którzy powiedzą wyraźnie, iż gratulacje są po to, żeby w jakimś podejrzanym celu zamydlić nam oczy co do prawdziwych zamiarów. Zjawisko gratulowania jest bowiem wielowątkowe, wielopłaszczyznowe i – co tu dużo mówić – uniwersalne, a Ty - droga Czytelniczko (drogi Czytelniku), możesz nad tym zastanowić się samodzielnie. Na razie jednak składam Ci gratulacje – udało Ci się doczytać felieton do końca..
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies