internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Głowa do góry

Ten rysunek znają wszyscy: kilka sylwetek ukazujących drogę ewolucji człowieka od pochylonego ku podłożu prokonsula aż po homo sapiens – istotę całkowicie wyprostowaną i dumnie kroczącą w przyszłość. Każda kolejna postać coraz wyżej unosi plecy przyjmując coraz bardziej pionową pozycję. Grafika wykorzystywana była na wiele sposobów: także po to, by w obrazowy (często prześmiewczy) sposób pokazać przyszłość ludzkości, gdy za człowiekiem współczesnym domalowywano jakąś postać mającą obrazować sytuację, która nastąpi. Być może doszliśmy już do takiego stanu rzeczy, w którym homo sapiens bardziej wyprostować się nie może – może się znów na powrót zacząć garbić. I to wcale nie jest wizja abstrakcyjna.
 
Badania naukowe wyraźnie mówią, iż mamy całkiem nowy powód do garbienia się – przeróżnego autoramentu smartfony czy tablety. O ile tradycyjny komputer obudowano już całkiem przyzwoitymi biurkami i fotelami, o tyle korzystanie z małego urządzenia w przypadkowych miejscach wciąż zmusza użytkowników do pochylania nisko głowy. Inne badania naukowe przekonują, że pochylenie nie jest dobre: w San Francisco podzielono studentów na dwie grupy – jednej nakazano poruszanie się w pozycji zgarbionej, inni – dla porównania – chodzili normalnie. Okazało się, że pochylona sylwetka prowadzi do złego samopoczucia (na pewnym etapie – do depresji), osłabia energię człowieka. Osłabienie energii widać już dziś gołym okiem, bo dziesięcioletnie dziecko z lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych częstokroć nie poruszało się inaczej niż biegając. Do kiosku – biegiem, do domu – biegiem, nie wspominając już o tym, że na podwórku biegało cały czas. Dzisiejsi dziesięciolatkowie poruszają się z godnością godną nestora rodu. Gdy kilka lat temu dzieci dostały do dyspozycji smartfona – pochyliły się jeszcze bardziej.
 
Na swoisty chichot losu zakrawa propozycja zmiany takiego stanu rzeczy. Osobom, które za bardzo garbią się w czasie korzystania z urządzeń teleinformatycznych proponuje się bowiem specjalne aplikacje na smartfona. Na korpus delikwenta zakładamy lekką uprząż – podobną do tradycyjnego pajączka, który piskiem sygnalizował pochylenie pleców. Czujniki ulokowane w strategicznych miejscach systemu nie generują jednak dźwięku, lecz wysyłają impuls do programu pracującego w przenośnym urządzeniu – dzięki temu pochylający się nad smartfonem osobnik od razu wie, że garbi się za bardzo. Niektóre z aplikacji potrafią nawet uczyć się: skoro wiadomo, że w określonych godzinach użytkownik podlega zginaniu częściej, system w porach tych zwróci na niego uwagę szczególną. Mamy więc sytuację, w której powinniśmy kupić dziecku smarfona, żeby mogło ono kontrolować procesy, do których dochodzi tylko wtedy, gdy używa ono smarfona.
 
Uprasza się jednak o zachowanie spokoju, bo niniejszy tekst nie stanowi potępienia urządzeń mobilnych. Kijem Wisły nie zawrócimy i w madejowym łożu nikogo prostować nie należy. Należy nam się jednak kilka uwag na temat opisywanego zjawiska: po pierwsze – musimy wysnuć wniosek o kolejnej, zawartej z postępem cywilizacyjnej umowie. Deal jest prosty: nowoczesna technologia sprawi, że będziemy czuć się bezpieczniej (choćby za sprawą aplikacji lokalizujących czy pozwalających na szybką i pewną łączność w chwili zagrożenia), będziemy więcej wiedzieć (dzięki dostępowi do nieprzebranych baz wiedzy), będziemy pracować efektywniej i bawić się tak, jak lubimy. Ceną do zapłacenia jest możliwy uszczerbek na zdrowiu – niewielki, jeśli w porę potrafimy go wykryć i podjąć środki zaradcze. Po drugie – aplikacja zapobiegająca garbieniu to przyczynek do opisania nieograniczonych możliwości wynikających z używania mobilnych urządzeń, które już dawno przestały być telefonami, a stały się pełnowartościowymi komputerami z własnym (porządnym) systemem operacyjnym. Można zrobić wszystko: odczytać metkę na ubraniu w sklepie, odebrać wiadomości o pogodzie, sterować z oddali kamerą, zlokalizować własne położenie i wyznaczyć pożądaną trasę, obejrzeć film on – line, zerknąć do internetu, obejrzeć pocztę, napisać artykuł, stworzyć grafikę, zaprojektować most oraz wykonać każdą inną czynność wspomaganą oprogramowaniem. I dlatego nie ma się co martwić – głowa do góry. No i nie garb się Kowalski!
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies