internet - próba opisania: felietony Zbigniewa Markowskiego o internecie

Bez odzewu

- Wpisuję takie samo hasło jak kolega, a mimo to nie mogę się zalogować, chyba mam zepsuty komputer. Problem udało się rozwiązać prostym pytaniem o owo wpisywane przez kolegę hasło, bo odpowiedź brzmiała – pięć gwiazdek. Jedni przysięgają, iż opowieść ta jest prawdziwa, inni – że to tylko dowcip wymyślony na złość tępym szefom, namolnym klientom serwisów informatycznych czy wręcz blondynkom. Jednak żart czy nie żart – dobrze ilustruje skalę problemu hasła: czegoś z czym musimy nauczyć się żyć w dość dziwnej symbiozie – mieć, ale nie zapisywać, nie zapominać oraz nie włączać capslocka.
 
O przewrotności tajnego słówka pisał już przed laty Umberto Eco, gdy bohater jego dzieła dostał się do zasobów komputera dopiero, gdy na pytanie: - czy znasz hasło – w odpowiednim polu wpisał „nie”. Znacznie mniej przewrotni jesteśmy gdy trzeba wymyślić własne hasło, badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych ponad wszelką wątpliwość wykazały, że najchętniej stosowanymi sekwencjami znaków są „1234” oraz słowo „hasło” pisane oczywiście po angielsku. Kilkanaście procent respondentów w charakterze poufnego kodu używało imienia własnego lub imienia dziecka, często spotykaną kombinacją jest też uzupełnienie imienia o sakramentalne niemal „1234”. Trudno się dziwić – w świecie loginów, haseł do gadu-gadu, Naszej Klasy, Dewiantarta, Facebooka, numerów telefonów, nipów, peseli, pinów, puków trudno spamiętać to wszystko, zaś za geniuszy uchodzą ludzie, którzy próbują problem uporządkować.
 
Prób uporządkowania haseł było wiele: jedni stworzyli oprogramowanie służące  bezpiecznemu przechowywaniu haseł wszelakich w jednym miejscu, inni pomysł ten przenieśli do telefonów komórkowych. Jeszcze inni powołali do życia system, który pozwala na używanie jednego hasła w wielu serwisach społecznościowych czy bankowych jednocześnie, choć ostatnie z rozwiązań nie cieszy się specjalnym poważaniem użytkowników. Jeszcze inni dostarczyli sofware'u, który tajemnicze gwiazdki w haśle potrafi zamienić na czytelny zapis albo odzyskać dane zabezpieczone zapomnianym słówkiem. Zupełnie inni z odzyskiwania haseł zrobili sobie sposób na życie i źródło zarobku.
 
Ale to tylko szczyt lodowej góry, bo tajnych haseł jest w internecie bez liku. Na oficjalnej witrynie Urzędu Miejskiego w Kaletach każda pojedyncza podstrona (podobnie jak strona główna) kończy się tajemniczym słowem „dzis” - co nie może być niczym innym, jak tylko sekretnym hasłem dla wtajemniczonych. Na podobnej zasadzie w latach siedemdziesiątych opowiadano, że gdy pani Loska ma po południu na szyi apaszkę, to po północy telewizja nada film z golizną. Czasy zmieniły się o tyle, że znacznie łatwiej znaleźć dziś na szklanym ekranie goliznę niż apaszkę. Jeszcze lepiej szyfruje sieciowy lombard: po wejściu do działu „złoto” w kategorii „komis” internautom ukazuje się prawdziwy szyfr: „Duis autem vel eum iriure dolor in hendrerit in vulputate velit esse molestie consequat, vel illum dolore eu feugiat nulla facilisis at vero eros et accumsan et iusto odio dignissim qui blandit” co rzecz jasna może być hasłem na drodze do tegoż złota. Od razu widać, iż sprawy przeróżnych haseł nie tylko mają przeszłość wyznaczaną kamieniami milowymi wypowiedzianymi przez Klossa czy Stirlitza. Mają też kolosalną przyszłość a szczególnie kreatywne wytwory nagradzać można (jak hotele) gwiazdkami. Najlepiej pięcioma.
Górny Śląsk


Strona wykorzystuje pliki cookies