internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Cudzy koszt

Bawienie się cudzym (często bolesnym) kosztem ma swoją bogatą przeszłość – by wspomnieć chociażby gladiatorów, którzy ku rozrywce innych potrafili wypruwać sobie flaki. Choć minęły tysiące lat – tradycja pozostała, bo czymże innym jest wpatrywanie się w telewizyjne okienko gdy nieszczęsna dziewoja próbuje coś bezpodstawnie zaśpiewać, albo jakiś zakręcony kolega odnaleźć swoje własne ja w jakimś kolejnym domu Wielkiego Brata. Albo śledzenie meczu reprezentacji, gdzie pot, krew i łzy kopaczy kwitowane są potem krótkim i dosadnym słówkiem kibica. Lecz współczesne zabawy cudzym kosztem byłyby niczym bez internetu – dopiero on pokazał na co nas wszystkich stać. Metod zaś jest kilka.

Metoda pierwsza występuje wówczas, gdy ktoś chce coś szybko załatwić – dajmy na to – naprawić swojego przechodzonego nieco volkswagena. Szuka więc delikwent jakiegoś obfitego forum dyskusyjnego o golfie i zadaje pytanie: - Golf nie odpala z kluczyka tylko na pych nie wiem dlaczego, chociaż jeżeli wkładam kluczyk do stacyjki i chcę przekręcić to wszystko można uruchomić oprócz silnika. Jak chcę odpalić to rozrusznik nie tyknie. To jest golf 3 1,4 ośmiozaworowy. Czy może mi ktoś pomóc? Z góry dziękuje. Z poczuciem dobrze wypełnionego obowiązku idzie napić się herbaty, a gdy wraca do komputera ma już odpowiedź: - To jest forum o golfie - sporcie, a nie o samochodach. Pozdrawiam. Oprócz pozdrowień jest jeszcze jeden drobiażdżek – rozbawione towarzystwo forumowe w ciągu kilku dni rozpowszechni pomyłkę na cały świat szczególnie uwzględniając serwis zlokalizowany pod domeną „kretyn”.

Do metody drugiej w ogóle nie trzeba mieć sieci. Wystarczy, że posiada się wypasionego jeepa i wielką ochotę zamanifestowania miłości do tegoż. Jeśli człowiek – na ten przykład – mieszka w Poznaniu, to do własnoręcznie wymyślonego napisu na tablicy rejestracyjnej – „Jeep”, urzędnicy dopiszą mu przed owym Jeepem dwa dodatkowe znaki: „P” oraz zero (tak jak na Śląsku S1). Wychodzi z tego ubaw po pachy, a cały internet tarza się ze śmiechu po podłodze, bo nie dość, że frajer zapłacił ciężkie pieniądze (za auto + za indywidualny znak rejestracyjny) to jeszcze wychodzi na to, że przedstawia się mało pochlebnym określeniem. Na takiego jeepa urządza się całe polowania – ktoś widział go na ulicy Skłodowskiej – Curie, inny na Kosynierów, można mu oczywiście robić zdjęcia (na dowód, że się go spotkało).

Metoda trzecia wymaga już bezpośredniego kontaktu, ale od czego serwisy społecznościowe czy fora. Wchodzi więc dowcipniś i zaczyna opowiadać, że Amerykanie właśnie skonstruowali dyski twarde o nieograniczonej niczym pojemności. Ponieważ pojemność dysków jest tematem pojemnym jak rzeka, zaś mało komu (w końcu) nie brakuje powierzchni na owych dyskach, rozmowa rozkręca się w najlepsze. Na czatach może nawet wciągnąć wiele osób. Aż do momentu, gdy prowokator tryumfalnie obwieszcza: - To na pewno prawda, dyski trafią do sprzedaży jak tylko skończą  się formatować. Co bardziej obyci od razu wyłapują subtelną aluzję mówiącą, że dyski o nieskończonej pojemności formatują się w nieskończenie długim czasie, ale trafiają się i tacy, którzy z rozbrajającym zainteresowaniem dopytują się jeszcze: Tak? Czyli kiedy to będzie? W tym roku?

W przypadku braku pomysłów na lepsze zabawy cudzym kosztem zawsze można udać się na stronę główną Głównego Komitetu Własnych Przeciwników Politycznych (lub Mentalnych) i nawrzucać różnych bzdur, po czym z lubością wczytywać się w płynące z gorącego serca przekonywania do własnych racji. Można wysłać zdjęcie kolegi zamiast swojego (istnieje też wersja z wysyłaniem zdjęcia Tommy Lee Jonesa) albo zdjęcie koleżanki do popularnego serwisu randkowego. Jest i inna metoda – można oglądać co też w sieci się dzieje i pisać później o tym felietony. Bo oprócz bogatej przeszłości, bawienie się cudzym kosztem ma też kolosalną przyszłość.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies